Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bliskość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bliskość. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 marca 2018

Zluzuj majty, siostro!

Siemaneczko wszystkim wiernym Czytelnikom mojego bloga, również tym nowym. Zanim przejdziecie dalej, zdradzę Wam, efektem czego jest ten dzisiejszy post.

Otóż, najzwyczajniej w świecie, ja, Mama Zła Rada, jestem wkurwiona.
Dlaczego? odpowiedź na to pytanie znajdziecie w dalszej części tekstu. 



Wielkimi krokami zbliża się Międzynarodowy- [sic!] Dzień Kobiet. 8 marca już za chwilę, a z tej okazji w mam tylko jedno życzenie jakie kieruję do wszystkich kobiet na świecie. 

Wspierajcie inne kobiety. 


Tylko tego jednego życzę sobie i wam wszystkim, drogie panie. Nie zdrowia. Nie pieniędzy. Nie wszystkiego najlepszego. Życzę wam wsparcia innych kobiet we wszystkim co robicie. 

Powiem tak- uważam, że kobiety mają tendencję do zamieniania się w krwiożercze bestie, jeśli chodzi o ich interakcje z innymi kobietami. Obserwując przedstawicielki naszej płci mam wrażenie, że budzicie się z myślą, "X. zjem na śniadanie, a przed obiadem zagryzę sobie Z.". Przykłady? Bez liku. Kobiety tyrają się na wszelkiej możliwej płaszczyźnie, od fizyczności, przez szantaże psychologiczne, na pseudoprzyjaźniach kończąc. Oceniamy inne kobiety, osądzamy je, robimy swoiste rankingi popularności i fajności. Zazdrościmy cholera wie czego, i tak naprawdę uważamy inne babki za wroga. 

Tyrada fizyczna. Powszechnie wiadomo, że dzisiejsze media kreują obraz albo napompowanej botoksem suczki, która łasi się u stóp swojego pana, albo wylaszczonej, wiecznie uśmiechniętej matki- heroski, co to 4 dzieciaków ogarnie, chałupę lepiej niż Rozenek wysprząta, i jeszcze piwko otworzy zapalniczką dla chłopa. I ten obraz siedzi w głowie przeciętnej kobiety. I ona się zastanawia, czy na pewno wszystko z nią w porządku, bo od chodzenia na fitness tylko prania przepoconych ciuchów przybyło, a poza utratą resztek pewności siebie nic więcej nie ubyło. I chodzi to dziewczę na ten fitness/ cross fit/ biega z ekipą co tydzień w parku/ tudzież chodzi na to co akurat modne. Tylko czy ona to właściwie lubi? Nawet nie wie co lubi i czy w ogóle sport lubi, tylko, że jej koleżanki lubią i to jest trendy. I wrzucają na insta te focie z szatni, szatnia obskurna, niczym z PRLu albo wypasiona na maksa jak z jakiegoś katalogu sprzętu sportowego. I one tam są , wszystkie, niektóre codziennie i nawet czasem na dwie godziny zostają. A ona biedna nawet step toucha nie potrafi porządnie wykonać, żeby nogi jej się nie plątały, o podniesieniu sztangi z 3 kilogramami nie wspominając. I czuje, że z tym potem wypływa reszta jej osoby. Ale w sumie ciuchy na fitness fajne, focie zrobione, lajków na insta i fejsie przybędzie, co tam koleżanki, które rzucają w jej stronę uwagami typu" Musisz rzucić gluten/ laktozę/ samą wodę z cytryną pić, zobaczysz będziesz taka wylaszczona, że szczęki z podłogi wszystkie chłopy będą zbierać za tobą ". I ona rzuca ten gluten, laktozę, cukier, rzuca wszystko a co tam, i piję te litry wody z cytryną, choć nienawidzi cytryn, ale przecież to wszystko w słusznej sprawie. I jej ubywa, a jakże o tego rzucania, koleżanki patrzą z  uznaniem, jaka modna się stała, jak trendy. Taka fajna w końcu. Tylko czemu ona fajna się wcale nie czuje?


A te szalone instamatki, co to nie tylko robotę zawodową ogarniają, ale i dzieciaki, i domy, że katalog z ikei to biedna podróbka wspaniałego świata. Bo przecież one wiedzą najlepiej jak taki idealny świat stworzyć. Idealne ciasta, idealne porn food, aż człowiek ślinotoku dostaje jak przegląda te profile wszystkie. I patrzy taka jak ja albo Ty i zastanawia się, co by tu jeszcze zrobić , żeby ten poziom osiągnąć. Jakie one są fajne, te wszystkie kobiety, które są takie multizadaniowe, że nie potrzebują jakże modnego teraz planera! Bo one mają to w głowie, wszystko. Każde codzienne zadania do wykonania niczym idealna maszyna. Są jak Perfekcyjna Pani Domu poziom mistrzowski, którego ja ani Ty chyba nie osiągniemy. Master level w pracy, w domu, w seksie. Jakie one są perfekcyjne. Patrzysz na te kobiety na te niunie i wiesz co ja myślę o nich? To anioły śmierci. Tak, anioły śmierci mózgowej. Perfekcjonizm nigdy nie jest dobry. Perfekcjonizm doprowadza do frustracji, nie do osiągnięcia stanu nirwany i puszczania bąków pachnących fiołkami. A to co na zewnątrz? Obejrzyjcie sobie to przemówienie dla TED talks, jakie wygłasza modelka i zastanówcie się chwilkę czy to co na zewnątrz jest aby na pewno tak ważne, że stawiacie to na pierwszym miejscu. 


