Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żłobek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żłobek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 stycznia 2017

Dobra zmiana? Edukacja a nowe przepisy- żłobki i (nie)chciane trzylatki

Przyjrzyjmy się dzisiaj nowym przepisom dotyczącym edukacji polskich dzieci, jakie wejdą w życie w tym roku (bądź już weszły, poparte ustawami).

Zacznijmy od problematycznych trzylatków:
Zgodnie z nową wersją ustawy, dzieci będą rozpoczynały naukę w wieku 7 lat, po obowiązkowym wychowaniu przedszkolnym odbytym w wieku 6 lat. Prawo do edukacji przedszkolnej natomiast należy się obecnie wszystkim dzieciom od 4 roku życia. Jest to możliwe dzięki ustawie, która weszła w życie 1 września 2015 roku. Niestety, podobne regulacje dotyczące trzylatków wejdą w życie dopiero 1 września 2017 roku, co oznacza, że do tej pory przedszkola mają prawo nie przyjąć trzylatka, jeśli nie znajdzie się dla niego miejsce w placówce.

Do tej pory dążono do tego, by - tak jak zakładały przepisy - od 2017 roku były miejsca w przedszkolach dla wszystkich chętnych dzieci, w tym 3-latków. W sytuacji konieczności objęcia edukacją przedszkolną dzieci 6-letnich jest oczywiste, że dla którejś grupy wiekowej miejsc w przedszkolach po prostu zabraknie . 

W sprawie tej interweniował między innym Rzecznik Praw Dziecka. Poniżej załączam link do jego wystąpienia:

http://brpd.gov.pl/sites/default/files/wyst_2016_01_22_men.pdf

Sama jestem ciekawa, jak to będzie wyglądać w praktyce, gdyż moje dziecko w tym roku kończy 3 lata i do przedszkola ją zapiszemy, gdyż nie mamy możliwości zapewnienia jej opieki z naszej strony- oboje pracujemy- a poza tym w miejscu naszego zamieszkania nie mamy nikogo, kto mógłby zaopiekować się naszą córką podczas gdy my jesteśmy w pracy. Niedługo rusza rekrutacja więc będę na bieżąco informować o jej przebiegu. Mam nadzieję, że moje dziecko po raz kolejny nie okaże się być dzieckiem gorszego sortu i będzie mogło do przedszkola uczęszczać. 

A co jeszcze nowego w kwestii najmłodszych dzieci? 
Rusza program Maluch plus 2017,  wspierający rozwój instytucji opieki nad dziećmi w wieku do lat 3 – żłobków, klubów dziecięcych i dziennych opiekunów. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej argumentuje, że konieczne jest podejmowanie kolejnych działań prowadzących do zwiększenia liczby instytucji i miejsc opieki. Nowością w tegorocznej edycji konkursu jest możliwość ubiegania się o dotację podmiotów niegminnych na tworzenie miejsc opieki.
Na co można otrzymać dotację?

1) W ramach modułu 1 na utworzenie w 2017 r. nowych miejsc opieki i zapewnienie ich funkcjonowania.

2) Pieniądze w ramach modułu 2 można otrzymać na utrzymanie miejsc opieki utworzonych przez gminy z udziałem programu „Maluch”, jak i utrzymanie miejsc opieki utworzonych przez podmioty niegminne, pod warunkiem pomniejszenia opłaty ponoszonej przez rodziców o kwotę przyznanej dotacji.

3) Dla modułu 3 – utworzenie w 2017 r. nowych miejsc opieki dla dzieci studentów, doktorantów oraz osób zatrudnionych przez uczelnię lub wykonujących zadania na rzecz uczelni i zapewnienie ich funkcjonowania, pod warunkiem pomniejszenia opłaty ponoszonej przez rodziców o kwotę przyznanej dotacji.

4) Nowość, czyli moduł 4, pozwala pozyskać środki na utworzenie w 2017 r. nowych miejsc opieki i zapewnienie ich funkcjonowania, pod warunkiem pomniejszenia opłaty ponoszonej przez rodziców o kwotę przyznanej dotacji.

