Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobre wychowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobre wychowanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 września 2016

Zła Rada Mamy nr 1- nie oceniaj, bo sam zostaniesz oceniony

Dziś rzecz o ocenianiu i hejtowaniu innych. 

Odnoszę często wrażenie, że pod tym względem Polacy są mistrzami świata. Nienawiść wobec innych, tylko z racji tego, że coś im się nie udało, to nasz sport narodowy. Jako, że blog mój poświęcony jest parentingowi, skupimy się na hejcie rodziców wobec rodziców. 

Znacie ten obrazek, gdy robicie zakupy, spieszy się wam (albo i nie) i nagle przez sklep przechodzi krzyk, ryk jakiegoś bachora (takie myśli kłębią się w głowie a propos delikwenta). 
- Daj mi to! - albo- Ja to chcę! Już! Kup mi!

Matka lub ojciec bachora najczęściej czerwienią się i zaczynają zachowywać, jakby chcieli zapaść się pod ziemię. Całym ciałem krzyczą niemo" mnie tu nie ma, nie patrzcie na mnie). No bo przecież żyjemy w czasach, gdy nie wypada dziecku zwrócić uwagi, nie wypada krzyczeć na nie w otoczeniu innych ludzi- albo-o zgrozo! wymierzyć sprawiedliwość ręką ojcowską bądź matczyną, dając gówniarzowi klapsa. 

Gapie zaś zacierają ręce. Bo już jest temat na posta na fejsika, na hejcik ze znajomymi. Siądą przed komputerami po powrocie z zakupów i będą spamować ściany znajomych swoimi złotymi myślami. Pełno będzie rad, pedagogiką zalatujących. Że ci rodzice to niezaradni, że te dzieci to rozwydrzone bachory, dyrygujące życiem stworzycieli. Poziom zajebistości podniesie się o 100. No bo przecież oni nie mają TAKICH problemów. 

Taaa...

Życie ma na szczęście to do siebie, nie rychliwe jest, ale sprawiedliwe. Jak mawiają jankesi, Karma is a bitch...

Łatwo jest oceniać innych. Tylko nikt nie pamięta o tym, że zawsze znajdzie się lepszy mocarz i skrytykuje nas. I może utrze trochę tego wszędobylskiego, wrednego nochala, który węszy pseudo afery i musi jeszcze je rozdmuchać na fejsie. 

Prawda jest taka, że dziecko może mieć gorszy dzień. Że rodzic może mieć gorszy dzień. Słabszy, że mu się nie chce, albo nawtykano mu, że należy bezstresowo wychowywać dziecko. Wmawia mu się, że jest złym rodzicem i musi być lepszy, uważniejszy, wyrozumiały. Łatwo się w tym wszystkim pogubić. Łatwo odpuścić dziecku. Łatwo wykształcić w nim złe nawyki. Tak samo, jak łatwo stać się ofiarą hejterów. 

Jedyne, co mi się z takimi wścibskimi ludźmi kojarzy to kompleksy. Bo trzeba być bardzo zakompleksioną osobą, by krytykować innych, sobie podnosząc ego. Taki nie odpuści, nie zrozumie, tylko będzie fejsbukowym celebrytą, bazującym na cudzym niepowodzeniu. Bo jak głosi przysłowie, nic tak nie uszczęśliwia, jak nieszczęście innych. 

I jedyne, co mogę powiedzieć rodzicom, którzy stali się ofiarami takich hejterów to- uśmiechnijcie się pod nosem i dajcie karmie robić swoje. Ona naprawdę wraca. 

Pozdro 600, 
MZR

sobota, 30 stycznia 2016

Być grzecznym dlaczego (nie)warto?



Hejka wszystkim!

Miałam ostatnio wraz z mą familią burzliwy czas, pełen zwrotów akcji takich, ze Monty Python przy tym wysiada. Ale nadeszła ta chwila, gdy mogę zasiąść przed komputerem i napisać posta na specjalne życzenie Moniki, dzięki Monia za wszystkie ciepłe słowa! Monika poprosiła o napisanie o marzeniach, zgubnych nadziejach, przeciwnościach losu. A także o moim zawodzie, czyli byciu pedagogiem :D Mówisz, masz, bejbe!