https://www.youtube.com/watch?v=KM4Xe6Dlp0Y&list=PLKHkb13CdsGHhioVkmpb4B9dQi9hAiEFl&index=2



Najgorsze, że poza wymienionymi przykładami, które - pewnie widziałyście to oczami wyobraźni- dotyczą kobiet od nastolatek po dorosłość, jest jeszcze wojna, jaką kobiety toczą z własnymi córkami. Tak, nie mamy litości dla dziewczynek. Wiecie, jaka jest najczęstsza postawa w wychowaniu przeciętnej polskiej dziewczynki ? Tylko nie przynieś wstydu, bo co ludzie pomyślą.
Znam tak wiele historii, gdzie fajne dziewczynki były psute przez matki, tresowane przez nie, byle być spełniać ich wyobrażenia o idealnej kobiecie. Dziewczynkom mówi się przecież: nie skacz, nie biegaj, skrzyżuj nogi, nie graj w piłkę, damie nie wypada, nie siedź tak, nie stój tak, nie jedz tak, nie tańcz, nie podskakuj, nie umiesz śpiewać, nie , nie nie....
Żyjemy niby w XXI wieku, a mentalnie daleko daleko gdzieś w historii. Niby kobiety stanowią większość absolwentów szkół wyższych, niby coraz częściej zajmują wysokie stanowiska w firmach. A wciąż tresują swoje córki, swoje wnuczki, swoje podwładne, swoje koleżanki. Do cholery jasnej, czemu to nam i sobie robicie, głupie cipy? Inaczej nie umiem już tego nazwać. 

Czemu jesteśmy dla siebie takie wredne i to już od pierwszych dni życia? Czemu tak mało jest odważnych kobiet, które żyją skromniej, nie są "medialne", ale są zadowolone z życia, mimo iż na obiad zjadły jajecznicę a nie fit sałatkę? Czemu bierzemy przykład z tych , którym wmówiono, jak żyć? Czemu wmawiamy sobie wszystko, od rozmiaru idealnego cycka i pośladka po zawód, jaki mamy wykonywać?

Usiądź na chwilę. Ty, Ty i jeszcze Ty. Usiądźmy wszystkie. Niech obiad wykipi, niech rodzina się pozabija, koszule będą pogniecione.  Serio chcesz żyć tak, jak Ci wmówiła Twoja stara? Jak Ci każe reklama w tv/ instagram/ facebook/ kolorowe magazyny ? 

Pomyśl chwilę, jaka jesteś. Tak naprawdę. Czy tak jak ja, jesteś odważna, pyskata , czasem kapryśna i apodyktyczna? A może jesteś spokojna, uczynna, ale bywasz wredna ?

TAKA JESTEŚ. Więc ZLUZUJ MAJTY, SIOSTRO!
Zacznij żyć i daj żyć innym kobietom. Wspieraj babki, wspieraj swoje córki, wnuczki, sąsiadki, rodaczki, kobiety z całego świata. Pomóż samotnej matce, bezdomnej, chorej, starszej pani, która nie ma siły robić zakupów, a mieszka piętro wyżej. Nie bądź jędzą. Siła jest kobietą, jak głosi akcja magazynu "PANI". Bądź silna więc, a nie słaba słabościami tego gównianego świata. Tą siłą możesz uczynić go lepszym. Zapomnij o cellulicie, o odrostach, o oczekiwaniach Twojej starej i teściowej. Pomyśl o innych dobrze. Daj żyć. I zacznij marzyć. Jak małe dziewczynki, co chcą być jak księżniczki Disneya.






czwartek, 15 września 2016

Zła Rada Mamy nr 1- nie oceniaj, bo sam zostaniesz oceniony

Dziś rzecz o ocenianiu i hejtowaniu innych. 

Odnoszę często wrażenie, że pod tym względem Polacy są mistrzami świata. Nienawiść wobec innych, tylko z racji tego, że coś im się nie udało, to nasz sport narodowy. Jako, że blog mój poświęcony jest parentingowi, skupimy się na hejcie rodziców wobec rodziców. 

Znacie ten obrazek, gdy robicie zakupy, spieszy się wam (albo i nie) i nagle przez sklep przechodzi krzyk, ryk jakiegoś bachora (takie myśli kłębią się w głowie a propos delikwenta). 
- Daj mi to! - albo- Ja to chcę! Już! Kup mi!

Matka lub ojciec bachora najczęściej czerwienią się i zaczynają zachowywać, jakby chcieli zapaść się pod ziemię. Całym ciałem krzyczą niemo" mnie tu nie ma, nie patrzcie na mnie). No bo przecież żyjemy w czasach, gdy nie wypada dziecku zwrócić uwagi, nie wypada krzyczeć na nie w otoczeniu innych ludzi- albo-o zgrozo! wymierzyć sprawiedliwość ręką ojcowską bądź matczyną, dając gówniarzowi klapsa. 

Gapie zaś zacierają ręce. Bo już jest temat na posta na fejsika, na hejcik ze znajomymi. Siądą przed komputerami po powrocie z zakupów i będą spamować ściany znajomych swoimi złotymi myślami. Pełno będzie rad, pedagogiką zalatujących. Że ci rodzice to niezaradni, że te dzieci to rozwydrzone bachory, dyrygujące życiem stworzycieli. Poziom zajebistości podniesie się o 100. No bo przecież oni nie mają TAKICH problemów. 

