Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tata. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 października 2017

Filmowa 5 na jesienne wieczory - polecane w październiku

Hejka,
w dzisiejszym poście znajdziecie subiektywną listę 5 filmów ( bądź animacji), którymi warto umilić sobie jesienne wieczory. Przy każdym tytule znajdziecie wiek dziecka, od jakiego można śmiało dany film oglądać.

5. "Osobliwy dom pani Peregrine" (12+ )
Cudowna adaptacja książki,którą możecie kupić choćby klikając w ten link:

 http://www.empik.com/osobliwy-dom-pani-peregrine-riggs-ransom,p1055071353,ksiazka-p

Film ten to opowieść troszkę straszna, troszkę tajemnicza i wspaniała pod kątem wizualnym. Niektóre sceny są tak niesamowite, że chciałabym je oglądać po kilka razy- scena wewnątrz wraku ! Jest to powieść o tajemniczej grupie sierot na jeszcze bardziej tajemniczej wyspie. Dzieci te są o tyle niezwykłe, że każde jest inne od pozostałych, a wyróżniają się niezwykłymi zdolnościami. Główny bohater, szesnastoletni Jakub, przyjeżdża na tę wsypę by odkryć prawdę o tym dziwnym domu, w którym kiedyś mieszkał jego dziadek... Nic więcej nie zdradzę- warto! Dodam tylko, że nakręcił go mistrz niezwykłych wizji i magii- Tim Burton :)


Zwiastun do filmu znajdziecie pod tym linkiem:

https://www.youtube.com/watch?v=6fwcqXudD_o

4. "Zakręcony piątek" (10+)


Jeden z moich ulubionych filmów o dorastaniu i różnicach między matkami a córkami. Świtetne role Jamie Lee Curtis i Lindsay Lohan oraz całkiem niezły występ Marka Harmona jako narzeczonego matki Anny. Plus świetna rockowa ścieżka dźwiękowa. A jak dodam, że to historia, gdzie matka i córka zamieniają się ciałami by każda z nich mogła zobaczyć jakie naprawdę jest życie tej drugiej? Jak mogą odkryć to, czego nie znały i nie rozumiały do tej pory? Rodzice nastolatków- strzeżcie się! Ten film was wciągnie i może odkryjecie trochę nastolatka w sobie :)

Zwiastun do filmu znajdziecie pod tym linkiem:
https://www.youtube.com/watch?v=nZ8KJ4MzzOw

3."Sekretne życie zwierzaków domowych" (3+)

Jesteście pewni, że znacie swoje zwierzęta domowe? Że są słodziusie i milusie? Takie grzeczne? Zawsze słuchają pańcia? Po tej animacji przekonacie się, że zwierzaki prowadzą naprawdę bujne życie towarzyskie , lubią słuchać metalu, a i tańczyć całkiem nieźle potrafią. Nasza trzyletnia Zofia była tak wciągnięta w ten film, że uciszała nas jak tylko się słowem odzywaliśmy. 

Zwiastun do filmu znajdziecie pod tym linkiem:
https://www.youtube.com/watch?v=GTXc-t3YdRY


2. "Shrek forever" (3+)


Jedna z tych animacji, do których mam ogromną słabość. Wspaniała opowieść o tym, co w życiu ważne, opowiedziana z odpowiednią dozą humoru. Shrek został ojcem trojaczków, życie rodzinne w pełni i gdzieś dopadła go proza życia. Zapomniał o sobie, o tym, kim jest i chyba już przestał czuć się nie tylko mężczyzną, ale i ogrem. Za sprawą Rumplestiltskina może odzyskać ogrze życie. Tylko...czy jest to warte utraty tego ile już zdobył? Polecam przede wszystkim rodzicom, by nie zapomnieli, co jest w życiu ważne. Naprawdę cenna lekcja.

Zwiastun do filmu znajdziecie pod tym linkiem:
https://www.youtube.com/watch?v=S870GtyYVwE

1. Mój absolutnie ulubiony rodzinny hit "Kupiliśmy zoo" (3+)


Wspaniały! Cudowny! Rozgrzewający serca! Niesamowita opowieść tym bardziej, że oparta na prawdziwych wydarzeniach opowieść o młodym wdowcu z dwójką dzieci, który stara się jakoś opanować chaos, jakie powstał po śmierci ukochanej żony. Czy jest to w ogóle możliwe? Oczywiście, tylko na wszystko potrzeba czasu i odpowiedniej metody okiełznania rzeczywistości. Pewnego dnia, oglądając domy na sprzedaż- bo tak właśnie postanowił sobie poradzić ze wszystkim- kupując nowy dom- trafia na stare zoo. Takie prawdziwe, ze zwierzakami równie egzotycznymi jak  wszystko co za chwilę wydarzy się w jego życiu. Co dzieci na jego pomysł? A pracownicy zoo? Jak zareagują na nowe wydarzenia zwierzęta? Co się stanie ze wszystkimi bohaterami ? Obejrzyjcie koniecznie, najlepiej gdy jest szaro, ponuro i leje i wydaje się, ze wszystko jest do dupy. Nie jest! Dla tych widoków, dla tej magii i uśmiechu małej Rosie. To opowieść, gdzie każdy znajdzie cząstkę siebie. Czy dodawałam już, ze to mój absolutny numer jeden?

Zwiastun do filmu znajdziecie pod tym linkiem:
https://www.youtube.com/watch?v=g-90yj9x29Q

poniedziałek, 7 marca 2016

Bo fantazja jest od tego aby bawić się na całego!


Jakie słowo kojarzy się z dziećmi i dzieciństwem? Mnie na pewno "fantazja". Jednocześnie jest to zdolność, jaką dorośli chętnie niszczą u- swoich również- dzieci. Często robią to nieświadomie. B normy, bo nie wypada poszaleć, BO CO LUDZIE POWIEDZĄ?! 

A tak na serio, nie pamiętacie już jak byliście mali i toczyliście bitwy, jeździliście na dzikich mustangach, podbijaliście nowe światy? Nawet gdy te światy były śmietnikiem i osiedlowym trzepakiem? Ja pamiętam wiatr we włosach, gdy zjeżdżałam z szaloną prędkością na moim składaku, wyobrażając sobie, że jestem wojowniczką galopującą na karym koniu w bitwie. 

Drogi dorosły czytelniku, dlaczego wstydzisz się dziecięcej skłonności do bajek? Wyobraźni, która pomaga przezwyciężać strach i nieśmiałość? Zauważcie, że często dzieci przychodzą ze szkoły czy przedszkola do domu i mówią wam, że chciały zrobić coś fajnego, a zabroniono im tego. Dlaczego? Bo jak grupa daje się łatwo kontrolować, to "nie zagraża". Czemu? Spokojowi nauczycielskiego grona. Bo jak dzieciaki zaczynają marzyć, być kreatywne, to zaczynają absorbować. A zdecydowana większość "pedagogów" nie lubi się przemęczać. Tak samo rodzice. Zmęczeni gonitwą za kasą, za nowym autem, za markowymi ciuchami i kosmetykami oraz wyjazdami do spa i zajęciami z czego-tam-co-jest-modne, zwyczajne nie chcą lub nie mają siły się angażować w pełne wyobraźni życie własnych dzieci. Dlatego chcą, by dzieciaki siedziały w swoich pokojach i tam "grzecznie siedziały". Co to znaczy? Hmm, chyba "cicho" i "nie absorbując mojej cennej uwagi". Jeju, serio? A ta dziecięca fantazja jest taka fajna. Widzę ją i doceniam każdego dnia u mojej córki, która stroi się przed lustrem, strojąc miny. Albo udaje kucharkę i "gotuje". Polecam każdemu zmęczonemu jako antidotum na stres i smutki dnia codziennego. A teraz włączcie yotube i ten oto klasyk, który znajdziecie w linku poniżej, bierzcie dzieciaki za ręce i szalejcie ile wlezie! 


sobota, 26 września 2015

Żłobek, babcia czy niania: co wybrać?

 Niania = wygoda

PLUSY Opiekunka zwykle zajmuje się dzieckiem w jego domu, więc nie tracisz czasu na dowożenie pociechy, co i dla malucha bywa męczące. Jesteś też bardziej dyspozycyjna w pracy, bo w razie lekkiej choroby malca nie musisz od razu brać zwolnienia.

MINUSY Problemem mogą być natomiast wysokie koszty (miesięcznie nawet 1500 złotych) oraz słabe kwalifikacje niani – np. złe podejście do dziecka, które ciężko jest sprawdzić.

źródło:pikabee.pl


Żłobek= socjalizacja i pewność 

PLUSY Dzieckiem zajmuje się fachowy personel: opiekunki, pielęgniarka, psycholog. Maluch otrzymuje też wartościowe posiłki, ma zapewniony kontakt z rówieśnikami i może przebierać w zabawkach. Również koszty tego rozwiązania są przystępniejsze (miesięcznie od 100 do 300 zł, żłobki prywatne nawet 800 zł miesięcznie).

MINUSY Dziecko będzie częściej chorować, zarażając się od innych dzieci. A opiekunka, która w żłobku odpowiada za kilkoro malców, nie poświęci mu całej swojej uwagi.
źródło: sosrodzice.pl


Babcia= darmowa pomoc i miłość

PLUSY Dzieckiem zajmie się osoba, która je kocha. Nie musicie więc zastanawiać się, czy dziecko polubi daną osobę, czy ich relacje będą pozbawione agresji. Babcia to także domowe jedzenie, wiecie więc, co Wasza pociecha je, jak często i że zjada to co lubi najbardziej. No i raczej mało która babcia pobiera jakiekolwiek pieniądze za opiekę nad wnuczkami.

MINUSY Babcia oznacza często rozpuszczanie Malucha poprzez pozwalanie mu na zachowania, na jakie nie zgadzają się rodzice. Znam przypadki z mojej pracy, ze babcie na przekór- bo nie lubiły jednego z rodziców postępowały z dzieckiem odwrotnie niż dany rodzic. A to rodziło kłótnie między małżonkami o sposób sprawowania opieki nad ich dzieckiem. Jeśli niekoniecznie dogadujecie się z babciami- odpuśćcie sobie tę opcję.

źródło:tematy.edziecko.pl



Kiedy należy zachować szczególną czujność?

Gdy pociechę będzie doglądać niania - uważnie obserwuj zachowanie kandydatki podczas wstępnej rozmowy. Ważne np., by sama próbowała nawiązać ze szkrabem kontakt, nie sprawiała wrażenia osoby nerwowej czy mrukliwej.