Dzisiejszy post zacznę od pytania:






I- jak najbardziej- pytanie to jest adekwatne do tematyki. Bo te wszystkie marzenia, zgubne nadzieje, przeciwności losu to konsekwencja tego, że staramy się być grzeczni. Wszyscy- Ty, ja i miliony innych. Chcemy- nawet nieświadomie- jakoś dopasować się do szablonu bycia dorosłym. Kończy się kopem w tyłek od losu. Sam to znasz, co nie? Nadzieje, wielkie plany, głowa w chmurach i bach!- zderzenie z glebą. Witamy w świecie. 

Podam Wam taki przykład. Swój przykład. Otóż ciocia Paulina starała się też być grzeczną dziewczynką i złapała pracę na tak zwanym etacie. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie buntownicza natura cioci Pauliny i to, że jej poczucie godności jest wyjątkowo głośne. Dlatego- nie zagłębiając się w szczegóły- odeszła z tak zwanej ciepłej posadki- bo przecież wszyscy mówią, że jak pracujesz u kogoś  na umowie o pracę to szczyt marzeń. Życie jednak weryfikuje te uniwersalizmy a że każdy z nas jest inny, to tak naprawdę rzadko kto wpasuje się w te uniwersalne schematy. 

Tak właśnie Twoje wyobrażenia o fajnym dorosłym życiu lądują gdzieś między kartonem z ozdobami świątecznymi a zakurzonymi butami. Co można zrobić by tego uniknąć? Nie bądź grzeczny! 
Słuchaj siebie. Nie rób nic sprzecznego z własnym sumieniem. Szanuj innych. Nie wykonuj ślepo czyichś poleceń, a już na pewno nie pod presją i w poczuciu strachu.
 Kochaj życie. Masz je jedno. Nikt go za Ciebie nie przeżyje.
 Nie idź drogą setek. Idź swoją. Może krętą, trudniejszą, ale Twoją. Może to truizmy, ale sprawdziły się w moim przypadku wiele razy. Z każdym rokiem utwierdzam się w tym, że nasza siła i dobre życie biorą się ze spełniania marzeń, ale swoich. Nie rodziców. Nie partnera. Nie dzieci. Swoich. I tę siłę wzmacnia życie w zgodzie z sobą samym. Tak, że możesz spojrzeć na siebie w lustrze i się nie wstydzić tego, kogo w nim widzisz. Nie musisz mieć doskonałego ciała, fryzury czy ubrań. Ale jeśli widzisz dobrego człowieka, mającego dość odwagi by być sobą w tym durnym, goniącym za absurdalnymi wartościami światem, to gratulacje. Oby tak dalej. Nie daj się wkręcić w pęd, o którym trafnie rapował Sokół " zajmujemy się zarabianiem zamiast życiem czy ja też już się w ten absurd wpierdoliłem?" Sorry, guys za wulgaryzm, ale to kawał dobrej muzy. I jakże prawdziwej...

Podsumowując: Mama Zła Rada prosi, nie-wymaga- Nie bądźcie grzeczni! Nie dajcie się szufladkować! Bądźcie sobą! Tak bardzo nieidealnymi według wymagań tego świata, aż pięknie! Buntujcie się wobec niesprawiedliwości! Spełniajcie marzenia! Nie krzywdźcie nikogo- wiem, niepopularne, gdy nawet tzw.idole mówią, że doszli po trupach do celu. Dlatego drogi Czytelniku! Nie miej idoli! Nie słuchaj nikogo prócz własnego sumienia, ono naprawdę jest mądre.

Pozdro,
niegrzeczna Mama Zła Rada.

P.S. Dajcie dzieciakom być niegrzecznymi. Zobaczycie z radością, dokąd to was wszystkich zaprowadzi! Słowo ;) A w międzyczasie posłuchajcie sobie optymistycznego kawałka, jaki mnie ostatnio w duszy gra.



 https://www.youtube.com/watch?v=5y1XREE1-LE

wtorek, 12 stycznia 2016

Dlaczego rodzice są (często) głupsi niż ustawa przewiduje?

Dziś post natury refleksyjno- szyderczej. Albowiem taki temat chodzi mi po głowie w wyniku obserwacji mych częstych i nieuniknionych.

Generalnie rodziców można podzielić na kilka typów:

1. Normalsi- sympatyczni, nieinwazyjni, nie czepiają się pierdół typu "Julcia zjadła pół połowy rogaliczka dlaczego pani jej nie przypilnowała?". Prowadzą normalny dialog z innymi dorosłymi, zajmującymi się ich dziećmi, ba! dialog ten jest oparty na zasadach kultury. Mówią "Dzień dobry" i "Do widzenia", nawet "Wesołych świąt" pożyczą. Interesują się dzieckiem w zdrowy sposób, a nie taki oparty na chorych ambicjach. Współpracują, pytają, i nie robią problemu, gdy prosisz o pomoc lub zaangażowanie. Generalnie bardzo fajny i przyjemny typ.