Taaa...

Życie ma na szczęście to do siebie, nie rychliwe jest, ale sprawiedliwe. Jak mawiają jankesi, Karma is a bitch...

Łatwo jest oceniać innych. Tylko nikt nie pamięta o tym, że zawsze znajdzie się lepszy mocarz i skrytykuje nas. I może utrze trochę tego wszędobylskiego, wrednego nochala, który węszy pseudo afery i musi jeszcze je rozdmuchać na fejsie. 

Prawda jest taka, że dziecko może mieć gorszy dzień. Że rodzic może mieć gorszy dzień. Słabszy, że mu się nie chce, albo nawtykano mu, że należy bezstresowo wychowywać dziecko. Wmawia mu się, że jest złym rodzicem i musi być lepszy, uważniejszy, wyrozumiały. Łatwo się w tym wszystkim pogubić. Łatwo odpuścić dziecku. Łatwo wykształcić w nim złe nawyki. Tak samo, jak łatwo stać się ofiarą hejterów. 

Jedyne, co mi się z takimi wścibskimi ludźmi kojarzy to kompleksy. Bo trzeba być bardzo zakompleksioną osobą, by krytykować innych, sobie podnosząc ego. Taki nie odpuści, nie zrozumie, tylko będzie fejsbukowym celebrytą, bazującym na cudzym niepowodzeniu. Bo jak głosi przysłowie, nic tak nie uszczęśliwia, jak nieszczęście innych. 

I jedyne, co mogę powiedzieć rodzicom, którzy stali się ofiarami takich hejterów to- uśmiechnijcie się pod nosem i dajcie karmie robić swoje. Ona naprawdę wraca. 

Pozdro 600, 
MZR

poniedziałek, 8 lutego 2016

Mój facet jest maminsynkiem!
- W trakcie pierwszej randki esemesował z mamą, a po jednym spotkaniu chciał, żebym ją poznała - żali się 30-letnia Joanna. - Czy i jak można "wyleczyć faceta" z uzależniania od mamy? Czy warto inwestować w taką relację? Ile takich wpisów można znaleźć na forach internetowych? Całe mnóstwo.

Maminsynek jest mężczyzną niesamodzielnym. I nie chodzi tu o niesamodzielność finansową - wielu takich mężczyzn pracuje i dobrze sobie radzi zawodowo. Chodzi tu o niesamodzielność życiową.
"A moja mama mówiła..."

Elementem takiej niesamodzielności jest najczęściej niepodejmowanie samodzielnych decyzji, czyli sprawdzanie z mamą, czy to, co robi albo myśli na pewno jest dobre w myśl zasady "mama wie lepiej". W czasie randek możemy zaobserwować to przy planowaniu np. wspólnego wyjazdu. Usłyszymy wtedy "moja mama mówiła, że lepiej pojechać tu i tam" albo "mama przygotuje dla nas to i to". W czasie rozmów będą pojawiały się także sformułowania jak "moja mama też tak myśli" - mężczyzna będzie chciał usprawiedliwić się.



Inną kwestią jest także niebranie odpowiedzialności za swoje decyzje. Podobnie jak dziecko, które nabroi i czeka aż mama pomoże posprzątać lub go uspokoi. Podczas kłótni, w sytuacji konfliktu, taka mama może do partnerki dzwonić i próbować tłumaczyć syna, próbować załagodzić konflikt. Może także chcieć spotkania, by pogodzić "dzieci". 

Mało tego- często tacy delikwenci kłamią- kreują podwójną rzeczywistość. Takie tworzenie dwóch rzeczywistości - jedna dla mamy (lub rodziców), druga prywatna (szczególnie, jeśli te dwie rzeczywistości bardzo się różnią) - jest sygnałem, że pępowina łącząca naszego partnera z mamą nie jest do końca odcięta. Oczywiście, jeśli zwrócimy na to uwagę, nasz partner wytłumaczy się, że nie chce martwić mamy...

Jednak, czy skala "ukrywanych" faktów jest aż tak nieprzyjemna? Co by się stało, gdyby mama się dowiedziała? O czym można, a o czym nie powinno się mówić mamie, gdy jest się osobą dorosłą? Maminsynek będzie dbał o swój wizerunek i o to, by mama myślała, że postępuje tak, jak go wychowała - w zgodzie z jej przekonaniami i wartościami. Nie ma tu miejsca na niezależne opinie czy zachowania. Często mamy maminsynków rozpaczają: "ty już mnie nie kochasz, nie szanujesz, wpędzisz mnie do grobu", gdy syn zaczyna okazywać większą samodzielność. 

Dlaczego wychowujemy chłopców na uzależnionych od mamy niedojrzałych partnerów?

Choć z obsesyjnej miłości do mam raczej słyną Włosi, to polscy mężczyźni, jeśli prześledzimy fora poświęcone związkom, też im nie ustępują w uwielbieniu rodzicielki. Kochają matki miłością bezwarunkową, nie wymagają niczego, nie określają granic tego symbiotycznego związku nawet wtedy, gdy założą swoją rodzinę. Nie potrafią docenić zalet swojej partnerki, bo nikt tak nie kocha jak matka i nikt tak nie gotuje, żadna kobieta nie zbliży się do ideału matki wyrytego od dzieciństwa w chłopięcej głowie. Nic dziwnego, że Polacy niechętnie opuszczają dom królowej matki - z danych Eurostatu wynika, że w grupie wiekowej 25-34 lata, 30 proc. kobiet i aż 44 proc. mężczyzn w Polsce mieszka wciąż z rodzicami.