Gdy zdecydowałaś się na żłobek - nim poślesz do niego dziecko, wcześniej zrób wywiad wśród znajomych matek i odwiedź kilka placówek, by wybrać tę najlepszą, idź na dni adaptacyjne, obserwuj zachowanie opiekunek i zasady funkcjonowanie placówki.

Gdy wybraliście babcię- ustalcie zasady opieki nad dzieckiem, np. częstotliwość podawania słodyczy i w jakich okolicznościach dziecko ma je dostawać. Chodzi o to, by Wasze relacje nie uległy pogorszeniu ze względu na różne podejścia do wychowania dzieci.

Rada pedagoga:
Pedagodzy pytani o to, która forma opieki nad najmłodszymi dziećmi jest lepsza, zgodnie twierdzą, że to zależy od wielu czynników. Indywidualne predyspozycje dziecka, jego temperament, dotychczasowy rozwój, doświadczenia, kondycja zdrowotna, sposób przeżywania emocji- to wszystko ma ogromne i decydujące znaczenie. Dzieci młodsze, często chorujące, płaczliwe, drażliwe lepiej odnajdą się pod opieki niani lub babci. Fakt, że ktoś poświęca im całą swoją uwagę i daje im poczucie bezpieczeństwa sprawia, że maluch lepiej znosi rozłąkę z mamą.

Na koniec- fragment filmu Niania w Nowym Jorku. Z przymrużeniem oka:

https://www.youtube.com/watch?v=v7rbYAYwymQ

niedziela, 23 sierpnia 2015

O tym jak bezsensowne jest bycie samemu, gdy masz rodzinę

Siemka wszystkim.

Jakiś czas mnie tu nie było. Dużo się u nas dzieje ostatnio. W tym miesiącu to już w ogóle. Ale dzisiaj jest dzień, w którym chcę się z Wami podzielić refleksją nad tym jak bardzo zmienia się perspektywa gdy masz rodzinę a nagle masz być sam. 

Powiecie- ej, każdy czasem lubi/potrzebuje/powinien spędzić trochę czasu samemu. A dupa. Też tak myślałam, ale nie, to nie jest fajne(nawet jeśli taka myśl przemknęłaby mi przez głowę). 

Jak to się stało, że jestem teraz sama? Zacznijmy od faktów. Godzina 22.53. Miejscowość: Stargard. Miejsce: nasze wynajęte mieszkanie. Siedzi sobie taka Mama Zła Rada i szag ją trafia, ze nie może się przytulić do śpiącego rozkosznie Zośka, że nie może się wtulić w Łukasza, prywatnie pełniącego obowiązki mojego męża. 
Przyczyna takiego stanu rzeczy? Och, samo życie. Otóż Mama Zła Rada, czyli pisząca tego posta jutro zaczyna kolejny etap swojej- jak to się komicznie nazywa- kariery zawodowej. No, no. Jutro idę do pracy- koniec laby! Jutro mam też radę pedagogiczną, dlatego musiałam wracać. Mąż i Niunia, czyli dziecko moje drogie zostali u dziadków w Wałczu, bo idą jutro na szczepienie. 

I tym oto sposobem siedzę tutaj i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jak masz kogoś, kogo kochasz bardzo bardzo bardzo mocno, to te godziny samemu- nie w pracy, nie spędzone na hobby itede- są bez sensu jak kwadratowy papier toaletowy.
Moje skarby dokładnie rok temu

Próbowałam zabić czas. Przyjechałam po 20, byłam w mieszkaniu przed 21. Herbata, pozałatwiałam sprawy wymagające użycia komputera i internetu, pościeliłam łóżko- po co mi podwójne łóżko, skoro śpię w nim sama?! Popatrzyłam na łóżeczko Zośka. Przytuliłam Panią Królik, jedną z członkiń zacnego Stada Zosinych Królików. Zrobiłam sobie kąpiel. Taką niby na wypasie- piana, maseczka, te sprawy. Nie usiedziałam w wannie. Nudno. Cicho. Włączyłam radio, by coś mi gadało tudzież śpiewało. Pogapiłam się w lustro. Przytuliłam Panią Królik. Zadzwoniłam do męża xxxx razy. Oczy mi się spociły jak zobaczyłam zdjęcie Zośka, jakie przysłał mi Łukasz. 

Zrobiłam herbatę. Maseczką ściąga mi twarz coraz bardziej, więc zanim zamienię się w żyjącą ściągnięta glinką ikonę zabiegów pielęgnacyjnych, ruszę tyłek, kończąc tego posta słowami:
BYCIE SAMYM JEST PRZEREKLAMOWANE. Wolę śmiech, płacz i całą gamę emocji, jakimi raczy mnie codziennie moja córka niż ciszę. Wolę zdenerwowanie męża i niecenzuralne słowa po przegranej jego ukochanego klubu- tu akurat użycie niecenzuralnych słów trzeba wybaczyć, bo ich użycie jest uzasadnione. Ba, wolę jego narzekania nawet na różne pierdoły. Choć jeszcze bardziej lubię jego wygłupy z nami i wybuchy śmiechu. Wolę padać ze zmęczenia, bo Zosi 4 ząbki na raz wychodzą, wolę głodnego Łukasza, Łukasza gadułę po wieczornym piwie, wolę wszystko, tylko nie tę cholerną ciszę i smutne tykanie zegara. 
 Tylko niech już będą tu ze mną. 

piątek, 10 lipca 2015

Słodkich snów...Spanie z dzieckiem- rodzicielstwo bliskości

Dzisiaj postanowiłam poruszyć temat, który w niektórych kręgach uważany jest za kontrowersyjny. Jaki to? Spanie z dzieckiem. Spać w jednym łóżku czy nie? Oto jest pytanie wielu poczatkujących rodziców.


Przejdźmy do zalet:

1. Spokojniejszy sen dziecka. Maluch czuje zapach mamy i taty, dzięki czemu czuje się bezpieczniej. Takie trochę atawistyczne, ale jak najbardziej realne. W końcu- czy wam się to podoba czy nie- jesteśmy zwierzętami. I takie atawizmy pomagają w przetrwaniu i lepszym rozwoju.

2. Mniejsze ryzyko SIDS- czyli zespołu śmierci łóżeczkowej. Zdziwieni? A jednak. Maluchy śpiące z rodzicami więcej czasu spędzają śpiąc na boku lub na plecach. Dzięki temu sa 4 razy mniej narażone na SIDS. Ponadto, dwutlenek węgla wydychany przez rodziców działa stymulująco na oddech dziecka. Staje się on głębszy, dzięki temu Maluch jest lepiej dotleniony w trakcie snu.

3. Ustabilizowana fizjologia. Dzieci śpiące z rodzicami mają regularny rytm oddychania, stabilną temperaturę ciała. Robiątakże krótsze przerwy w oddychaniu w porównaniu do dzieci śpiących w osobnym łóżeczku.





Kiedy nie spać z dzieckiem?
- jeżeli tylko jedno z was tego chce- po co wam konflikty
- jeżeli palicie papierosy lub pijecie często alkohol
- jeżeli jesteście bardzo zmęczeni- możecie nie usłyszeć płaczacego Malucha albo przydusić go własnym ciałem
- jeżeli macie bardzo miękki materac
- jeżeli jesteście chorzy na choroby zakaźne
- jeżeli macie bardzo wysokie łóżko, w ogóle na czas spania z dzieckiem najlepiej jest położyć materac na podłodze, by uniknąć ryzyka upadku na podłogę

Nasza Zośka od drugiego miesiąca życia śpi w swoim łóżeczku. Czasem śpi z nami, kiedy np. obudzi ją zły sen albo wyrzyna jej się ząbek. Spanie z Maluchem jest fajne, ale moim zdaniem- nic na siłę. Nasza Zośka lubi spać sama, wśród swoich królików :) Jeżeli wasze dziecko lubi sen z wami- lucky you ;) kolorowych snów!

czwartek, 25 czerwca 2015

Dlaczego jako nauczyciel uważam, że nie powinniście kupować kwiatów i prezentów na koniec roku szkolnego

Drodzy Rodzice!
Piszę dzisiaj do Was jako nauczyciel i pedagog. Czytałam ostatnio różne artykuły dotyczące obchodów końca roku szkolnego. Czytałam też komentarze pod tymi artykułami. Jak Polska długa i szeroka, tak i podzielona w kwestii obdarowywania nauczycieli kwiatami i innymi prezentami. Pozwolę sobie więc zabrać głos, jako tejże przedstawicielka grupy zawodowej. 

Uważam, że wszelkie kwiaty,a już prezenty- podobno w modzie są: wyjazdy do spa, biżuteria i zabiegi kosmetyczne, tudzież fryzjerskie [sic!] to jakaś przesada. Najpierw dajecie dziecku przysłowiowego badyla, część z Was pewnie dlatego, że tak wypada (a kto tak powiedział?), albo by "wyrobić dziecku dobre relacje z nauczycielem" (cytat autentyczny, autorką wypowiedzi mama jednego z uczniów). Część z Was, robi zrzutki na drogie- sorry, ale wyjazd do spa nie kosztuje 10 zł- prezenty, bo uważa, że jak nauczyciel tego nie otrzyma, to się obrazi. Wiem nawet o "konkursach" w niektórych szkołach na najbardziej odjechany podarunek jako forma uznania dla belfra. Moi mili, nie tędy droga. W jednej ze znanych mi podstawówek grupa matek- ja nie wiem, czemu baby zawsze wyrywają się  z takimi akcjami- czyżby mężczyźni myśleli trzeźwiej w tych kwestiach?- wymyśliła sobie, że pani wychowawczyni dostanie od nich bransoletkę firmy pandora. Wiecie, ile kosztuje 1 (słownie: jeden) gówniany koralik? Około 100 złotych. Na bransoletce mieści się około 10 sztuk. Policzcie sobie sami, ile musi dać każdy rodzic, jeśli w klasie jest 25 dzieci. Nie dziwię się oburzeniu, jeśli właśnie się wkurzyliście. Dziwię się, że dajecie pieniądze na takie prezenty, a potem najeżdżacie na wszystkich, że dają, że oczekują, że to przesada. To jak z korupcją nie dasz łapówki, to jej nikt nie weźmie. 

źródło: hjustonmamyproblem.pl




Pamiętajcie, że nauczyciel to zawód jak każdy inny. Też dostaje wynagrodzenie za swoją pracę. Nie ma czegoś takiego jak niepisany kontrakt z rodzicami, że prezenty się należą. Skoro wykonuję swoją pracę, za którą otrzymuję pensję, to uważam, że to wystarczy. 