Oferty trzeba było złożyć w grudniu 2016. Szczegóły tego programu znajdziecie w przepisach wymienionych poniżej:

Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej informuje, że działając na podstawie art. 62 ustawy z dnia 4 lutego 2011 r. o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 (Dz. U. z 2016 poz. 157), ogłasza w ramach Resortowego programu rozwoju instytucji opieki nad dziećmi w wieku do lat 3 "MALUCH  plus", konkurs „MALUCH plus” 2017

http://www.mpips.gov.pl/wsparcie-dla-rodzin-z-dziecmi/opieka-nad-dzieckiem-w-wieku-do-lat-trzech/resortowy-pogram-maluch-plus/rok-2017/ogloszenie-o-konkursie/

Już wkrótce kolejne nowiny prawne dotyczące edukacji w naszym kraju. Oby nie były bublami prawnymi.

MZR

poniedziałek, 12 września 2016

Od przybytku głowa rozboli, czyli rodzicu, opamiętaj się! Rzecz o "korkach"

Wrzesień pełną parą. Dzieci poszły do szkoły, był uroczysty apel, przywitanie "pirszoroczniaków" (cytując Hagrida z "Harry'ego Pottera"). Rodzice wydali tysiąc pięćset sto dziewięćset złotych na wyprawki swoich uczniaków. No, ale dla większości to nie wystarczy. Już szukali, już węszyli, bo przecież...DZIECKO MUSI SIĘ ROZWIJAĆ. 

Co to właściwie oznacza? Z moich obserwacji wynika, że panuje społeczne przekonanie, iż szkoła nie uczy właściwie. Hmmm, czyli...jak? Ano tak, aby po opuszczeniu murów placówki ostatniego szczebla edukacji latorośl bez problemu znalazła pracę, albo- jeszcze lepiej!- stała się geniuszem. Albo- to już w ogóle pożądane- odkryto w  niej niesamowity talent, by mogła wziąć udział w jakimś telewizyjnym show i stała się sławna.

I co robi taki rodzic? Zawalony wieloma niesamowicie inteligentnie brzmiącymi bredniami pseudopsychologów i pedagogów, doktorów z tiwi, daje się nabrać na te wyścig szczurów i zapisuje. Kogo? Swoje potomstwo? Gdzie? NA WSZYSTKO, NA CO SIĘ DA. Dziś zajmiemy się korepetycjami

Jak dobrze wiecie, jestem filologiem, specjalizuję się w języku angielskim. Uwierzcie mi, chętnych na korki- czy trzeba, czy nie, jest mnóstwo. Były lata, że z samych korepetycji byłam w stanie zarobić ponad tysiąc złotych, (studiując dziennie!). Mam znajomych matematyków, biologów, wuefistów, trenerów, plastyków. Co rok, we wrześniu, ci, którzy są naprawdę dobrzy w tym, co robią, nie musieli się bać o brak kasy. Telefon dzwoni na okrągło, bo "nagle" okazuje się, że dzieci właściwie to nic nie potrafią, bo pani ich nie nauczyła w szkole no i jakże to tak, przecież "on/ona MUSI BYĆ KIMŚ W PRZYSZŁOŚCI". Zatrzymajmy się na chwilę w tym miejscu i rozłóżmy kampanię wrześniową, dotyczącą zapisów dziecka na wszystkie możliwe kursy, na czynniki pierwsze.

Po pierwsze- mam wrażenie, że w tych szkołach to sami głupi/niedouczeni/bezwartościowi nauczyciele są. Taki przekaz płynie  z komunikatów nadanych w moim kierunku przez rodziców. Bo dziecko nie rozumie. Bo pani nie tłumaczy. Bo nie ma czasu na lekcjach. Bo mają nudny podręcznik. Bo za dużo dzieci w klasie i nie da rady wszystkim wytłumaczyć dobrze co i jak.

Po drugie- odnoszę kolejne wrażenie, że dla rodzica tylko to, za co (czasem słono) zapłaci, jest wartościowe. Nauka bezpłatna to nie nauka. 

Po trzecie- i w tym miejscu znów- a jakże, wrażenie- że szkoła to jakieś dziwne miejsce, gdzie właściwie to nie wiadomo, po co dzieci chodzą. No bo przecież nie po to, by się czegoś nauczyć. 


Odłóżmy jednak moje wrażenia na bok i skupmy się na faktach. 