Syn to nie partner życiowy

Bo synowie zastępują czasem polskim kobietom partnera i przyjaciela. Relacja matki z synem często jest zaburzona, bo ona ma oczekiwania, jakie stawia się partnerowi życiowemu a on stara się zadowolić matkę i im sprostać. Jest na każde wezwanie histeryzującej rodzicielki, zaniedbuje potrzeby swojej partnerki czy rodziny, bo mama oczekuje wyłącznej uwagi, ma nieustanne prośby i problemy, nie umie żyć swoim życiem, nie ingerując w związek potomka.Moim zdaniem skłonność do takiej zaborczej miłości pojawia się u kobiet najczęściej w dwóch sytuacjach. Po pierwsze w związkach bardzo tradycyjnie patriarchalnych, gdzie nie ma mowy o partnerstwie i gdzie brakuje ciepła pomiędzy rodzicami syna. Poza tym kobiety często kompensują sobie uczuciem do syna, zaborczością wobec niego i nadopiekuńczością, chęcią uczestniczenia we wszystkich aspektach jego życia, brak miłości męża czy partnera - tłumaczy psycholożka. Bywa, że małżonkowie odsuwają się od siebie a uczucie, które kiedyś ich połączyło przygasa, słabnie też pożądanie. Zdaniem eksperta to cieplarniane warunki dla wzrostu przyszłego "syneczka mamusi".

Ale nie można winą obarczać wyłącznie mężczyzny. - Często kobiety po urodzeniu dziecka koncentrują się tak mocno na karmieniu, pielęgnacji i zabiegach wokół niemowlęcia, że nie zauważają, że ich partner w całym rytuale rodzicielskim nie uczestniczy. Kobiety traktują mężczyznę jako "dawcę", dzięki któremu mogły zajść w ciążę, a po urodzeniu dziecka uważają, że powinien jedynie utrzymywać rodzinę. Wówczas całe zasoby uczuć przelewają na syna. - We wszystkich tych przypadkach, jeszcze zanim syn stanie się mężczyzną, warto zasięgnąć porady psychologa, terapeuty czy niejednokrotnie seksuologa. Inaczej po trzydziestu latach jakaś kobieta zderzy się z problemem dorosłego maminsynka

wtorek, 12 stycznia 2016

Dlaczego rodzice są (często) głupsi niż ustawa przewiduje?

Dziś post natury refleksyjno- szyderczej. Albowiem taki temat chodzi mi po głowie w wyniku obserwacji mych częstych i nieuniknionych.

Generalnie rodziców można podzielić na kilka typów:

1. Normalsi- sympatyczni, nieinwazyjni, nie czepiają się pierdół typu "Julcia zjadła pół połowy rogaliczka dlaczego pani jej nie przypilnowała?". Prowadzą normalny dialog z innymi dorosłymi, zajmującymi się ich dziećmi, ba! dialog ten jest oparty na zasadach kultury. Mówią "Dzień dobry" i "Do widzenia", nawet "Wesołych świąt" pożyczą. Interesują się dzieckiem w zdrowy sposób, a nie taki oparty na chorych ambicjach. Współpracują, pytają, i nie robią problemu, gdy prosisz o pomoc lub zaangażowanie. Generalnie bardzo fajny i przyjemny typ.

źródło:mamdu.pl


2. Czepialscy- od rana przepierdzielą się do wszystkiego. Bo pogoda, bo nie taka partia rządzi, bo musieli iść, bo samochód nawalił, bo nas nie lubią i w ogóle, jakim prawem stąpamy po tej ziemi, jakiej dotykają ich cudowne i wyjątkowe stopy? Ten typ ma tendencję do czerpania satysfakcji w zarzucaniu człowieka milionem pytań typu: "Dlaczego"?. Jak pięciolatek, tylko pięciolatkowi dasz kredki i fajną kolorowankę i da sobie siana, a taki rodzic nie odpuści! I wygraża, że się rozmówimy i on tu widzi, że co tu jest nie tak. Co? Nie wiadomo, bo ten typ jest bardzo tajemniczy. Nie precyzuje swoich górnolotnych myśli. Komu, nam maluczkim? Ejże! Nieważne, jakie masz wykształcenie i doświadczenie. I tak jesteś głupszy od tego rodzica. 

3. Aspiranci- chore umysły, zatruwające jadem swoje dzieci. Wiecznie niezadowoleni, bo się nie nadajesz. Bo wymyślasz trudne zajęcia i zadania dodatkowe. Bo nie wymyślasz nic ciekawego. Bo jesteś blondynką. Bo masz za ciemną karnację, więc pewnie cygan i kradniesz. Bo ich dziecko to dar niebios, a ty pastwisz się nad nim, zapisując adnotację o konieczności zajęć wyrównawczych. A przecież je czeka TAKA KARIERA. A ty mu ją chcesz utrudnić. Bo jesteś wrzodem na tyłku polskiego systemu edukacji. Bo jesteś za miękki, bo nie potrafisz wprowadzić kindersztuby gówniarzom. Bo jesteś do dupy, powiedzmy to sobie szczerze. Taka sytuacja z tym typem.

źródło:edziecko.pl


4. Persona nie grata aka incognito. Tacy, których nie zawsze kojarzysz z dzieckiem. Rzadko się pojawiają, rzadko odzywają. Rzadko angażują. Jeśli już. Generalnie ciężko cokolwiek powiedzieć o kimś kto przemyka jak cień raz dwa rach ciach i nara strzałą nie ma go i tyle go widzieli.