Wiem też, że istnieje grupa zarówno rodziców, jak i uczniów, którzy obdarują nauczyciela kwiatami, bo żywią do niego ogromną sympatię. Jeśli tak jest, to uważam to za miłe. 

Ale najfajniejsze jest słowo "Dziękuję" na koniec roku. Tego nic nie przebije. Dlatego zamiast zalewać belfrów kosztownymi podarunkami, stańcie twarzą w twarz i powiedzcie po prostu "Dziękuję". Znaczy więcej niż tydzień w spa w Turcji. 

wtorek, 23 czerwca 2015

Mały krok dla dziecka, a dla reszty sprawa wagi państwowej (ciężkiej)

Czyj Maluch właśnie zaczyna chodzić, ręka w górę?
Na pewno jesteście zalewani dobrymi radami od swoich mam, babć, ojców itede itede..."Jak raczkuje, nie będzie długo chodzić", "Jak pełza do tyłu, coś jest nie tak", "Jak zacznie chodzić, będziecie mieć przerąbane"... Serio z tych wszystkich tekstów wynika, że rozwój dziecka jest czymś złym, a najlepiej dla ludzkości byłoby gdybyśmy nie nauczyli się chodzić. 



Albo zupełnie odwrotnie- Twój Maluch ma już około roku i nie spieszy mu się do stawiania pierwszych kroków? To na pewno coś z nim nie tak- usłyszysz nie raz. Hej! Czy wszyscy uczymy się nowych czynności jednakowo szybko? Nie. Czyli co możesz zrobić? Daj dziecku czas. Nie oznacza to, że masz siedzieć bezczynnie. Możesz wspierać rozwój ruchowy dziecka poprzez rzadsze noszenie go na rękach, kładzenie zabawek poza zasięgiem rąk, tak, by chcąc ich dosięgnąć, musiało się ruszyć. Twoje dziecko jest wystarczająco mądre, by wykombinować, że da radę tylko musi włożyć w to trochę wysiłku. Kładź Malucha na brzuchu, wzmocni dzięki temu mięśnie kręgosłupa i będzie siedzieć stabilniej i być może szybciej zacznie raczkować i chodzić. Aha, raczkowanie jest zdrowe- nie słuchaj osób, które mówią, ze tak nie jest. Każdy fizjoterapeuta powie Ci, że dzięki raczkowaniu kształtuje się prawidłowa postawa, wzmacniają mięśnie i stawy. Ponadto, pracują obie półkule mózgu, bo sekwencja ruchów w raczkowaniu to np.: prawa rączka- lewa nóżka. Dzięki tym naprzemiennym ruchom tworzą się połączenia nerwowe między lewą półkulą (tzw. logiczną) i prawą (tzw. twórczą). 

Kiedy do lekarza? Gdy dziecko nie chodzi w wieku ok. 18 miesięcy. Półtoraroczny Maluch powinien już poruszać się w miarę sprawnie w pozycji pionowej, o własnych siłach. 

źródło: dzieci.pl
Mity związane z chodzeniem dziecka: Chodzik jest super. 

Co dzieje się, gdy włożymy dziecko do chodzika? Najprościej rzecz ujmując wszystkie te płynne procesy rozwojowe zostają zakłócone. Maluch w chodziku, można powiedzieć ani tak naprawdę nie siedzi ani nie chodzi. Pozycja w chodziku jest, więc nienaturalna, malec jest tak posadzony, aby jednocześnie mógł odbijać się paluszkami od ziemi, aby móc poruszać się. Dziecku oczywiście będzie się podobać w chodziku, szczególnie, kiedy zorientuje się jak szybko może się w nim przemieszczać, ale przecież samo nie zdaje sobie sprawy jak bardzo może być to niebezpieczne.

Dziecko w chodziku nie uczy się prawidłowej oceny odległości, stopniowej umiejętności utrzymywania równowagi, nie ma mowy o doświadczeniach związanych z przenoszeniem ciężaru ciała z jednej strony na druga, ze stopy na stopę.

*Poruszanie się w chodziku zamiast zachęcić dziecko do chodzenia, będzie malucha rozleniwiać. W naturalnym rozwoju dziecko, które zaczyna chodzić, gdy chce dotrzeć do czegoś szybko wraca do raczkowania, ale to jest naturalne, oparte na prawidłowych wzorcach. Dziecko, które zaczęło korzystać z chodzika, zanim osiągnęło umiejętność raczkowania, wyjęte z tego chodzika nie ma się, czym posłużyć, gdy chce szybko dotrzeć do czegoś.

*Aby maluch zaczął chodzić potrzebna jest prawidłowa praca – prawidłowe wydłużenie określonych grup mięśniowych utrzymujących miednicę w prawidłowym ustawieniu, a w chodziku ten proces zostaje spowolniony i ograniczony.

*Praca stóp w chodziku jest bardzo nieprawidłowa. Dziecko odbija się palcami, nie uczy się propulsji stópek, czyli przetaczania ich od pięty do palców, stopy nie odbierają bodźców z podłoża całą powierzchnią. Nie rzadko dzieci chodzikowe mają późniejsze problemy z koślawym ustawieniem stóp.

*Jeśli wsadzimy do chodzika dziecko, które jeszcze nie raczkuje to prawdopodobnie nie zacznie już raczkować, a to bardzo pozytywny etap rozwoju przynoszący wiele korzyści i choć są dzieci, które nie raczkują nie warto pozbawiać dziecko tego przez używanie chodzika.

Dlatego nie dajcie się zwariować, nie kupujcie chodzików, nie słuchajcie "dobrych rad", tylko dajcie dziecku czas. Aż w końcu przyjdzie dzień, gdy samo zrobi TEN PIERWSZY KROK :)

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Czego życzyłyby sobie dzieci?

Odpowiadając na pytanie już w pierwszym zdaniu- KULTURY! 
Nie tej wysokiej- typu teatr, kino noir, muzyka klasyczna rodem z filharmonii.

Dzieci życzyłyby sobie kultury na co dzień. Kultury słowa. Przykład? Żeby nigdy Maluch siedzący w wózku nie musiał usłyszeć na swój (i swojej mamy) temat takich oto słow, wypowiadanych przez radosnego bo podchmielonego pana przechodnia:
-Ta to się kurwa telepie z tym wózkiem. 

Kultury gestu. Żeby nigdy żadna dorosła osoba nie zabroniła- stając w drzwiach tudzież łapiąc za rękę, aż siniak na nadgarstku się pojawi z powodu siły uścisku- odkrywać nowe miejsca. Żeby nie zabraniała tylko dlatego, że sama już jest leniwa i ma po dziurki w nosie zachwytów nad kolejnym kotkiem/ pieskiem/ wanną/ sedesem/ śmieciami. 


źródło: demotywatory.pl

Kultury myśli. Żeby w kraju, gdzie dzietność spada na łeb, na szyję, w kraju jedynym słusznym, gdzie katolicka myśl kreuje światopogląd, domodlony na klęczkach przez naród co niedziela w kościele, nikt już więcej nie ośmieszał na łamach prasy tudzież w mediach szeroko pojętych- małych istot godnych szacunku. Żeby nikt nie ważył się zakazywać Maluchom przebywać w miejscach publicznych, bo przecież mogą narobić w pieluchę i potem to robi się tylko kupa myślowa z udziałem dorosłych. Bo to im się nie podoba. Sorry, ale w obronie dzieci całego świata powiem może i wulgarnie, ale dosadnie- prawda jest taka, że sracie wszyscy. I kiedyś ktoś wam te tyłki podcierał. A jednak żaden berbeć nie zabroni wam chadzać na niedzielne obiadki do knajpy i szpanować hajsem zarobionym w swojej bardzo-ważnej- pracy. 

Dlatego, drodzy dorośli, nie narzekajcie, że młodzież nie taka, że brak jej kultury. W końcu od kogoś ta młodzież tenże brak przejęła...



niedziela, 31 maja 2015

Dzień Dziecka na leniucha

Dzisiaj miałam okazję dokonać ciekawych obserwacji socjologicznych w miejscu zwanym centrum handlowym. Wybrałyśmy się z siostrą i Zosią na przejażdżkę i małe zakupy. Zapomniałyśmy jednak, że napotkamy tłumy, gdyż:
a) jest niedziela, a centrum handlowe to najbardziej uniwersalny z "kościołów"
b) jutro jest Dzień Dziecka, więc Bardzo-Zapracowani-Rodzice zabiorą swoje pociechy do tego przybytku uciech by tam poskromić wyrzuty sumienia- a może spełnić "rodzicielski obowiązek"?- i uczestniczyć w zorganizowanych przez innych zabawach z okazji tegoż święta. A potem wieczorem albo jeszcze i w ciągu dnia- pochwalą się (facebook, twitter itd.) jak to fajnie było i jacy w ogóle są bajeranccy, że zabrali dziecko w to miejsce. 

źródło:demotywatory.pl
Widziałam różne przypadki. Jeden hardkorowy, gdy to maluch z gatunku podłogus awanturus urządził taką jatkę uszom moim i innych klientów jednej z drogerii, że w dodatku wywołał niepokój u mojej Zosi. Awanturnik miał lat około trzech. Powinien więc znać już podstawy życia społecznego i rozumieć, że jak mama wybiera kosmetyki, to za chwilę pójdzie do kasy. Ale nie, awanturnik rzuca się na podłogę i drze się wniebogłosy. Moje dziecko i kilkoro innych patrzy ze zdziwieniem i niepokojem. No bo, dlaczego ta dziewczynka płacze? Dlaczego krzyczy: "Pomocy"? Mama panny hałaśliwej próbuje załagodzić sytuację, ale nie bardzo jej to wychodzi. Kapituluje, kupując [sic!] coś słodkiego dziecku i uciekając czym prędzej ze sklepu. Patrzę po twarzach innych klientów. Wiecie, co zobaczyłam? Uśmiech pełen politowania. Taką pogardę, jakby mówili do ciebie: "Ale frajerka z tej matki. Nawet dziecka wychować nie potrafi".
Przypadek drugi: bitwa o...darmowe baloniki. Stoi dziewczyna, na oko nastolatka i robi dla dzieci różne zwierzaki z balonów. Ustawia się kolejka. My też czekamy, bo Zosia uwielbia baloniki. Słyszę z tyłu :" Mamo, a ja też takiego dostanę?"- patrzę , a to mała dziewczynka, taka czterolatka, idzie z mamą, pchającą wózek z kilkumiesięcznym niemowlakiem. Mama mówi do taty:" Idź z nią w tę kolejkę po tego pieprzonego balona".
Przypadek trzeci: sklep z artykułami dla dzieci. Mamuśka pcha dziecko do kasy- chłopiec, około 7 lat. Trzyma kilka zabawek- widzę, że to te z gatunku modne i drogie. Mamusia odstawiona, widać że robi tzw. karierę. Moje przypuszczenie potwierdza się, gdy słyszę: Mamo, a zrobisz mi naleśniki na kolację?
-Nie mam czasu, muszę zrobić raport na jutro. Ale zajedziemy do maka, wybierzesz sobie co chcesz- pada odpowiedź.
Po minie chłopca wnioskuję, że wszystkie maki świata chowają się do naleśników mamy. No ale ona nie może marnować swojego cennego czasu na tak banalną rzecz. 