Fakt pierwszy: 50 % polskich uczniów ma co najmniej jednego korepetytora. 
Fakt drugi:średnio na "korkach" dzieci spędzają od 2 do 4 godzin tygodniowo.
Fakt trzeci: przedmiotami, z jakich najczęściej udziela się korepetycji są matematyka i język angielski.

Co to oznacza w praktyce? Jakby zinterpretować te fakty jak najprościej, to wyłania nam się obraz szkoły jako instytucji, która nie potrafi wykształcić połowy uczniów, gdzie lekcje- ich czas tudzież ilość- są za krótkie, a matematycy i angliści są z najniższej półki. 


Ze swojego doświadczenia powiem tak- nie wiem, jak jest z matematykami, mogę się wypowiadać na temat anglistów. I niestety, ale większość rzeczywiście nie ma daru nauczania. W mojej karierze zawodowej miałam wielu uczniów, którzy nie rozumieli podstaw, a w nauce języka obcego bez tego nie ruszysz dalej. Zresztą tak jest i dzisiaj, gdy mam zajęcia z moimi żołnierzami, dziećmi, młodzieżą czy dorosłymi. Ludzie, którzy angielski mieli, ale właściwie - w przypadku dorosłych, nawet po kilkunastu[sic!] latach nauki tegoż języka, muszą zacząć od początku, bo zwyczajnie na świecie nie ogarniają, o co kaman


źródło: job- profi.pl

Zwolennicy korepetycji krzyczą, że są one tak bardzo skuteczne ze względu na indywidualne podejście do ucznia. Po części może i tak, ale nie zgadzam się z tym do końca. Z praktyki wiem, że dobry nauczyciel, słuchający uczniów, widzący ich problemy z nauką i potrafiący tłumaczyć, odpowiadać na (nawet głupie z pozoru) pytania bez zniecierpliwienia, potrafi zdziałać cuda nawet z 20 osobową grupą. Osoba nauczyciela jest tutaj niesamowicie istotna. Od momentu gdy uczę, nie raz, nie dwa, miałam przypadki, że ludzie kontaktowali się ze mną, bo ktoś mnie polecił. A pierwsze słowa na pierwszym spotkaniu brzmiały- "tylko wie pani, ja jestem chyba odporny na wiedzę, bo miałem już korki". I tu fakt potwierdza regułę, tzn. trafiali na kiepskich nauczycieli. Sam fakt ukończenia przez kogoś studiów i posiadania tytułu magistra, o niczym nie świadczy. Znam mnóstwo ludzi po studiach filologicznych, z uprawnieniami pedagogicznymi, którzy gówno potrafią, jeśli o uczenie chodzi. Uświadomcie to sobie, moi drodzy, że dzieci nie dostają gorszych ocen w szkole dlatego, ze są gorsze. Najczęściej na lekcji nie ma czasu, by porządnie im wytłumaczyć wszystko. Albo nauczyciel nie potrafi się dobrze zorganizować, by umiejętnie zajęcia przeprowadzić.

Dlaczego korki są tak popularne? Bo poza wiedzą uczeń ma okazję zdobyć coś o wiele cenniejszego- motywację i dowartościowanie jego jako człowieka. Korepetytor, dzięki indywidualnemu charakterowi zajęć, jest w stanie już po pierwszych zajęciach wymienić mocne i słabe osoby ucznia. I zapewne w swej ocenie będzie dokładniejszy niż nauczyciel przedmiotu, z jakiego korki są udzielane. Poza tym, to skupienie na osobie, a nie na programie i tempie jego przerobienia, procentuje bardzo szybko. Na korkach nie jest ważne "od- do". Ważne jest, czy uczeń pojął istotę przerabianego zagadnienia. 

Co ciekawe- korepetytor często staje się takim trochę psychologiem, powiernikiem sekretów. Wiele razy moje dzieciaki czy dorośli rozmawiali ze mną o problemach bądź też sytuacjach, o jakich nie gadali z rodziną. Wiele razy gotowało się we mnie, gdy dzieciak mówił mi, że nauczyciel go wyzywa, bo jest biedniejszy niż reszta klasy, albo ma więcej rodzeństwa, albo wolniej rozwiązuje zadania. Wiele razy też razem cieszyliśmy się z kolejnych sukcesów- dla jednych były to "trójki", dla innych "szóstki". 