5. Dziecko mi przeszkadza trochę- czyli ci co mają dziecko, ale w sumie sami nie wiedzą po co. Bo to modne. Bo wszyscy zachwalali. Bo teściowa chciała wnuki. Bo wpadka. Bo tak wyszło. A teraz dziecko śmie rosnąć, wymaga uwagi, a oni jej nie mają. Bo są zapracowani. Albo zajęci milionem spraw bardzo ważnych. Jak wizyta u fryzjera po pracy. Joga dla biznesmenek. Lekcje rozwiązywania sudoku w pięć minut. Wszystko byle nie kontakt z bachorem. Byliby szczęśliwi, gdyby przedszkola i szkoły byłyby czynne 24/7. Bo mieliby z głowy dzieciaka. Wiecie co smutnego jest w tym typie? Że z reguły mają świetne dzieciaki. I w ogóle ich nie dostrzegają, o docenianiu nie mówiąc. 
źródło:joemonster.pl


A jakim typem jestem ja, Mama Zła Rada? 99 % normalsa i 1% czepialskiego. Czepialski włącza mi się, gdy ktoś wymyśla dziwne historie a propos mojego dziecka i próbuje mi wmówić brak kompetencji/zainteresowania/kłamstwo. Mam alergię na głupotę i ignorancję. I taki powinien być idealny rodzic. Chyba ;) bo co ja tam w końcu wiem...;)

środa, 14 października 2015

Mama- nauczycielka. Czy lepiej nauczy swoje dziecko życia?

Witajcie, Drodzy,

dzisiaj naszło mnie na posta związanego z dzisiejszą datą. Obchodzimy Dzień Edukacji Narodowej, często nazywany inaczej Dniem Nauczyciela. Postanowiłam więc napisać, czy mama będąca nauczycielką jest lepszą mamą? Czy lepiej rozumie dziecko? Czy lepiej potrafi wprowadzić je w świat? Czy potrafi nauczyć je, jak żyć?

A czy mama- lekarz lepiej wyleczy swoje dziecko? Nie. Czy mama- kucharka lepiej nakarmi swoje dziecko? Nie. Czy mama- psycholog lepiej rozumie swoje dziecko? Nie.

Jak to jest być mamą- nauczycielką? Trudno. Bo wiele osób myśli, że nauczyciel to ktoś, kto pracuje 10 miesięcy, ma wolne płatne wakacje, co chwila dostaje prezenty, a jego praca polega na piciu kawy przerywanym wydawaniem poleceń posłusznych dzieci. Błąd. Nauczyciel to nie zawód. To misja. Albo to czujesz i jesteś w tym dobry, albo nici z tego. Ewentualnie sobie wegetujesz, pasując do obrazu przedstawionego powyżej. Nauczyciel, który jest mamą, ma podwójnie ciężko. Wyobraź sobie, że spędzasz tak jak ja osiem godzin dziennie,z  grupą dzieci o różnych temperamentach, zachowaniach, nastrojach. Że dużo mówisz, przekazujesz swoje myśli, pocieszasz, łagodzisz spory, uczysz. Wracasz po tym czasie do domu i masz swojego małego człowieka, którego też pocieszasz, przytulasz, przekazujesz mu swoje myśli, łagodzisz ból, wytrzymujesz próby, na jakie Cię wystawia. Chciałabyś chwilę odpocząć, ale jest Twoje dziecko, które dla Ciebie jest Twoim małym-wielkim światem. Jakby nie patrzeć- wciąż pełnisz swoją misję. Przecież nie możesz traktować własnego dziecka gorzej niż swoich uczniów. A przecież często pracujesz jeszcze w domu. Szukasz inspiracji na zajęcia, czytasz materiały, piszesz różne dokumenty.


Jeśli kochasz swoją pracę- ze wszystkimi jej minusami, to powiedzmy szczerze- nie wiesz, co to wieczór z książką- haha- stoją na półce i czekają w kolejce na nie-wiadomo-kiedy. Paznokcie malujesz wieczorem, gdy maluch śpi. Albo i nie malujesz bo jesteś tak zmęczona, ze zasypiasz, usypiając swoje dziecko- jak ja ostatnimi czasy. Po pracy jesz obiad- masz szczęście, jeśli- jak ja- masz męża, który ten obiad przygotuje. Zabierasz dziecko na spacer- chcesz, by się dotleniło. Ty też tego potrzebujesz. Wracasz, jest godzina 18.30. Bawisz się chwilę z maluchem, kapiesz go, dajesz jeść i kładziesz spać. I masz wyrzuty sumienia, że są momenty, gdy z własnym dzieckiem spędzasz mniej czasu niż ze swoimi uczniami. I wiesz, że mimo, iż jesteś mistrzynią organizacji- przecież to oczywiste, że nią jesteś, pełniąc tyle ról każdego dnia- nie wyczarujesz tych chwil więcej. Dlatego wiesz, że dasz swojemu dziecku jak najwięcej. Że każda chwila razem będzie jak najlepsza. Nawet kosztem Twoich zainteresowań czy odpoczynku. Hej, chwila- przecież w hobby możesz zaangażować dziecko, a odpocząć też dasz radę z nim. A że czasem masz awersję do ludzi, ludziowstręt, innymi słowy? Mnie przechodzi, jak mój Zosiek się uśmiecha. Niech świat się wali. Byle byśmy my się dobrze bawiły w swoim towarzystwie.