Nie będę moralizować. Nie będę krytykować. Utwierdzam się tylko w przekonaniu, że na Dzień Dziecka trzeba życzyć Maluchom jednego:
fajnych rodziców, którzy nie przeklinają, nie wściekają się, potrafią wyznaczyć Wam mądre granice, zawsze mają dla Was i po prostu Was kochają. 




poniedziałek, 25 maja 2015

Za mamusię, za tatusia- kto kształtuje złe nawyki żywieniowe naszych dzieci i jakie to ma konsekwencje w przyszłości.

Zbyt dużo mięsa i wędlin

Podczas spalania białka, w organizmie wytwarzają się kwasy: siarkowy, fosforowy i oksyproteinowy. To niedopałki białkowe, wytwarzające się wtedy, gdy dostarczamy zbyt wiele białka zwierzęcego. Pierwszym filtrem oczyszczającym jest wątroba, a jeśli ona nie potrafi ich zatrzymać lub zobojętnić toksyn, zaczynają się one gromadzić w jelicie grubym, potem przenikać do krwiobiegu, zatruwając kolejno serce, stawy i nerki. W ten sposób powstaje cały łańcuch schorzeń określanych jako choroby przemiany materii. Te toksyczne związki zakwaszają organizm, który się broni, wytwarzając związki neutralizujące, ale wszystko do czasu, w myśl zasady: dopóki dzban wodę nosi…

Białko jednakże jest niezbędne, ponieważ pełni rolę budulca koniecznego do odnowy zużywających się komórek i tkanek. Czyli białko tak, ale jakie? Otóż jedna trzecia białka powinna pochodzić z białka roślinnego dostarczanego przez np. rośliny strączkowe, ziemniaki; jedna trzecia z nabiału, a tylko pozostała część z mięsa oraz ryb. I tu przy okazji dobra wiadomość dla amatorów mleka i jego przetworów. Te ostatnie, jako jedyne z produktów zwierzęcych, potrafią neutralizować kwasy.

Za mało warzyw
Dietetycy zalecają, by warzywa oraz owoce, surowe i gotowane, stanowiły ok. 60 proc. codziennej porcji jedzenia, co zapewnia równowagę kwasowo-zasadową i prawidłowe funkcjonowanie organizmu. Cenniejsze dla organizmu  są warzywa surowe, bo podczas gotowania 30-60 proc. zawartych w roślinie biopierwiastków przechodzi do odwarów, które najczęściej wylewamy. Mało znany jest fakt, że bogatym źródłem soli mineralnych są zioła. Jak dowodzą badania, w częściach zielonych roślin znajduje się ich więcej niż w mięsie czy jajkach. Pijąc 2-3 razy dziennie odwar z 10 g ziół wprowadzamy do organizmu 1-2 g soli mineralnych.

źródło:dzieci.pl


Za mało witamin oraz enzymów
Te bezcenne substancje umożliwiają bądź przyśpieszają przebieg różnych reakcji biochemicznych, zachodzących w organizmie w każdej minucie życia. Ich ilość mierzy się w miligramach lub nanogramach, ale niedobory powodują głębokie zaburzenia. Najwięcej dostarczają ich świeże warzywa oraz owoce, ponieważ gotowanie niszczy wiele witamin. Jeżeli organizm porównamy do pieca, w którym spalamy tłuszcze, węglowodany oraz białka, to witaminy pełnią rolę podpałki, bez której szczapy tylko się żarzą.Dlatego jak dajecie dzieciom owoce i warzywa, to jak najmniej przetworzone. I jeszcze jedno- nawet najlepszy, najdroższy i polecany przez sławy medyczne preparat multiwitaminowy nie da takich korzyści dla zdrowia, jak witaminy pochodzenia naturalnego!

Za dużo czekoladek, ciasteczek, słodkości
Węglowodany, czyli cukry stanowią podstawowy materiał energetyczny organizmu, aż 50 procent energii pochodzi z ich spalania. Jednak ich nadmiar prowadzi w prosty sposób do tycia. Nadmiar cukrów organizm magazynuje w postaci glikogenu w wątrobie oraz mięśniach, by sięgnąć po te rezerwy w razie potrzeby. Gdy jednak magazyn jest przepełniony (a ilość zapasów u dorosłego człowieka wynosi ok. 300 g), a sięgając po następne ciasteczko, dostarczamy kolejnej porcji węglowodanów prostych, organizm przesuwa nadmiar do głębokich zapasów, czyli tkanki tłuszczowej. Te możliwości organizmu są nieograniczone, o czym świadczą grubasy z wagą przekraczającą 150 kg. Pamiętajcie, że zbyt wiele cukrów w diecie dziecka powoduje problemy z zębami, a próchnica jest ich konsekwencją. 

Zmuszanie do jedzenia
Jest to cecha typowa dla babć i przewrażliwionych matek. Wydaje się wam, że dziecko zjadło za mało? Dziecko je tyle, ile potrzebuje. Dziecko je wtedy, gdy jest głodne. Maluch nie ma żołądka o pojemności typowej dla osoby dorosłej. Nie zmuszajcie dzieci do jedzenia. Nigdy! Jak czegoś nie lubi- zastanówcie się, dlaczego. Może wy jako rodzice-lub dziadkowie- krzywicie się, jedząc pewne produkty? Może sami nazywacie je niedobrymi? A może po prostu dziecku coś nie smakuje. Powiedzcie NIE metodzie "Za mamusię, za tatusia, za chomika". Lepiej, gdy dziecko będzie widziało, że rodzice jedzą dużo ciekawie wyglądających potraw , które im smakują. Wtedy i ono będzie chętnie zajadało różne potrawy. 


piątek, 15 maja 2015

Co podawać do jedzenia dzieciom, jeśli chcesz mieć w domu otyłego cukrzyka. Mamo, Tato, czytajcie etykiety!

Drodzy Czytelnicy, dziś poruszam temat niezwykle istotny. Taki, który ma fundamentalne znaczenie dla przyszłości i zdrowia Waszego dziecka. Chodzi mi o pokarmy, których absolutnie nie powinien spożywać Maluch. No, chyba, że chcecie mieć małego cukrzyka z nadwagą... Odzwierciedleniem nieprawidłowej diety jest masa ciała. Niestety polskie dzieci są w czołówce europejskich rankingów: u 14,5 proc. dzieci w wieku 1-3 lat stwierdzono nadwagę, a u 13 proc. otyłość. Jeszcze gorzej jest u starszych: aż 29 proc.11-latków ma nadwagę, a wśród 13-latków na otyłość cierpi co czwarty z nich. Dodatkowo niezbilansowana dieta grozi poważnymi konsekwencjami w późniejszym czasie: nadmiar soli może spowodować rozwój nadciśnienia tętniczego oraz zaburzenia związane z chorobami układu krwionośnego. Niedobór witaminy D wpływa na nieprawidłowy rozwój kośćca, a także na naczynia krwionośne. Natomiast niedobór wapnia w dzieciństwie zwiększa ryzyko osteoporozy w późniejszym wieku. 

Oto lista zakazanych produktów w diecie dziecka. Uwaga- nie ma przebacz. Jak jest niezdrowe, to jest zawsze, a nie- tylko okazyjnie. 

1. Jedzenie jako nagroda
Mimo, że to nie jest pokarm sam w sobie, ale-  koniec z "nagradzaniem" dziecka jedzeniem. To najgorszy nawyk, jaki możecie mu zafundować! Powoduje często zaburzenia odżywiania i postrzegania swojego ciała. Złe zwyczaje żywieniowe, zwłaszcza nagradzanie dziecka jedzeniem które lubi, powoduje często brak umiejętności powstrzymania się od spożywania pokarmów powodujących problemy z wagą. Słodycze to najczęstsza grupa żywieniowa, jaka jest używana w tego typu zachowaniach. A jak sami wiecie- na jednej czekoladce się nie skończy. 
źródło:stylistka.pl


2. Chipsy i fast- food
To produkt wysokokaloryczny- ok.550 kcal w 100g. Oprócz ziemniaków, w ich skład wchodzi: sól, cukier, przyprawy, wzmacniacze smaku (glutaminian sodu) oraz barwniki nieobojętne dla zdrowia dzieci. Zawartość tłuszczy w chipsach jest bardzo wysoka, a dodatkowo zawierające izomery trans kwasów tłuszczowych. W chipsach znajdziemy także akryloamid, który powstaje podczas smażenia  – substancja ta ma działanie rakotwórcze. Tak samo wygląda kwestia spożywania żywności typu fast- food przez dzieci. Za dużo, za tłusto, za słono, zbyt ubogo w składniki odżywcze. Sama, ucząc w szkołach, zwłaszcza w podstawówce i gimnazjum, byłam świadkiem, jak co przerwę dzieciaki wcinały paczkę chipsów albo frytki lub hot- doga. Wiecie, ile to soli? A ile tłuszczu? I potem dziwicie się, że coraz młodsze dzieciaki mają nadciśnienie? 

3. Szynka
Ta popularna wędlina jest często serwowana dzieciom, które nie ukończyły roku. Pamiętaj, że to duży błąd i absolutnie nie można podawać szynki tak małym dzieciom. Dostępna w sklepach szynka jest najczęściej pełna konserwantów i innych szkodliwych składników (np. soli). Tak samo niewskazana jest szynka wędzona w dymie. Dym zawiera szkodliwe związki, które z łatwością przenikają do żywności. Jeżeli jednak nie chcesz zrezygnować z wędliny, wybierz w sklepie ładny, zdrowy kawałek mięsa i upiecz go w domu z dodatkiem ziół. To z pewnością nie zaszkodzi twojemu dziecku. Natomiast konserwanty i nadmiar soli- jak najbardziej.