źródło:mamdu.pl


2. Czepialscy- od rana przepierdzielą się do wszystkiego. Bo pogoda, bo nie taka partia rządzi, bo musieli iść, bo samochód nawalił, bo nas nie lubią i w ogóle, jakim prawem stąpamy po tej ziemi, jakiej dotykają ich cudowne i wyjątkowe stopy? Ten typ ma tendencję do czerpania satysfakcji w zarzucaniu człowieka milionem pytań typu: "Dlaczego"?. Jak pięciolatek, tylko pięciolatkowi dasz kredki i fajną kolorowankę i da sobie siana, a taki rodzic nie odpuści! I wygraża, że się rozmówimy i on tu widzi, że co tu jest nie tak. Co? Nie wiadomo, bo ten typ jest bardzo tajemniczy. Nie precyzuje swoich górnolotnych myśli. Komu, nam maluczkim? Ejże! Nieważne, jakie masz wykształcenie i doświadczenie. I tak jesteś głupszy od tego rodzica. 

3. Aspiranci- chore umysły, zatruwające jadem swoje dzieci. Wiecznie niezadowoleni, bo się nie nadajesz. Bo wymyślasz trudne zajęcia i zadania dodatkowe. Bo nie wymyślasz nic ciekawego. Bo jesteś blondynką. Bo masz za ciemną karnację, więc pewnie cygan i kradniesz. Bo ich dziecko to dar niebios, a ty pastwisz się nad nim, zapisując adnotację o konieczności zajęć wyrównawczych. A przecież je czeka TAKA KARIERA. A ty mu ją chcesz utrudnić. Bo jesteś wrzodem na tyłku polskiego systemu edukacji. Bo jesteś za miękki, bo nie potrafisz wprowadzić kindersztuby gówniarzom. Bo jesteś do dupy, powiedzmy to sobie szczerze. Taka sytuacja z tym typem.

źródło:edziecko.pl


4. Persona nie grata aka incognito. Tacy, których nie zawsze kojarzysz z dzieckiem. Rzadko się pojawiają, rzadko odzywają. Rzadko angażują. Jeśli już. Generalnie ciężko cokolwiek powiedzieć o kimś kto przemyka jak cień raz dwa rach ciach i nara strzałą nie ma go i tyle go widzieli.

5. Dziecko mi przeszkadza trochę- czyli ci co mają dziecko, ale w sumie sami nie wiedzą po co. Bo to modne. Bo wszyscy zachwalali. Bo teściowa chciała wnuki. Bo wpadka. Bo tak wyszło. A teraz dziecko śmie rosnąć, wymaga uwagi, a oni jej nie mają. Bo są zapracowani. Albo zajęci milionem spraw bardzo ważnych. Jak wizyta u fryzjera po pracy. Joga dla biznesmenek. Lekcje rozwiązywania sudoku w pięć minut. Wszystko byle nie kontakt z bachorem. Byliby szczęśliwi, gdyby przedszkola i szkoły byłyby czynne 24/7. Bo mieliby z głowy dzieciaka. Wiecie co smutnego jest w tym typie? Że z reguły mają świetne dzieciaki. I w ogóle ich nie dostrzegają, o docenianiu nie mówiąc. 
źródło:joemonster.pl


A jakim typem jestem ja, Mama Zła Rada? 99 % normalsa i 1% czepialskiego. Czepialski włącza mi się, gdy ktoś wymyśla dziwne historie a propos mojego dziecka i próbuje mi wmówić brak kompetencji/zainteresowania/kłamstwo. Mam alergię na głupotę i ignorancję. I taki powinien być idealny rodzic. Chyba ;) bo co ja tam w końcu wiem...;)

poniedziałek, 20 lipca 2015

Matki Polki na fejsie. Dlaczego się nie dziwię, że niektórzy cisną bekę z mamusiek na forach

Macie różne konta internetowe, więc pewnie nie raz zostaliście zaskoczenie przez posty nadgorliwych matek- Polek, zwanych przez jeden fan page na fejsie "terrorystkami laktacyjnymi". Zdjęcie dziecka jest dla nich zbyt banalne. One zamieszczają zdjęcia zawartości pieluszek, nocników, piszą absurdalne posty, jak ten poniżej:








Zastanawiam się, skąd te mamuśki się wzięły? Czy naprawdę ale to NAPRAWDĘ są aż tak głupie? Czy po prostu dały się zwariowac trendowi na baby boom? Czy zagubiły się w oplotach internetowych wątpliwości, parafrazując klasyka? Czy naprawdę uważają, że widok obślinionego, ząbkującego dziecka jest tym, którym trzeba terroryzowac innych? Nic dziwnego, że powstają strony jak beka z mamusiek na forach itp. itd. Bo jak tu nie cisnąć pompy z kobiet, które powinny- na chłopski rozum, cholera- w końcu są matkami, są odpowiedzialne nie tylko za siebie, ale i za dziecko, które urodziły- być inteligentne conajmniej jak pies, który potrafi wykonac komendy rzucone przez właściciela? Zastanawiam się, czy te mamuśki to jednak nie są jakieś nieudane prototypy z fabryk sztucznej inteligencji gdzieś w jueseju, gdzie zostały potraktowane jako odrzut? Zastanawiam się , kto wytrzymuje z takimi kobietami? Panowie, naprawdę nie ma wśród was bardziej ogarniętych lasek, które chcecie- i możecie- zapłodnić? A może i wy jesteście na ich poziomie? W końcu jak w starym przysłowiu- swój do swego ciągnie... 


Ja się nie dziwię, że potem, tuż po rozpoczęciu kampanii przez jedna fundacji treści przekazu tejże kampanii są bezlitośnie wyśmiewane przez cały internet. Kojarzycie, o jaką fundację i spot chodzi, prawda? Pośmiejmy się zatem razem, bo to- moim zdaniem- kompletnie nietrafiony spot. Wartości, jakie miał promować, są super, ale forma, w jaką je ujęto jest żenująco przewidywalna, zieje sterotypami i jest antyfeministyczna- w znaczeniu wieje mizoginem, ktory napisal scenariusz do tego spotu. I nic dziwnego, że potem powstają memy tego typu:






Pewnie mi się oberwie od "natchnionych" mamusiek, które uważają, ze każda kupka ich dzieci zasługuje na pokazanie całemu światu. Dziewczyny, puknijcie się w łeb gryzakiem albo zwiniętą pieluchą, zorganizujcie sesję aromaterapii przy zawartości pampersa i mam nadzieję, ze jak osiągniecie stan nirwany, to jednak zostanie wam trochę oleju w głowie i będziecie normalnymi, fajnymi matkami, a nie tymi, które, na porodówce, widząc po raz pierwszy swoje dziecko, móią, ze dostało tylko 10 lajków na fejsie, więc prosicie o inne.

Nara.

czwartek, 25 czerwca 2015

Dlaczego jako nauczyciel uważam, że nie powinniście kupować kwiatów i prezentów na koniec roku szkolnego

Drodzy Rodzice!
Piszę dzisiaj do Was jako nauczyciel i pedagog. Czytałam ostatnio różne artykuły dotyczące obchodów końca roku szkolnego. Czytałam też komentarze pod tymi artykułami. Jak Polska długa i szeroka, tak i podzielona w kwestii obdarowywania nauczycieli kwiatami i innymi prezentami. Pozwolę sobie więc zabrać głos, jako tejże przedstawicielka grupy zawodowej. 

Uważam, że wszelkie kwiaty,a już prezenty- podobno w modzie są: wyjazdy do spa, biżuteria i zabiegi kosmetyczne, tudzież fryzjerskie [sic!] to jakaś przesada. Najpierw dajecie dziecku przysłowiowego badyla, część z Was pewnie dlatego, że tak wypada (a kto tak powiedział?), albo by "wyrobić dziecku dobre relacje z nauczycielem" (cytat autentyczny, autorką wypowiedzi mama jednego z uczniów). Część z Was, robi zrzutki na drogie- sorry, ale wyjazd do spa nie kosztuje 10 zł- prezenty, bo uważa, że jak nauczyciel tego nie otrzyma, to się obrazi. Wiem nawet o "konkursach" w niektórych szkołach na najbardziej odjechany podarunek jako forma uznania dla belfra. Moi mili, nie tędy droga. W jednej ze znanych mi podstawówek grupa matek- ja nie wiem, czemu baby zawsze wyrywają się  z takimi akcjami- czyżby mężczyźni myśleli trzeźwiej w tych kwestiach?- wymyśliła sobie, że pani wychowawczyni dostanie od nich bransoletkę firmy pandora. Wiecie, ile kosztuje 1 (słownie: jeden) gówniany koralik? Około 100 złotych. Na bransoletce mieści się około 10 sztuk. Policzcie sobie sami, ile musi dać każdy rodzic, jeśli w klasie jest 25 dzieci. Nie dziwię się oburzeniu, jeśli właśnie się wkurzyliście. Dziwię się, że dajecie pieniądze na takie prezenty, a potem najeżdżacie na wszystkich, że dają, że oczekują, że to przesada. To jak z korupcją nie dasz łapówki, to jej nikt nie weźmie. 