Prawda jest taka, że nie zawód sprawia, jaką jesteś mamą. Możesz być najlepszym nauczycielem i najgorszą matką. To Ty sama masz na to wpływ. Powodzenia.

wtorek, 8 września 2015

Trudne słowo- zespół Downa

Zespół Downa to przede wszystkim odmienność biologiczna człowieka, którego natura wyposażyła w dodatkową informację genetyczną chromosomu 21. To ona właśnie modyfikuje rozwój i kształtuje cechy wyróżniające daną osobę pośród innych ludzi. Pierwszy na odmienny wygląd niektórych dzieci z upośledzeniem umysłowym zwrócił uwagę pod koniec XIX wieku (w 1866 r.) angielski lekarz John Langdon Down. Od jego nazwiska pochodzi nazwa tego zespołu.
Jakie są cechy zewnętrzne pozwalające rozpoznać zespół Downa?


Niektórzy nazywają je stygmatami. Cechy zewnętrzne najlepiej widoczne są na twarzy.

Należą do nich:
- skośnie w górę ustawione szpary powiekowe,
- zmarszczka nakątna,
- gwiaździście, regularnie ułożone jasne plamki na tęczówce oka,
- krótki grzbiet nosa,
- nisko położone,
- małe, hypoplastyczne małżowiny uszu,
- zwężony przewód słuchowy zewnętrzny i inne.

Można dodać krótkie dłonie i stopy, poprzeczny przebieg linii głównej na dłoniach, duży odstęp pomiędzy paluchem i drugim palcem obustronnie u stóp czy obecność tzw. bruzdy sandałowej na podeszwach.
Cech tych jest znacznie więcej, ale nie u wszystkich musi każda wystąpić. Zestaw co najmniej 10 cech jest wskazówką, aby wykonać badanie kariotypu i poradzić się lekarza, najlepiej genetyka klinicznego, w sprawie diagnozy. Ktoś policzył, że może być ich około 300. U każdego liczba, rodzaj cech i ich zestaw mogą być inne.
Natomiast pojedyncze wymienione cechy są obserwowane także u osób bez dodatkowego chromosomu 21. i nie są czymś szczególnym.

Korygowanie i wspomaganie dzieci z zespołem Downa
Edukacja i  wsparcie  są  ważnymi  elementami   działań które umożliwiają dzieciom z zespołem Downa funkcjonowanie w grupie rówieśniczej . Edukacja bowiem otwiera drzwi do samodzielnego poznania świata, co daje niezwykłą satysfakcję, pozwala na bycie wśród innych – rówieśników i dorosłych, kształtuje proces socjalizacji oraz wspomaga rozwój pobudza do różnego rodzaju aktywności.
źródło:kobieta.onet.pl

Problemy, jakie przeżywa dziecko z zespołem Downa wiązać się mogą ze:
- zwolnionym rozwojem motorycznym.
- mniejszymi  umiejętnościami  w dziedzinie samoobsługi
-niemożnością sprawnego komunikowania się za pomocą mowy werbalnej.

-upośledzeniem umysłowym o różnych stopniach, nie ma tutaj reguły

- mniejszym  zakresem  uwagi
-słabą  pamięcią- dziecko zapamiętuje w sposób nieselektywny, co oznacza, że wiele faktów zapełniających pamięć jest nieistotnych, a brakuje miejsca na sprawy ważne.
 - trudnością „z operowaniem więcej niż jednym wymiarem na raz.”
- problemami  z zastosowaniem umiejętności w nowych sytuacjach

A. Korygowanie zachowań dzieci z zespołem Downa
Korygowanie trudności   wynikających z zaburzenia wymaga wytrwałości, konsekwencji i systematycznych ćwiczeń.  Możliwości rozwojowe dziecka  są uzależnione od wysiłku rodziców, opiekunów, nauczycieli i specjalistów, którzy mogą sprawić, że świat staje się dla niego bardziej zrozumiały i przyjazny. Pomoc udzielana dziecku  jest pełniejsza i szerszej otwiera drzwi do rzeczywistości, gdy odbywa się w ramach świadomej integracji Charakterystyczne dla wieku przedszkolnego, są u dzieci z zespołem Downa takie zachowania, jak upór i nieustępliwość. W działaniach należy   korygować niepożądane zachowania i wielokrotnie wpajać właściwe wzorce, aby zostały one utrwalone.” Ważna jest również ścisła współpraca z domem rodzinnym dziecka, gdyż tylko wtedy istnieją realne szanse rozwojowe. Pobyt w grupie integracyjnej dla niejednego dziecka z zespołem Downa jest twardą szkołą życia, jednak większości udaje się samodzielnie poradzić sobie z wieloma sytuacjami.
źródło: pudelek.pl

B. Wspomaganie  dziecka zespołem Downa
Programy wspierające i korygujące pracę dziecka z powyższym zaburzeniem opierać się głównie będą na orzeczeniach z poradni PP oraz na indywidualnej analizie przypadku .Każde dziecko jest inne i ma indywidualne potrzeby oraz umiejętności przyswajania wiedzy. Dlatego należy tworzyc IPT  w oparciu o indywidualizacje działań .
Cele edukacyjno – terapeutyczne
-usprawnianie motoryki małej i dużej
-usprawnianie aparatu mowy(w indywidualnych przypadkach praca nad alternatywnymi formami komunikacji)
-usprawnianie koncentracji uwagi i pamięci
-rozwijanie logicznego myślenia
-usprawnianie czynności samoobsługowych
-wdrażanie do przestrzegania ogólnie obowiązujących norm i zasad
- nauka umiejętności przebywania w grupie oraz opanowania umiejętności wspólnej zabawy
 i pracy;
- kształtowanie umiejętności naśladownictwa ruchowego oraz werbalnego;
 - wzbudzanie zainteresowania otoczeniem;
- kształtowanie orientacji w schemacie ciała oraz przestrzeni;
- rozwój funkcji poznawczych;
 - zmniejszanie i redukowanie zachowań utrudniających naukę;
 - generalizowanie i utrzymywanie efektów uczenia się;
 - odkrycie i rozwijanie indywidualnych możliwości i uzdolnień;
 - wypracowanie gotowości do nauki szkolnej.