Minus popularności korków- jedno z badań przeprowadzonych wśród uczniów szkoły podstawowej wykazało, że 70 % dzieci spędza na korkach ok. 11 godzin tygodniowo. Plus 27 godzin lekcyjnych daje to liczbę 38 godzin poświęconych nauce. To niemal tyle, co etat dorosłego człowieka. Cały. Mnie osobiście te liczby przerażają. Bo gdzie w tym wszystkim czas na zabawę, na wygłupy, na bycie dzieckiem? Czy naprawdę liczą się tylko "piątki" i "szóstki"? Gdzie czas na dzieciństwo, beztroskie, pozbawione cech korporacji- sorry, ale mnie osobiście to wszystko kojarzy się z korpoludkami. Sen- szkoła- korki- odrabianie lekcji- sen itd.

APEL KOREPETYTORA DO RODZICA

Mój Drogi! 
Zanim poślesz dziecko na korki, zastanów się, czy ich naprawdę potrzebuje. "Tróje"  z biologii są ok, zwłaszcza gdy Twoje dziecko tak bardzo chce być dziennikarzem. Odpuść mu czasem. Zastanów się czy nie ulegasz presji otoczenia. A może korki są modne w Twoim kręgu znajomych? Może to, czego Twoje dziecko potrzebuje to Twoja uwaga, a nie ta obcej osoby, dobrze opłacona ?

Przemyśl sprawę, czy korki nie zabierają czasu tak bardzo potrzebnego i nieodwracalnego na bycie dzieckiem. Takim normalnym, nie zawsze idealnym.

Pozdrawiam,
Mama Zła Rada

wtorek, 5 lipca 2016

To nie jest kraj dla pracujących matek (dla niepracujących też nie)

Dawno mnie tu nie było...
Co się działo w tym czasie? Zacznijmy od tego, że zmieniłam pracę. Zabrałam dziecko ze żłobka- nie wgłębiajmy się w szczegóły, pliz. No i pojawił się problem- w naszym "wspaniałym" mieście, gdzie przyszło nam mieszkać, w środku roku tzw. szkolnego nie znajdziesz miejsca dla dziecka w żłobku. To co zrobiliśmy z Niunią? Nie, nie zostawiliśmy w oknie życia. Nie, nie oddaliśmy niani, bo nie ufam obcym po naszych przygodach. Nie, nie zrezygnowałam z pracy, bo nas na to najzwyczajniej w świecie nie stać- na pohybel wszystkim, co twierdzą, że żony wojskowych w luksusy opływają buahahaha...

Zosia w tygodniu była u dziadków w W., a na weekendy zabieraliśmy ją do siebie. Co daje 450 km co weekend wte i wewte, co daje...ok. 7875 km przejechanych od momentu, gdy wszystko się zmieniło.

Dostęp do opieki nad dziećmi w naszym kraju, gdy kobieta chce i może pracować jest do dupy. Dostęp do opieki nad dziećmi, gdy kobieta nie pracuje, ale chce wrócić do pracy, znaleźć jakąś, a na to też przecież potrzeba czasu- jest do dupy.

Mało tego, ceny za żłobki są chore. W S., gdzie mieszkamy, cena za żłobek prywatny to ok. 650-730 zł za miesiąc. Biorąc pod uwagę, iż większość społeczeństwa zarabia 2200 zł brutto, jest to ogromny wydatek dla rodziny. A jak ktoś został obdarzony bliźniakami? Albo ma starsze dziecko w przedszkolu? Koszt miejskich żłobków- o ile takowe są w mieście, tu akurat są- to ok. 430-450 zł. Trochę mniej, ale i tak drogo. Nie dziwię się, ze jest problem, by kobiety po urodzeniu dziecka wróciły do praca. Bo nawet jak tę pracę mają, to sytuacja wcale nie jest łatwa. Dlaczego? Z 3 powodów:

1. Zdrowie malucha. Do 3. roku życia rozwija się układ odpornościowy dziecka. Kto posłał swoją pociechę wcześniej, wie, że częściej jej w tym żłobku nie było, niż była. A kto ma siedzieć z dzieckiem w domu? Jak masz dziadków/ ciotki/ koleżanki, które to zrobią- fajnie, gratuluję. Ale wiele kobiet nie ma nikogo w tej samej miejscowości. I co wtedy? L4? A jak prowadzisz działalność i jesteś uzależniony od kontrahentów? Myślisz, ze to takie łatwe, powiem- sorry, wracam za tydzień, może dwa? Niestety, tak to nie działa. Świat  ( a już zwłaszcza ten biznesowy) nie jest wyrozumiały. Mąż weźmie L4, bo ma stabilniejszą pracę? Fajnie, ale ile razy? 1, 2 ? a co potem? Nam chyba pozostanie wożenie dziecka znów do dziadków...


2.  Finanse. Jak pisałam wcześniej, opieka nad dziećmi jest bardzo droga. A nie pisałam przecież, ile biorą nianie. Tu ceny są rozmaite. Wiem, że średnio to 1000- 1200 zł za miesiąc w mieście jak S. A gdzie pozostałe wydatki? Brać nadgodziny? Oszczędzać? Omijać sklepy? Nie wydawać? A jak auto się zepsuje? A, że nie mieć auta? A jak musisz do pracy dojeżdżać? A, że z internetu zrezygnować? A jak używasz go do pracy? A, ze przestać chodzić do fryzjera, na paznokcie, na zajęcia dodatkowe? Nie wychodzić na pizzę, na piwo? A może by tak... zostać ascetą? Współczesnym pustelnikiem? Może wtedy jakieś bonusy po śmierci się zgarnie?

3. Obowiązki matki-Polki-wariatki. Sorry, ale nikt mi nie wmówi, że obowiązki w domu rozkładają się równo- buahaha. W prawie 100 % polskich domów, gdzie jest ON i ONA, to ta druga osoba ma więcej na barkach. Facet przyjdzie, jak mu się zachce, to zrobi obiad- zwłaszcza jak coś zmajstrował, jak nie, to zadowoli się czipsami. Dziecku da kabanosa i bułę z masłem i jest luz. ONA- a czemu nie powiedziałaś, ze śmieci tyle- to ON- znów muszę wychodzić- jęk. A ONA- rano wstaje wcześniej, by czesząc włosy, myjąc zęby i malując oko, założyć bez podarcia rajstopy, zrobić mleko dziecku, uszykować mu ubranie, zrobić sobie coś do jedzenia do pracy, jemu, wraca z pracy, robi żarcie, wieczorem żarcie, ile można żreć?! Przecież wczoraj ich karmiłam...

Plus pranie, sprzątanie, a jeszcze wyglądaj ładnie, bo znajdzie inną, a jeszcze seksu powinno ci się chcieć co noc najlepiej, żeby on nie martwił się, ze mu konar nie płonie,a z ciebie jeszcze trochę to próchno się zacznie sypać. Plus telefony, rachunki, bo ON nie pamięta, bo i po co, kupowanie żarcia- znowu?!- chwalenie JEGO, chwalenie dziecka, czytanie poradników jak być perfekcyjną - chyba perfekcyjnie zestresowaną całym tym szajsem jaki promują social media... I jeszcze rząd zachwala taką heroiczną postawę Polek... Ja pierdziu, walnęłabyś kielona, ale ostatnio tak cię siekło po piwie, że było jak w reklamie - chce się, chce- tylko przez "rz"...Zapaliłabyś jointa, ale po pierwsze - to śmierdzi, a ty nie lubisz smrodu, a po drugie- to nielegalne w tym kraju. A ty już masz wizję, jak cię pakują na dożywocie do najgorszego pierdla, a twoje kochane małe bobo, dla którego nie ma miejsca w żłobkach, wychowuje teściowa...

Nagle się budzisz nad zimną herbatą i migającym ekranem komputera, bo przecież dziś trzeba mieć pasję, którą się chwali światu i piszesz jakiegoś posta, bo aspirujesz do bycia laureatką- najlepiej Pulitzera, Nobel w ostateczności- jesteś w sumie trochę staromodna i nie lubisz blichtru i sztywnych sukienek na takie rauty, co to piją w cycki, których przecież prawie nie masz. 