4. Parówki- zmora diety dziecięcej!!!
Parówki  to wędlina powstająca najczęściej ze zmielonych na drobno składników, takich jak: mięso, kości, jelita oraz odpadki mięsne, które nie nadają się do spożycia w formie nieprzetworzonej i nie są wykorzystywane w produkcji innych wędlin (w skrócie nazywamy je MOM). Ponadto, do parówek dodawana jest woda, białka roślinne, które działają jak emulgatory np. soja – często genetycznie modyfikowana – oraz przyprawy smakowe: pieprz i duża zawartość soli, która obciąża nerki. W parówkach jest też dużo tłuszczu – nawet do 40%. Smacznego? Nie sądzę. 


źródło:stylistka.pl

5. Gotowe jogurty owocowe- nawet te z "extra dużymi kawałkami owoców" (jak sam je sobie dodasz)
Zawiera 2-3 łyżeczki cukru na 100 gramów produktu. Do strawienia takiej ilości cukru potrzeba wielu mikroelementów, w tym wapnia, który jest cennym składnikiem jogurtu – wszak głównie ze względu na ten składnik zaleca się jedzenie nabiału. Cukier zawarty w jogurtach owocowych stanowi ponadto doskonałą pożywkę dla rozwoju różnego rodzaju grzybów, bardziej niż dla bakterii probiotycznych. Wsady owocowe w jogurtach nierzadko są “ulepszane” przy pomocy sztucznych aromatów i barwników. Jogurty często zawierają też substancje zagęszczające w postaci modyfikowanej skrobi, czy też mleka w  proszku.

6. Kremy czekoladowe do pieczywa
Patrząc na reklamę w telewizji, wierzymy, że stanowią one źródło zdrowych orzechów i dobrego kakao. Jednak głównymi składnikami takiego masła są cukier i tłuszcze, nierzadko utwardzane tłuszcze roślinne. Dodatkowo, w składzie kremów czekoladowych znajdziemy serwatkę w proszku oraz lecytynę sojową. Częste spożywanie takiego masła zapewnia dziecku nadwyżkę kalorii, a w konsekwencji zwiększa ryzyko ryzyko otyłości i zaburzeń równowagi lipidowej, co w przyszłości może także prowadzić do chorób układu krążenia.  A orzechów jest tyle, co kot napłakał. Średnio- w słoiku 400g- ok. 20g. To zaledwie kilka sztuk. Nie to, co w tv.  Tak oszukują spece od reklamy. 

7. Coca cola
Słynny „odrdzewiacz” niekorzystnie wpływa na uzębienie, żołądek, może wywołać zaburzenia elektrolitowe. Ze względu na ilość kofeiny, może spowodować spotęgowanie stanów lękowych. Dzieci, które piją colę, są bardziej nerwowe, mają problemy z koncentracją, bywają agresywne i miewają problemy z zasypianiem. Mnie strzela, jak widzę Malucha na oko dwu- może trzyletniego, pijącego w wózku colę. Mamusię powinno się wsadzić do beczki z colą. Może by jej mózg odrdzewiło. 

8. Słodkie płatki śniadaniowe
Te oblane czekoladą lub miodem mają w sobie tyle cukru, że powinny stać na półkach ze słodyczami. Płatki kukurydziane robione są z wyjałowionej mąki kukurydzianej, która nie wnosi nic dobrego dla zdrowia, bo nie ma błonnika! Poza tym w płatkach często występuje amarant (E123), którego częste spożywanie, grozi nieżytem nosa lub problemami z wątrobą lub nerkami!  Swoją chrupkość zawdzięczają często fosforanom, a te prowadzą do zaburzeń pracy wszystkich ważnych organów wewnętrznych. A to, że mają witaminy? Ale jakie? Sztuczne. A od kiedy sztuczne jest lepsze niż naturalne??? Pamiętajcie, że sztuczne witaminy wchłaniają się gorzej, a dodatek kakao do płatków- zawiera szczawiany- powoduje gorsze przyswajanie wapnia z mleka lub kefiru czy jogurtu. Oto przepis na zdrowe śniadanie? Nie sądzę!!!

9. Napoje z dodatkiem soków zagęszczonych
Do produkcji takich soków używa się koncentratów, które powstają poprzez odparowanie wody i usunięcie miazgi z owoców. Aby uzyskać sok przeznaczony do picia, ponownie dodaje się wodę, która wcześniej została odparowana, odtwarza się na nowo aromat i dodaje miazgę z owoców. Do takich soków mogą być dodawane także witaminy, sole mineralne i kwasy spożywcze. Dozwolone jest także dodanie cukru lub syropu glukozo- fruktozowego. Jeżeli jest go nie więcej 2 łyżeczki na litr, producent nie ma obowiązku podawania go w składzie. Do soków warzywnych można dodawać sól, przyprawy i zioła oraz ich ekstrakty. Nektary i napoje to soki rozcieńczane z wodą i dosładzane. Pamiętajmy, że syrop glukozo – fruktozowy i cukier mają bardzo niekorzystny wpływ na zdrowie. Polecamy więc do picia soki nieprodukowane z koncentratów owocowych czy warzywnych, które nie są dosładzane. Takie soki warto rozcieńczać z wodą. A najlepiej- obierz jabłko, pomarańczę, czy marchewkę i sam zrób pyszny sok! Zośka uwielbia koktajl z jarmużu, banana i kawałka jabłka lub ananasa- ale świeżego, nie z puszki. Jarmuż jest super warzywem. I taki zielony koktajl super smakuje. 

10. Herbatki rozpuszczalne
Przykładowy skład takiej herbatki zawiera: cukier, glukozę, regulator kwasowości: kwas cytrynowy, ekstrakt z aronii, ekstrakty owocowe 0,45%= CAŁE 1,8g na opakowanie 400g  (ananas, pomarańcza, banan, maltodekstryna), aromaty, witaminę E, witaminę C, tiaminę, ryboflawinę, witaminę B6, niacynę, witaminę B12, biotynę, kwas pantotenowy, oraz kwas foliowy. Patrząc na skład, odradzamy picie takich herbatek i  polecamy naturalne herbaty owocowe oraz napary ziołowe bez dodatków smakowych czy zapachowych. Dzięki temu unikniemy spożywania dużej ilości “ukrytego” cukru oraz sztucznych witamin, które są znacznie gorzej przyswajalne przez nasz organizm niż witaminy naturalne.

Za tydzień- jakie błędy żywieniowe popełniają opiekunowie małych dzieci. Zapraszam do lektury!

poniedziałek, 11 maja 2015

Czy zabawki edukacyjne edukują? Kto nam wciska kit (i dlaczego) o szybszym rozwoju dziecka dzięki super(drogim) gadżetom

Edukacja poprzez zabawę to marzenie każdego rodzica. Nie ma wtedy poczucia czasu straconego- jak wiele dorosłych uważa- na tak prozaiczną czynność, jaką jest zabawa. Otóż błąd- zabawa jest niezwykle istotna dla rozwoju dziecka. Dlaczego? Jest to czynność, która wyzwala pozytywne emocje, a jeśli dochodzi do tego nauka nowych umiejętności- dodatkowo działa motywacja do powtarzania nabytych umiejętności aż do utrwalenia ich jako nawyku. Jest to szczególnie ważne, by czynności najzwyklejsze- wydawałoby się- a jednak istotne z punktu widzenia przystosowywania się dziecka do otaczającego go świata, były doskonalone w dobrej atmosferze, pozbawionej przymusu i presji. 

W jakie zabawki warto inwestować? Pamiętajcie o tym, że dziecko to możliwości zarobku dla producentów zabawek, gier, i różnego rodzaju super bajerów dla Malucha. Wiele z oferowanych na rynku produktów jest niewartych swej ceny, mało tego- do rozwoju dziecka przyczyniają się w tak niewielkim stopniu, że pewnie niejeden z Was, Drodzy Czytelnicy, potrafiłby zrobić lepszą zabawkę edukacyjną hand made.

Na co KONIECZNIE NALEŻY ZWRÓCIĆ UWAGĘ, WYBIERAJĄC ZABAWKĘ EDUKACYJNĄ?

- czy zabawka posiada atesty znanych instytutów medycznych, higieny lub certyfikaty bezpieczeństwa

- z jakich materiałów została wykonana- uwaga na pochodzące z Chin plastiki- zwłaszcza stamtąd- ponieważ wiele z nich zawiera szkodliwe dla zdrowia bisfenole oraz melaminę

- dla dzieci w jakim wieku jest odpowiednia- chodzi m.in. o uniknięcie ryzyka połknięcia małych elementów

- czy wyprodukował ją znany na rynku producent, polecany przez znajomych rodziców, którzy swoje Maluchy już podchowali

- nie kierujcie się ceną- za drogie zabawki to po prostu opłaty za markę, zbyt tanie- mogą niestety zawierać szkodliwe dla zdrowia dziecka substancje (barwniki, bisfenole, itd.)


Dlaczego większość zabawek edukacyjnych jest droga? W bardzo dużej mierze działa tu efekt marketingowy, polegający na wytworzeniu wokół produktu atmosfery elitarności, tzn. im droższy= musi być najlepszy, bo z górnej półki, a przecież dziecko zasługuje na to, co najlepsze. I tak właśnie producenci, sieci sklepów z zabawkami robią nas w konia :) Dlatego nie dajcie się zwaiować i zawróćcie uwagę zwłaszcza na wiek dziecka, bo od niego zależy, na jakim etapie rozwoju Maluch jest i czego potrzebuje!!!

Jaka zabawka w jakim wieku?

- bobas miesięczny:

Dziecko w tym wieku widzi z odległości 20-30 cm, widzi tylko w kolorze czarnym i białym, nie rozpoznaje kolorów, rozpoznaje głos i zapach mamy, uspokajają je niskie dźwięki, a głośne lub nagłe hałasy mogą niemowlę przestraszyć.

Odpowiednią zabawką będzie karuzela, czy grający pluszak. Jednak w tym wieku najważniejsza jest obecność mamy, przytulanie, głaskanie, tulenie w ramionach, kołysanie. Dziecko uspokaja się przy kołysankach.

§- bobas dwumiesięczny:

Kopie i macha rączkami, przygląda się przedmiotom w jaskrawych kolorach, wodzi wzrokiem za zabawką.