źródło: hjustonmamyproblem.pl




Pamiętajcie, że nauczyciel to zawód jak każdy inny. Też dostaje wynagrodzenie za swoją pracę. Nie ma czegoś takiego jak niepisany kontrakt z rodzicami, że prezenty się należą. Skoro wykonuję swoją pracę, za którą otrzymuję pensję, to uważam, że to wystarczy. 

Wiem też, że istnieje grupa zarówno rodziców, jak i uczniów, którzy obdarują nauczyciela kwiatami, bo żywią do niego ogromną sympatię. Jeśli tak jest, to uważam to za miłe. 

Ale najfajniejsze jest słowo "Dziękuję" na koniec roku. Tego nic nie przebije. Dlatego zamiast zalewać belfrów kosztownymi podarunkami, stańcie twarzą w twarz i powiedzcie po prostu "Dziękuję". Znaczy więcej niż tydzień w spa w Turcji. 

wtorek, 23 czerwca 2015

Mały krok dla dziecka, a dla reszty sprawa wagi państwowej (ciężkiej)

Czyj Maluch właśnie zaczyna chodzić, ręka w górę?
Na pewno jesteście zalewani dobrymi radami od swoich mam, babć, ojców itede itede..."Jak raczkuje, nie będzie długo chodzić", "Jak pełza do tyłu, coś jest nie tak", "Jak zacznie chodzić, będziecie mieć przerąbane"... Serio z tych wszystkich tekstów wynika, że rozwój dziecka jest czymś złym, a najlepiej dla ludzkości byłoby gdybyśmy nie nauczyli się chodzić. 



Albo zupełnie odwrotnie- Twój Maluch ma już około roku i nie spieszy mu się do stawiania pierwszych kroków? To na pewno coś z nim nie tak- usłyszysz nie raz. Hej! Czy wszyscy uczymy się nowych czynności jednakowo szybko? Nie. Czyli co możesz zrobić? Daj dziecku czas. Nie oznacza to, że masz siedzieć bezczynnie. Możesz wspierać rozwój ruchowy dziecka poprzez rzadsze noszenie go na rękach, kładzenie zabawek poza zasięgiem rąk, tak, by chcąc ich dosięgnąć, musiało się ruszyć. Twoje dziecko jest wystarczająco mądre, by wykombinować, że da radę tylko musi włożyć w to trochę wysiłku. Kładź Malucha na brzuchu, wzmocni dzięki temu mięśnie kręgosłupa i będzie siedzieć stabilniej i być może szybciej zacznie raczkować i chodzić. Aha, raczkowanie jest zdrowe- nie słuchaj osób, które mówią, ze tak nie jest. Każdy fizjoterapeuta powie Ci, że dzięki raczkowaniu kształtuje się prawidłowa postawa, wzmacniają mięśnie i stawy. Ponadto, pracują obie półkule mózgu, bo sekwencja ruchów w raczkowaniu to np.: prawa rączka- lewa nóżka. Dzięki tym naprzemiennym ruchom tworzą się połączenia nerwowe między lewą półkulą (tzw. logiczną) i prawą (tzw. twórczą). 

Kiedy do lekarza? Gdy dziecko nie chodzi w wieku ok. 18 miesięcy. Półtoraroczny Maluch powinien już poruszać się w miarę sprawnie w pozycji pionowej, o własnych siłach. 

źródło: dzieci.pl
Mity związane z chodzeniem dziecka: Chodzik jest super. 