A tak w ogóle, matko- Polko- wariatko, to skisłaś w tym systemie. 
Alleluja.

sobota, 26 września 2015

Żłobek, babcia czy niania: co wybrać?

 Niania = wygoda

PLUSY Opiekunka zwykle zajmuje się dzieckiem w jego domu, więc nie tracisz czasu na dowożenie pociechy, co i dla malucha bywa męczące. Jesteś też bardziej dyspozycyjna w pracy, bo w razie lekkiej choroby malca nie musisz od razu brać zwolnienia.

MINUSY Problemem mogą być natomiast wysokie koszty (miesięcznie nawet 1500 złotych) oraz słabe kwalifikacje niani – np. złe podejście do dziecka, które ciężko jest sprawdzić.

źródło:pikabee.pl


Żłobek= socjalizacja i pewność 

PLUSY Dzieckiem zajmuje się fachowy personel: opiekunki, pielęgniarka, psycholog. Maluch otrzymuje też wartościowe posiłki, ma zapewniony kontakt z rówieśnikami i może przebierać w zabawkach. Również koszty tego rozwiązania są przystępniejsze (miesięcznie od 100 do 300 zł, żłobki prywatne nawet 800 zł miesięcznie).

MINUSY Dziecko będzie częściej chorować, zarażając się od innych dzieci. A opiekunka, która w żłobku odpowiada za kilkoro malców, nie poświęci mu całej swojej uwagi.
źródło: sosrodzice.pl


Babcia= darmowa pomoc i miłość

PLUSY Dzieckiem zajmie się osoba, która je kocha. Nie musicie więc zastanawiać się, czy dziecko polubi daną osobę, czy ich relacje będą pozbawione agresji. Babcia to także domowe jedzenie, wiecie więc, co Wasza pociecha je, jak często i że zjada to co lubi najbardziej. No i raczej mało która babcia pobiera jakiekolwiek pieniądze za opiekę nad wnuczkami.

MINUSY Babcia oznacza często rozpuszczanie Malucha poprzez pozwalanie mu na zachowania, na jakie nie zgadzają się rodzice. Znam przypadki z mojej pracy, ze babcie na przekór- bo nie lubiły jednego z rodziców postępowały z dzieckiem odwrotnie niż dany rodzic. A to rodziło kłótnie między małżonkami o sposób sprawowania opieki nad ich dzieckiem. Jeśli niekoniecznie dogadujecie się z babciami- odpuśćcie sobie tę opcję.

źródło:tematy.edziecko.pl



Kiedy należy zachować szczególną czujność?

Gdy pociechę będzie doglądać niania - uważnie obserwuj zachowanie kandydatki podczas wstępnej rozmowy. Ważne np., by sama próbowała nawiązać ze szkrabem kontakt, nie sprawiała wrażenia osoby nerwowej czy mrukliwej.

Gdy zdecydowałaś się na żłobek - nim poślesz do niego dziecko, wcześniej zrób wywiad wśród znajomych matek i odwiedź kilka placówek, by wybrać tę najlepszą, idź na dni adaptacyjne, obserwuj zachowanie opiekunek i zasady funkcjonowanie placówki.

Gdy wybraliście babcię- ustalcie zasady opieki nad dzieckiem, np. częstotliwość podawania słodyczy i w jakich okolicznościach dziecko ma je dostawać. Chodzi o to, by Wasze relacje nie uległy pogorszeniu ze względu na różne podejścia do wychowania dzieci.

Rada pedagoga:
Pedagodzy pytani o to, która forma opieki nad najmłodszymi dziećmi jest lepsza, zgodnie twierdzą, że to zależy od wielu czynników. Indywidualne predyspozycje dziecka, jego temperament, dotychczasowy rozwój, doświadczenia, kondycja zdrowotna, sposób przeżywania emocji- to wszystko ma ogromne i decydujące znaczenie. Dzieci młodsze, często chorujące, płaczliwe, drażliwe lepiej odnajdą się pod opieki niani lub babci. Fakt, że ktoś poświęca im całą swoją uwagę i daje im poczucie bezpieczeństwa sprawia, że maluch lepiej znosi rozłąkę z mamą.

Na koniec- fragment filmu Niania w Nowym Jorku. Z przymrużeniem oka:

https://www.youtube.com/watch?v=v7rbYAYwymQ