Dobrą zabawką dla takiego malucha będą przyrządy gimnastyczne. Zabawki takie rozwijają umiejętności wzrokowe, słuchowe, motoryczne. Dziecko kopie, uderza i próbuje złapać przedmioty wiszące nad nim.

- Maluch trzymiesięczny:

Dziecko zaczyna widzieć świat w trzech wymiarach, skupia uwagę na twarzach, podąża za głosem, widzi jeden przedmiot obojgiem oczu. Zaczyna rozumieć związek przyczynowo- skutkowy. Gdy uderzy w zabawkę, a ona się poruszy, będzie się starało powtórzyć tą czynność. Dzieci w tym wieku potrafią również przytrzymać grzechotkę i nią potrząsnąć.

Dobrą zabawką będą grzechotki, bezpieczne lustereczka.

- czteromiesięczny gigant:

Dziecko rozpoznaje znajome twarze, coraz lepiej chwyta przedmioty. Koordynacja między patrzeniem a sięganiem jest trudna, ale w jej doskonaleniu pomogą dziecku grzechotki. Dziecko poznaje również świat poprzez dotyk, dlatego sprawdzą się zabawki o różnych fakturach.

-idealne dla pięciomiesięcznego dziecka:

Maluch doskonali swoje umiejętności, zaczyna badać wszystko ustami, zabawki i nawet swoje nóżki wkłada do buzi. Żywo reaguje na swoje odbicie w lustrze. Do kolekcji zabawek można dodać grzechotki grające.

źródło:gwe24.pl


-półroczniak:

Niektóre dzieci już siedzą samodzielnie i pełzają leżąc na brzuchu. Warto wprowadzić zabawki ruszające się, dziecko będzie starało się uchwycić taką przemieszczającą się zabawkę. Niektóre dzieci zaczynają ząbkować, dlatego warto kupić gryzaczek. Dziecko podąża również wzrokiem za zabawką, którą upuści. Przydatną zabawką będzie piramidka z kółek. Warto w tym wieku zacząć nazywać rzeczy i czynności.

--siedmiomiesięczny Maluch:

Dziecko w tym wieku reaguje na swoje imię, rozpoznaje znajome melodie i zaczyna rozumieć pewne słowa. W tym wieku zaczyna się nauka raczkowania. Niektóre dzieci zaczynają podciągać się i przemieszczać wzdłuż mebli. Dziecko chwyta przedmioty z użyciem kciuka.

Dobrymi zabawkami są te polegające na dopasowywaniu kształtów, które rozwijają zdolność rozwijania problemów. Odpowiednie będą też zabawki, które uczą raczkowania, jak toczące się kule. Dzieci w tym wieku lubią też zabawki, które reagują na pewne zachowania, np.: farmy muzyczne, misie edukacyjne.

-przydadzą się ośmiomiesięcznemu niemowlakowi :

Maluch jest coraz ciekawszy świata. Upuszcza celowo przedmiot, aby obserwować jak spada. Próbuje sam siadać. Chwyta zabawki kciukiem i palcami. Zaczyna naśladować dźwięki i gesty.

Odpowiednie są zabawki z różnymi przyciskami, jak telefony zabawkowe. Zabawki naśladujące dźwięki.

-bobas dziewięciomiesięczny:

Naśladuje inne osoby. Wyznacza sobie cel i potem stara się go osiągnąć. Potrafi chwytać drobne przedmioty za pomocą kciuka i palca wskazującego.

Dziecko chętnie będzie się bawiło zabawkami rozwijającymi zdolność mówienia.

-idealne w dziesiątym miesiącu życia:

Dziecko zaczyna wypowiadać pierwsze słowa, lubi naśladować dźwięki zwierząt. Lubi zabawę w akuku. Potrafi znaleźć przedmiot, który zniknie mu z oka. Zaczyna rozumieć pierwsze polecenia, jak daj. Zaczyna przygodę z chodzeniem.

Dobrą zabawką będą pchacze do nauki chodzenia, zabawki dźwiękowe i edukacyjne.

-przydatne dla jedenastomiesięcznego giganta:

Maluch doskonali swoje umiejętności mówienia, chodzenia. Świetne zabawki dla niego to te do pchania i ciągnięcia. Fajną zabawą będzie też chowanie przedmiotów jeden w drugi, czy łączenie ich ze sobą. Dzieci też chętnie bawią się turlając piłkę. Chętnie też huśtają się, czy kopią w piaskownicy. Maluchy żywo reagują na inne dzieci, jednak nie potrafią się z nimi bawić.

-"pierwszoroczniak"

Dzieci w tym wieku rozumieją dużo, potrafią przewidywać nasze zachowania. Wiedzą, że gdy się ubierają, to wyjdą na dwór. Maluchy naśladują nasze czynności, takie jak korzystanie z telefonu, sprzątanie, mieszanie, popychanie wózka, ubieranie. Dobrymi zabawkami są: czajniczek z kubeczkami, żelazko plastikowe, narzędzia, samochodziki, kręgle, telefon zabawkowy, bębenek, flet, tamburyno i wiele innych. Wybór zaczyna być naprawdę szeroki.


Oczywiście dzieci rozwijają się w swoim tempie i nie każde dziecko w wieku roku będzie już chodziło. Również należy pamiętać, że dzieci mają swoje upodobania, nie każdemu dziecku przypadnie do gustu zabawa piramidką, czy organkami. Wybierając zabawki należy pamiętać o indywidualnych cechach naszej pociechy.



piątek, 8 maja 2015

Bobas Lubi Wybór- czym jest i jak się je (z) BLW

Dziś bierzemy pod lupę metodę rozszerzania diety niemowlaka, zwaną BLW (Baby Led Weaning). 

BLW (ang. Baby Led Weaning) to w polskim tłumaczeniu zmiana sposobu karmienia niemowlęcia sterowana przez dziecko. Jest to nowatorski sposób podejścia do karmienia niemowlęcia w pierwszym roku życia, który opiera się na ominięciu etapu karmienia łyżeczką i podawania papek. Niemowlęciu żywionemu tą metodą, które potrafi samodzielnie usiąść (najczęściej w okolicach 6.-7. mż.), podaje się różnorodne pokarmy stałe: warzywa, owoce, kasze, makarony, podane w formie ułatwiającej chwycenie pokarmu rączką przez dziecko (np. krążki pokrojonej marchewki, kawałki banana, różyczki brokułów, łyżka kleistej kaszy, itd.). Niemowlę samodzielnie poznaje nowe pokarmy, pozwalamy mu jeść palcami, stopniowo jest przyzwyczajane do używania sztućców. W tym czasie jest równolegle karmione piersią lub mlekiem z butelki. Według autorów metody, niemowlę w ciągu kilku miesięcy powinno być w stanie samodzielnie spożyć posiłek.

źródło: dietetycy.org.pl


Z medycznego punktu widzenia, sama metoda zapoznawania dziecka z różnorodnością pokarmów, różnymi konsystencjami, zapachami, smakami i wyglądem jedzenia ma wiele zalet i jest bardzo pomocna w rozwoju akceptacji i preferencji smakowych u dzieci. Powinno to stanowić uzupełnienie procesu nauki karmienia każdego niemowlęcia. Trzeba pamiętać o tym, że ominięcie etapu karmienia łyżeczką oraz podawania zupek czy innych pokarmów papkowatych może mieć negatywne skutki. Nauka pobierania pokarmu z łyżeczki, picia z kubeczka czy radzenia sobie z pokarmami o większej gęstości (zupki, papki owocowe i warzywne) uaktywnia kolejne mięśnie w obrębie twarzy i jamy ustnej, które już wkrótce będą konieczne do nauki mówienia. Dodatkowo, moment wprowadzania pokarmów papkowatych pozwala również na podanie dziecku pokarmów mięsnych, które uzupełnią stopniowo zmniejszające się zapasy żelaza w organizmie niemowlęcia. 

Ile krajów, tyle zwyczajów kulinarnych
W obecnych czasach odchodzi się bowiem od sztywno przyjętych norm żywieniowych wprowadzania konkretnych produktów wedle jednego, sztywnego i powtarzalnego wzorca. Co więcej, istnieją różnice w zakresie norm pomiędzy wieloma rejonami świata, a kolejność i rodzaj pierwszych wybieranych dla niemowlęcia posiłków bardziej należy przypisać zwyczajom żywieniowym danej społeczności niż merytorycznym i naukowym przesłankom!


źródło:osesek.pl

Jakie zalety ma metoda BLW?

1.Brak Tadka- Niejadka
Zbyt długie podawanie dziecku trwanie kaszek, papek i przecierów przynosi więcej szkód niż wczesna ekspozycja dziecka na produkty stałe, bowiem nie wykształca w dziecku odruchu gryzienia i żucia, a co za tym idzie przyczynia się do rozwoju w późniejszym okresie grupy dzieci z zaburzeniami żywienia (tzw. dzieci niejadki), którym bardzo trudno rozszerzać dietę – zwykle przyzwyczajone są do 3–4 produktów i nie sposób namówić je na nowe smaki.

2. Lepsza komunikacja dziecko- rodzic
Rodzic nie nakłania w tej metodzie dziecka do zjedzenia ilości przygotowanej przez producenta żywności dla niemowląt, ale pozwala dziecku na samodzielny wybór pożywienia, jak i jego ilości. Dzięki temu, poznaje swoje dziecko i jego potrzeby oraz preferencje  żywieniowe. 

3. Profilaktyka alergii
Większa różnorodność pokarmów oznacza większą ekspozycję na potencjalne alergeny. Dzięki temu, organizm Malucha może wyprodukować odpowiednie przeciwciała i uodpornić się na potencjalne zagrożenia.

4. Zdrowsze żywienie całej rodziny
Ponieważ podstawą BLW jest jedzenie dziecka przy stole z dorosłymi, sami mamy możliwość wzięcia pod lupę naszych nawyków żywieniowych i dostosowania ich do Malucha tak, abyśmy nie musieli gotować osobno jemu i sobie.

5. Dziecko rozwija zdolności motoryczne
Niemowlę żywione wg BLW jest bardziej świadome procesu gryzienia, jak i przeżuwania. Ryzyko zadławienia jest minimalne, ponieważ Maluch ma pod kontrolą to co je i ruchu tego jedzenia w jamie ustnej. 

Jakie wady ma metoda BLW?