Rodzaje terapii, jakie można zastosować we wspomaganiu dziecka z zespołem Downa
- metoda opcji,
 - integracja sensoryczna,
 - terapia behawioralna,
 - trening umiejętności społecznych,
- ruch rozwijający Weroniki Sherborne,
- arteterapia,
 - muzykoterapia,
 - EEG-biofeedback.
-program Knill
-Metoda Dobrego Startu
-Terapia Taktylna
-Terapia Bazalna
-Masaże C.Moralesa
-Masaże  wg Masgutowej
-Trening Johansena

-Dogoterapia 

środa, 2 września 2015

Trudne słowo- autyzm

Korygowanie i wspomaganie dzieci ze spektrum autyzmu.
Jak wygląda funkcjonowanie dziecka z autyzmem w wieku przedszkolnym?
W okresie przedszkolnym dziecko z autyzmem (zarówno 3,4, 5 oraz 6-latki):
 • może nie być zainteresowane innymi dziećmi oraz nawiązywaniem z nimi kontaktów,
izoluje się;
 • może nawiązać kontakt, ale czynić to w sposób nieadekwatny, nie okazując zrozumienia dla
potrzeb i uczuć innych osób; domaga się, aby odpowiadać rutynowo na jego stereotypowe
pytania, nie zachowuje właściwego dystansu do innych, może nawiązywać kontakt w natrętny
 sposób nawet z zupełnie obcymi osobami;
 • występują u niego stereotypie ruchowe, sztywne wzorce zachowań i stereotypowe
zainteresowania;
 • postępuje zgodnie z własnymi potrzebami, nie uwzględniając norm i zasad współżycia;
• domaga się zachowania schematu dnia, źle reaguje na zmiany w otoczeniu lub w działaniach
rutynowych, reaguje oporem przed podejmowaniem nowych aktywności;
 • często prowadzi monologi i zanudza innych swoimi wycinkowymi zainteresowaniami;
 • przejawia trudności dotyczące wzajemności w komunikacji, nie daje innym możliwości
wypowiedzenia się (mówi do kogoś, a nie rozmawia z kimś), nie potrafi podtrzymać
rozmowy i kontaktów społecznych;
 • może nie być zainteresowane zabawami innych dzieci, a jego mało kreatywne, stereotypowe
zabawy nie są z kolei atrakcyjne dla innych dzieci;
 • przejawia brak tzw. zabawy funkcjonalnej — opartej na wyobraźni, naśladowaniu,
pozorowaniu — wiążącej się z używaniem przedmiotów w celu, dla którego zostały
stworzone (na przykład chwytanie i toczenie piłki, budowanie wież i mostów) oraz brak
współdziałania w zabawie.

A. Korygowanie zachowań u dzieci z autyzmem. Dzieci ze spektrum autyzmu, gdy mają nauczyć się czegoś nowego, wykazują skłonności powracania do sztywnych, stereotypowych zachowań. Mają problemy z samodzielnym dokończeniem zadania. Jeśli pozostawi się je, by samodzielnie wykonały zadanie, wkrótce je porzucą. Toteż ich uczenie się musi być wyraźnie uporządkowane. Ważne jest podzielenie zadania na mniejsze etapy, aby były one dla dziecka jasne i by dziecko mogło ukończyć zadanie z minimalną liczbą błędów. Można zastosować serię obrazków, które przedstawiają sekwencję zdarzeń lub zadań do wykonania. W sytuacji, gdy obserwujemy u dziecka niepokój, lęk, rozdrażnienie czy problemy z wykonaniem zadania warto udzielić mu szczegółowych, wskazówek co i w jaki sposób może zrobić. Ważne jest także jasne wyjaśnianie naszych oczekiwań wobec niego, a niekiedy umożliwienie mu odłączenia się od grupy, by mogło uspokoić się i zrelaksować. Dziecko należy nagradzać za każdą dobrze wykonaną część zadania.

źródło:niezwykledzieci.blog.onet.pl

B. Wspomaganie dzieci z autyzmem. Nie ma żadnych gotowych programów nauczania stworzonych specjalnie dla dzieci z autyzmem. Trudno bowiem o dwójkę tak samo funkcjonujących dzieci z autyzmem, ze względu na różnorodną konfigurację objawów i ich nasilenia oraz fakt nieharmonijnego rozwoju. W IPET powinny znaleźć się informacje w zakresie niezbędnych adaptacji treści, metod, form i środków.
Cele edukacyjno – terapeutyczne np.:
 - kształtowanie umiejętności samoobsługowych oraz samodzielności w życiu codziennym;
 - kształtowanie kontaktów społecznych i nauka zachowań społecznie akceptowanych;
 - pomoc dziecku w uwalnianiu się od zachowań niepożądanych (sensoryzmów, zachowań
 agresywnych);
 - nauka umiejętności przebywania w grupie oraz opanowania umiejętności wspólnej zabawy