Na pewno więcej sprzątania w kuchni czy jadalni po radosnej twórczości własnej, czyli porozrzucaniu dookoła wszystkiego, co było w zasięgu ręki :) 

A zatem, spróbujcie! Smacznego :D

środa, 29 kwietnia 2015

Moja ciąża, sprawa publiczna- czy i jak wypada chwalić się oczekiwaniem potomka. Bon ton ciążowy cz.1.

Czy Was też wkurza chwalenie się ciążą na portalach społecznościowych? Tak brzmi tytuł jednej z dyskusji na forach, jakiej postanowiłam się przyjrzeć. Takie oto cytaty są zastanawiające:

" dziewczyny teraz bardzo upubliczniają swoje życie prywatne jakby to kogoś obchodziło, wstawiają pełno fotek z chłopakiem, jak się całuje, jak jest w ciąży wstawiają pierwsze zdjęcie z usg, jak jest w zaawansowanej to potrafi taka kretynka całe brzuszysko odsłonić  i wywalić na wierzch żeby każdy zobaczył że ona jest w ciąży! a jak już bachor się urodzi to nawali tych zdjęć że nie wiadomo na co patrzeć, pierwsze zdjęcie kąpieli, pieluszki, pierwsze jedzonko, niedługo będą wstawiać foty z pierwszego seksu, pocałunku, nawet z porodu jak główka wychodzi!
To już nawet nie jest śmieszne, to jest żałosne, idiotki w wieku 18-25 lat myślą że ciąża i urodzenie dziecka to szczyt osiągnięcia i trzeba się tym pochwalić całemu światu. Ja rozumiem jedno zdjęcie ślubne sobie wstawić i jedno dziecka kiedy już się urodzi całe i zdrowe, ale nie 100 fotek bachora jakie ono jest sweet niech każdy widzi :P albo zdjęcie wywalonego brzucha w ciąży, przecież to jest odpychające, niesmaczne, obrzydliwe, już nie wspomnę że taka dziewczyna nie ma za grosz wstydu wywalając kawał cielska jak świnia..."


"Pochwalić to się można kiedy np. ktoś otwiera własną działalność, biznes, pojedzie na egzotyczne wakacje czy pomaga ludziom, zwierzętom, ale nie ciążą, usg czy nawet dzieckiem, bo rozumiem dzieckiem można ale wstawić jedno najwyżej 2 zdjęcia i tyle, podzielić się tą radością bo to normalne ale nie cały czas, bo to żadne osiągnięcie, miliardy ludzi na tej ziemi tak ma od wieków, urodzenie dziecka jest najprymitywniejszą formą osiągnięcia czegokolwiek"


Ile jadu jest w tych wypowiedziach, prawda? Wiadomo, że "haters gonna hate", ale z drugiej strony... Są pewne granice. Zgadzam się, że wstawianie co chwila zdjęć z usg płodu nie powinno mieć miejsca. Dlaczego? BO CIĄŻA JEST SPRAWĄ INTYMNĄ, TWOJĄ I DOPÓKI MALUCH NIE JEST NA ŚWIECIE- CAŁY I ZDROWY- DAJ SOBIE SIANA Z POKAZYWANIEM JEGO ZDJĘĆ NA FB CZY INNYCH PORTALACH SPOŁECZNOŚCIOWYCH. 
źródło: demotywatory.pl


Że krzyczę? Napisałam swoją opinię dużymi literami, bo- po pierwsze- mam prawo, po drugie- uważam, że są pewne granice. Zobaczcie na to z tej perspektywy- intymności. Co jest dla Was sprawą intymną? Waszą, o którą należy dbać? Moim zdaniem, ciąża i Wasze ciała takie są. Sorry, ale czy pokazujecie zdjęcia rtg lub usg innych organów niż macica, w której rozwija się życie? Wątpię, żeby ktoś wstawiał zdjęcie np. zęba albo płuc. Czy naprawdę uważacie, że obraz od ginekologa powinien być sprawą publiczną? Albo zdjęcia ze szpitala już po urodzeniu Malucha. Widziałam nie raz fotki świeżo upieczonych mam, dzieci w mazi tuż po przyjściu na świat. I wiecie co? Wątpię, żeby te matki były zadowolone, ze ich partner/ mąż wstawił takie zdjęcie, jak są wykończone i wyglądają nieciekawie. Nie dlatego, żeby się lansować. Ale kto lubi oglądać siebie po ogromnym wysiłku? Pomyślcie z perspektywy siebie jako dzieci- naprawdę chcielibyście zobaczyć za kilka- kilkanaście lat swoje zdjęciu świeżo po urodzeniu, z porodówki? Ja wysiadam. 

W końcu, pomyślcie o tym z perspektywy jakiegoś- czego absolutnie nikomu nie życzę, ale ciąża i poród są nieprzewidywalne- wydarzenia. Co jeśli stanie się coś złego? Będziecie mieć ochotę odpowiadać na wszystkie pytania na portalach społecznościowych? Wątpię. 

Na koniec, przewrotnie- coś pozytywnego wprost ze strony poświęconej parentingowi. Komentarz pod helterską litanią:

"nie spinajcie się tak bo wam żyłka pęknie, wy się tu spinacie i sracie a one dalej beda wstawiac foty usmiech. nie rozumiem po co ten bulwers, nie patrz jak nie lubisz albo wywal ze znajomych usmiech.gif ale chyba ty lecisz na ilosc a nie jakosc znajomych bo plujesz jadem, gdyby to byli w jakims stopniu wazni dla Ciebie ludzie, to chetnie bys obejrzala dzieciaczki czy te wielkie brzuchole ;p buziaczki milego wieczorku ;*". (pisownia oryginalna)

Pozdrowienia. Mama Zła Rada. 

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Kupa hajsu za ciut szajsu. Jak przepłacacie za żywność dla niemowląt i małych dzieci- cz. 1. Bierzemy pod lupę mleko modyfikowane

W dzisiejszym poście weźmiemy pod lupę mleko modyfikowane. Co się kryje pod tą nazwą?
Mleko modyfikowane to nic innego jak mleko krowie, które w czasie obróbki zostało odpowiednio zmienione (zmodyfikowane), tak by jak najbardziej swym składem przypominało pokarm naturalny.

Co to jest mleko modyfikowane?
Mieszanki są modyfikowane również z tego powodu, że mleko krowie jest dla malucha niezdrowe. Zawiera dwa razy więcej białka i niektórych pierwiastków mineralnych (np. potasu oraz sodu) niż pokarm kobiecy. W żołądku dziecka ścina się ono w trudne do strawienia kłaczki, obciąża delikatną wątrobę i nerki dziecka. Krowie mleko zawiera również składnik zwany betalaktoglobuliną, uznawany przez lekarzy za jeden z głównych alergenów pokarmowych. To dlatego nawet mała porcja mleka z kartonu może wywołać u malucha wymioty, biegunkę czy bóle brzuszka. W mleku od krowy za mało natomiast jest mikroelementów, witamin, nienasyconych kwasów tłuszczowych oraz żelaza – niezbędnych dziecku do prawidłowego rozwoju.
Dlatego właśnie zostaje ono poddane szeregowi skomplikowanych procesów, które mają jeden cel: maksymalnie upodobnić skład mleka od krowy do składu pokarmu kobiecego.
Najistotniejsze zmiany w mleku modyfikowanym polegają na:

-> obniżeniu ilości białka,
-> zmianie składu białka,
-> zwiększeniu ilości tłuszczów nienasyconych,
-> zwiększeniu zawartości laktozy,
-> obniżeniu ilości sodu, potasu i chloru.
Producenci zmniejszają ilość białka, dodają odpowiednią dla dziecka ilość tłuszczów nienasyconych, dbając, by proporcje między nimi były takie same, jak w pokarmie kobiecym. Do mieszanki dodaje się też cholesterol (niezbędny do rozwoju komórek czy wytwarzania w organizmie dziecka wit. D3) i węglowodany, dostarczające energii. Zmieniane są proporcje soli mineralnych, dodaje się do nich potrzebne maluchowi żelazo i jod (gdyby ich nie było, układ moczowy dziecka nie poradziłby sobie z wydalaniem nadmiaru mikroelementów).

Zmieniana jest także proporcja ilości wapnia do fosforu: w mleku modyfikowanym wapnia jest dwa razy więcej niż fosforu, bo tylko wtedy kości i zęby malucha rozwijają się prawidłowo, dzięki niezakłóconemu wchłanianiu tych pierwiastków.

Do mieszanek dla niemowląt dodawane są także witaminy znajdujące się w pokarmie naturalnym: A, C, D i E, a do niektórych rodzajów mleka również składniki wzmacniające odporność (probiotyki i prebiotyki) czy poprawiające rozwój i pracę mózgu (kwasy LCPUFA). Naukowcom nie udało się jeszcze wyprodukować mieszanki idealnej – takiej, która w stu procentach naśladowałaby pokarm matki. Ale skład preparatów jest stale udoskonalany – po to, by dostarczały one dziecku jak najwięcej niezbędnych składników odżywczych.
Na stronie http://www.bliskodziecka.com.pl/mleko-matki-vs-mleko-modyfikowane-porownanie-skladu/ znajdziecie tabelę z porównaniem składu mleka kobiecego i modyfikowanego. Zobaczcie sami, że nic nie równa się mleku mamy!

ALE UWAGA!!! 
Drodzy Rodzice! Czytajcie etykiety, niektóre z mieszanek zawierają szkodliwe dla dzieci substancje. Jakie? Na przykład syrop glukozowy, który negatywnie działa na trzustkę i wydzielanie insuliny- chce by Wasz Maluch zamienił się w cukrzyka? Raczej nie, dlatego jak tylko zobaczycie w składzie nazwę "syrop glukozowy" lub "syrop glukozowo- fruktozowy", odstawcie to mleko na półkę, bo zapłacicie drogo- dosłownie i w przenośni- za zdrowie swojej pociechy. 

Na co jeszcze trzeba zwracać uwagę? Na składnik o nazwie: maltodekstryna. Co to takiego? Maltodekstryny w produktach spożywczych używane są jako substancja wypełniająca i zagęszczająca, jako zamiennik cukru w ciastach, ciastkach czy przetworach owocowych. Są używane jako środek zapobiegający krystalizacji sacharozy w przetworach wysokosłodzonych. Przedłużają trwałość wyrobów ciastkarskich oraz piekarniczych. Charakteryzują się bardzo szybkim rozkładem w naszym organizmie i błyskawicznie się wchłaniają.
 Ponieważ maltodekstryny są szybkim i poręcznym źródłem energii w trakcie lub po intensywnym treningu, znajdziemy je w odżywkach węglowodanowych czy białkowo- węglowodanowych. Wykorzystuje się je w produkcji syropów wykrztuśnych oraz preparatach witaminowych. Ze względu na swoje właściwości maltodekstryny dodaje się także do żywności dla dzieci, m.in. odżywek dla niemowląt czy mleka modyfikowanego. Dotychczas nie odnotowano ich szkodliwego działania na organizm człowieka. Aczkolwiek dietetycy są zgodni, że osoby dbające o linię, stosujące dietę odchudzającą lub chore na cukrzycę powinny ich unikać, ponieważ maltodekstryny mają wspomniany już wysoki indeks glikemiczny. Ich atutem jest natomiast fakt, że nie zalegają w żołądku, nawet w przypadku spożycia w większej ilości.


źródło: bangla.pl

Mleka modyfikowane dzielimy na:

Mleko początkowe (1 w nazwie) – to mleko zmodyfikowane w sposób szczególny, by jak najpełniej odpowiadało wyjątkowym potrzebom noworodków i niemowląt do 4 miesiąca życia.
Mleko następne (2) – to mleko dla dzieci, które wkroczyły w piaty miesiąc życia. Nieco mniej zmodyfikowane ze względu na coraz sprawniej działający układ trawienny malucha, natomiast wzbogacone tak, by odpowiadało na jego zwiększone zapotrzebowanie energetyczne.
Mleko Junior (3) – to mleko może być podawane dzieciom po ukończeniu 12 miesięcy. Jest ono zalecane nawet do końca 3 roku, pomimo, iż roczniak może otrzymywać zwykłe mleko krowie.
Wytyczne żywieniowe opublikowane w 2007roku sugerują przedłużenie okresu stosowania mleka początkowego nawet do końca 6 miesiąca życia.

Mleko Modyfikowane może być Niskolaktozowe i Bezlaktozowe (Nutramigen, Bebilon Pepti MCT, Neocate, Enfamil O-LAC). Laktoza jest węglowodanem stanowiącym podstawowy składnik mleka krowiego i kobiecego (tu jest go znacznie więcej), trawionym dzięki enzymowi o nazwie laktaza. Niekiedy organizm nie toleruje tego dwucukru i ta nietolerancja ma charakter stały bądź przejściowy. W zależności od sytuacji producenci oferują mleka modyfikowane całkowicie pozbawione laktozy lub z ograniczona jej zawartością. Jednak podanie takiego mleka powinno być poprzedzone konsultacją z pediatrą. Preparaty dostępne są wyłącznie na receptę.

Mleko modyfikowane zawierające tłuszcze MCT
Są to mieszanki do zadań specjalnych. Nie stosuje się ich bez poważnych przyczyn medycznych m.in. takich, jak: niewydolność wątroby, przewlekła cholestaza, niewydolność trzustki - przewlekłe zespoły złego wchłaniania, choroba Leśniowskiego-Crohna, zespół krótkiego jelita - wrodzone defekty metabolizmu kwasów tłuszczowych. By wprowadzić ten rodzaj „mleka” konieczne jest wyraźne zalecenie lekarza i recepta. Immunofortis (patent firmy Nutricia) jest to nazwa, której pojawienie się na opakowaniu informuje o wzbogaceniu mleka w składniki (prebiotyki), które będą wspomagały odporność dziecka. Podobno obserwuje się wyraźny spadek ilości infekcji u maluchów karmionych mieszankami z tej grupy. LIPIL oznacza kompozycję kwasów tłuszczowych LC-PUFA (ARA i DHA) w mlekach Enfamil, dopracowaną tak, by wspomagać rozwój układu nerwowego, wzroku i zdolności poznawczych dziecka.

Mleka polecane:

* dla dzieci z niską masą urodzeniową to np. Bebilon Nenatal Premium, Enfamil Premature, Nestlé Alprem.
* dla dzieci ze skłonnościami do częstego ulewania np. Bebilon AR, Enfamil AR 1, Nestle NAN AR. Zawierają mączkę chleba świętojańskiego lub skrobię ziemniaczaną.
* dla dzieci z tendencją do zaparć i kolek :Bebilon Comfort, mają obniżoną zawartość laktozy.
* dla dzieci ze skłonnością do alergii np. Bebiko HA, NAN HA, NAN HA Sensitive, Neocate i inne mleka oznaczone charakterystycznym symbolem HA - by wspomagać odporność to np. Bebilon ze wspomnianym Immunofortis, i inne z aktywnymi kulturami bakterii pro biotycznych. „Mleka” sojowe np. Alsoy, Bebiko sojowe, Bebilon sojowy, Isomil (bez recepty), Prosobee. Są to produkty bezglutenowe, bez laktozowe, bez białek mleka krowiego. Specjaliści nie zalecają podawania ich bez wyraźnej potrzeby szczególnie dzieciom poniżej 6 miesiąca życia.

CENY: 
Mleka początkowe:
Enfamil Premium 1 (400g) ok. 25 – 28 zł
Bebilon Comfort 1 (400g) ok. 24 - 28 zł
Bebiko HA 1 (350g) ok. 18 – 22 zł
Enfamil Premature (400g) ok. 26 – 28 zł
Enfamil HA Digest (400g) ok. 29 – 32 zł
Humana 1 Premium (350g) ok. 26 zł.
HIPP 1 Bio (300g) ok. 20 zł.
Enfamil AR 1 (400g) ok. 28 zł
Bebilon AR (400g) ok. 27 – 38 zł.
NAN Sensitive HA (500g) ok. 33 zł.

Mleka następne:
Bebilon2 (800g) ok. 40 – 52 zł
NAN Active 2 (800g) ok. 36 -49 zł.
NAN2 (350g) ok. 17 zł.
Bebilon Comfort 2 (400g) ok. 25 – 27 zł.
NAN HA 2 (400g)ok. 30 - 33 zł


Jak więc sami widzicie, łatwo jest zabłądzić w gąszczu sklepowych półek i reklam produktów żywieniowych dla niemowląt. A co za tym idzie- zapłacić kupę hajsu za ciut szajsu zamiast tego, co rzeczywiście najlepsze dla Waszego Malucha. Czytajcie etykiety  i pytajcie!!!

środa, 22 kwietnia 2015

Tuż za miedzą bocian nas odwiedził, czyli co zrobić, gdy zaczniesz rodzić, będąc poza granicami Polski

Co zrobić, kiedy nastąpi poród za granicą? Czy ponosi się jakieś koszty?

Podstawowym warunkiem otrzymania bezpłatnej pomocy jest posiadanie karty EKUZ. Kobieta, która zacznie rodzić za granicą i posiada dokument potwierdzający ubezpieczenie, otrzyma pomoc bezpłatnie. W niektórych przypadkach musi jednak zwrócić koszty porodu.

Jeżeli ciężarne interesują się możliwością urodzenia za granicą, to w większości przypadków kierują swoje zainteresowanie w kierunku krajów europy Zachodniej. Każdy obywatel Rzeczpospolitej Polskiej, który wyjeżdża na teren innego państwa członkowskiego Unii powinien posiadać przy sobie wydawaną przez Narodowy Fundusz Zdrowia – Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ). Z karty tej można korzystać wyłącznie w placówkach funkcjonujących w ramach publicznego systemu opieki zdrowotnej w danym państwie naszego pobytu. Na podstawie karty ubezpieczeniowej obywatelowi RP przysługują świadczenia zdrowotne, które:
a) są niezbędne z medycznego punktu widzenia z uwzględnieniem charakteru tych świadczeń i czasu trwania pobytu – zachodzi konieczność ich udzielania z uwagi na stan zdrowia pacjenta,
b) zostały udzielone w celu uniknięcia sytuacji, w której pacjent byłby zmuszony do powrotu na terytorium państwa ubezpieczenia, aby uzyskać potrzebne leczenie.
Świadczenie niezbędne to takie świadczenie, co do którego lekarz zadecyduje o konieczności jego udzielenia ze względu na stan zdrowia w jakim znajduje się pacjent. Świadczenie jest udzielone po to, aby pacjent nie musiał  wracać do swojego państwa właściwego czyli państwa ubezpieczenia celem uzyskania leczenia.
źródło: juramba.pl



Co zrobić, gdy zaczniesz rodzić, będąc za granicą?
Kobieta, która zacznie rodzić za granicą i posiada kartę EKUZ oraz dowód osobisty lub paszport, musi otrzymać bezpłatną pomoc. Jeżeli jednak kobieta planuje urodzić dziecko za granicą i w tym celu wyjeżdża do innego państwa członkowskiego UE/EFTA, powinna przed wyjazdem uzyskać zgodę Narodowego Funduszu Zdrowia na leczenie planowane poza granicami Polski. W przypadku uznania, iż ciężarna wyjechała za granicę aby tam urodzić dziecko, może zostać obciążona kosztami udzielonych świadczeń. Oczywiście w sytuacji, kiedy kobieta ma uzasadniony powód wyjazdu np. chce dołączyć do pracującego za granicą męża, to NFZ wyda zgodę na leczenie za granicą.
Aby otrzymać zgodę na urodzenie dziecka za granicą, trzeba złożyć odpowiedni wniosek do właściwego ze względu na miejsce zamieszkania oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia. Wniosek ten powinien być wypełniony przez lekarza specjalistę właściwej dziedziny medycyny i powinien zawierać uzasadnienie konieczności leczenia poza granicami kraju. NFZ przeprowadza postępowanie wyjaśniające. Dopiero po otrzymaniu takiej decyzji, można planować leczenie za granicą. W wydanej decyzji NFZ zobowiązuje się do pokrycia kosztów leczenia wnioskodawcy.
źródło:nfz-poznan.pl


Kto może ubiegać się o refundację kosztów porodu?
Będzie to osoba, która:
- skorzystała podczas czasowego pobytu za granicą w krajach UE ze świadczeń zdrowotnych,
- posiadała jako osoba ubezpieczona w Narodowym Funduszu Zdrowia  prawo do świadczeń medycznych,
- opłaciła rachunki wystawione przez zagranicznego świadczeniodawcę.
Wniosek o zwrot kosztów wraz z załącznikami należy złożyć we właściwym dla ubezpieczonego Oddziale Narodowego Funduszu Zdrowia. Oddział sprawdza, czy osoba składająca wniosek miała prawo do świadczeń zdrowotnych w momencie ich udzielania oraz czy do wniosku dołączone zostały wymagane dokumenty.

Podstawa prawna: Ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (Dz.U. z 2008 Nr 164 poz. 1027 ze zm.)