 i pracy;
 - kształtowanie rozumienia mowy oraz dostępnych sposobów komunikacji alternatywnej;
 - wykształcenie motywacji do komunikowania się;
 - nauka komunikowania się z otoczeniem;
 - kształtowanie umiejętności naśladownictwa ruchowego oraz werbalnego;
 - wzbudzanie zainteresowania otoczeniem;
 - poprawa umiejętności spostrzegania, odbioru i przetwarzania informacji napływających z otoczenia;
 - kształtowanie orientacji w schemacie ciała oraz przestrzeni;
 - usprawnianie motoryczne;
 - kształtowanie umiejętności aktywnego spędzania wolnego czasu;
 - rozwój funkcji poznawczych;
 - zmniejszanie i redukowanie zachowań utrudniających naukę;
 - generalizowanie i utrzymywanie efektów uczenia się;
 - odkrycie i rozwijanie indywidualnych możliwości i uzdolnień;
 - wypracowanie gotowości do nauki szkolnej.
Rodzaje terapii, jakie można zastosować we wspomaganiu dziecka z autyzmem:
 - holding,
 - metoda opcji,
 - integracja sensoryczna,
 - terapia behawioralna,
 - trening umiejętności społecznych,
 - program TEACCH,
 - ruch rozwijający Weroniki Sherborne,
 - metoda więzi,
 - arteterapia,
 - muzykoterapia,
 - EEG-biofeedback.

niedziela, 23 sierpnia 2015

O tym jak bezsensowne jest bycie samemu, gdy masz rodzinę

Siemka wszystkim.

Jakiś czas mnie tu nie było. Dużo się u nas dzieje ostatnio. W tym miesiącu to już w ogóle. Ale dzisiaj jest dzień, w którym chcę się z Wami podzielić refleksją nad tym jak bardzo zmienia się perspektywa gdy masz rodzinę a nagle masz być sam. 

Powiecie- ej, każdy czasem lubi/potrzebuje/powinien spędzić trochę czasu samemu. A dupa. Też tak myślałam, ale nie, to nie jest fajne(nawet jeśli taka myśl przemknęłaby mi przez głowę). 

Jak to się stało, że jestem teraz sama? Zacznijmy od faktów. Godzina 22.53. Miejscowość: Stargard. Miejsce: nasze wynajęte mieszkanie. Siedzi sobie taka Mama Zła Rada i szag ją trafia, ze nie może się przytulić do śpiącego rozkosznie Zośka, że nie może się wtulić w Łukasza, prywatnie pełniącego obowiązki mojego męża. 
Przyczyna takiego stanu rzeczy? Och, samo życie. Otóż Mama Zła Rada, czyli pisząca tego posta jutro zaczyna kolejny etap swojej- jak to się komicznie nazywa- kariery zawodowej. No, no. Jutro idę do pracy- koniec laby! Jutro mam też radę pedagogiczną, dlatego musiałam wracać. Mąż i Niunia, czyli dziecko moje drogie zostali u dziadków w Wałczu, bo idą jutro na szczepienie. 

I tym oto sposobem siedzę tutaj i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jak masz kogoś, kogo kochasz bardzo bardzo bardzo mocno, to te godziny samemu- nie w pracy, nie spędzone na hobby itede- są bez sensu jak kwadratowy papier toaletowy.
Moje skarby dokładnie rok temu

Próbowałam zabić czas. Przyjechałam po 20, byłam w mieszkaniu przed 21. Herbata, pozałatwiałam sprawy wymagające użycia komputera i internetu, pościeliłam łóżko- po co mi podwójne łóżko, skoro śpię w nim sama?! Popatrzyłam na łóżeczko Zośka. Przytuliłam Panią Królik, jedną z członkiń zacnego Stada Zosinych Królików. Zrobiłam sobie kąpiel. Taką niby na wypasie- piana, maseczka, te sprawy. Nie usiedziałam w wannie. Nudno. Cicho. Włączyłam radio, by coś mi gadało tudzież śpiewało. Pogapiłam się w lustro. Przytuliłam Panią Królik. Zadzwoniłam do męża xxxx razy. Oczy mi się spociły jak zobaczyłam zdjęcie Zośka, jakie przysłał mi Łukasz. 

Zrobiłam herbatę. Maseczką ściąga mi twarz coraz bardziej, więc zanim zamienię się w żyjącą ściągnięta glinką ikonę zabiegów pielęgnacyjnych, ruszę tyłek, kończąc tego posta słowami:
BYCIE SAMYM JEST PRZEREKLAMOWANE. Wolę śmiech, płacz i całą gamę emocji, jakimi raczy mnie codziennie moja córka niż ciszę. Wolę zdenerwowanie męża i niecenzuralne słowa po przegranej jego ukochanego klubu- tu akurat użycie niecenzuralnych słów trzeba wybaczyć, bo ich użycie jest uzasadnione. Ba, wolę jego narzekania nawet na różne pierdoły. Choć jeszcze bardziej lubię jego wygłupy z nami i wybuchy śmiechu. Wolę padać ze zmęczenia, bo Zosi 4 ząbki na raz wychodzą, wolę głodnego Łukasza, Łukasza gadułę po wieczornym piwie, wolę wszystko, tylko nie tę cholerną ciszę i smutne tykanie zegara. 
 Tylko niech już będą tu ze mną.