Co dzieje się, gdy włożymy dziecko do chodzika? Najprościej rzecz ujmując wszystkie te płynne procesy rozwojowe zostają zakłócone. Maluch w chodziku, można powiedzieć ani tak naprawdę nie siedzi ani nie chodzi. Pozycja w chodziku jest, więc nienaturalna, malec jest tak posadzony, aby jednocześnie mógł odbijać się paluszkami od ziemi, aby móc poruszać się. Dziecku oczywiście będzie się podobać w chodziku, szczególnie, kiedy zorientuje się jak szybko może się w nim przemieszczać, ale przecież samo nie zdaje sobie sprawy jak bardzo może być to niebezpieczne.

Dziecko w chodziku nie uczy się prawidłowej oceny odległości, stopniowej umiejętności utrzymywania równowagi, nie ma mowy o doświadczeniach związanych z przenoszeniem ciężaru ciała z jednej strony na druga, ze stopy na stopę.

*Poruszanie się w chodziku zamiast zachęcić dziecko do chodzenia, będzie malucha rozleniwiać. W naturalnym rozwoju dziecko, które zaczyna chodzić, gdy chce dotrzeć do czegoś szybko wraca do raczkowania, ale to jest naturalne, oparte na prawidłowych wzorcach. Dziecko, które zaczęło korzystać z chodzika, zanim osiągnęło umiejętność raczkowania, wyjęte z tego chodzika nie ma się, czym posłużyć, gdy chce szybko dotrzeć do czegoś.

*Aby maluch zaczął chodzić potrzebna jest prawidłowa praca – prawidłowe wydłużenie określonych grup mięśniowych utrzymujących miednicę w prawidłowym ustawieniu, a w chodziku ten proces zostaje spowolniony i ograniczony.

*Praca stóp w chodziku jest bardzo nieprawidłowa. Dziecko odbija się palcami, nie uczy się propulsji stópek, czyli przetaczania ich od pięty do palców, stopy nie odbierają bodźców z podłoża całą powierzchnią. Nie rzadko dzieci chodzikowe mają późniejsze problemy z koślawym ustawieniem stóp.

*Jeśli wsadzimy do chodzika dziecko, które jeszcze nie raczkuje to prawdopodobnie nie zacznie już raczkować, a to bardzo pozytywny etap rozwoju przynoszący wiele korzyści i choć są dzieci, które nie raczkują nie warto pozbawiać dziecko tego przez używanie chodzika.

Dlatego nie dajcie się zwariować, nie kupujcie chodzików, nie słuchajcie "dobrych rad", tylko dajcie dziecku czas. Aż w końcu przyjdzie dzień, gdy samo zrobi TEN PIERWSZY KROK :)

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Czego życzyłyby sobie dzieci?

Odpowiadając na pytanie już w pierwszym zdaniu- KULTURY! 
Nie tej wysokiej- typu teatr, kino noir, muzyka klasyczna rodem z filharmonii.

Dzieci życzyłyby sobie kultury na co dzień. Kultury słowa. Przykład? Żeby nigdy Maluch siedzący w wózku nie musiał usłyszeć na swój (i swojej mamy) temat takich oto słow, wypowiadanych przez radosnego bo podchmielonego pana przechodnia:
-Ta to się kurwa telepie z tym wózkiem. 

Kultury gestu. Żeby nigdy żadna dorosła osoba nie zabroniła- stając w drzwiach tudzież łapiąc za rękę, aż siniak na nadgarstku się pojawi z powodu siły uścisku- odkrywać nowe miejsca. Żeby nie zabraniała tylko dlatego, że sama już jest leniwa i ma po dziurki w nosie zachwytów nad kolejnym kotkiem/ pieskiem/ wanną/ sedesem/ śmieciami. 


źródło: demotywatory.pl

Kultury myśli. Żeby w kraju, gdzie dzietność spada na łeb, na szyję, w kraju jedynym słusznym, gdzie katolicka myśl kreuje światopogląd, domodlony na klęczkach przez naród co niedziela w kościele, nikt już więcej nie ośmieszał na łamach prasy tudzież w mediach szeroko pojętych- małych istot godnych szacunku. Żeby nikt nie ważył się zakazywać Maluchom przebywać w miejscach publicznych, bo przecież mogą narobić w pieluchę i potem to robi się tylko kupa myślowa z udziałem dorosłych. Bo to im się nie podoba. Sorry, ale w obronie dzieci całego świata powiem może i wulgarnie, ale dosadnie- prawda jest taka, że sracie wszyscy. I kiedyś ktoś wam te tyłki podcierał. A jednak żaden berbeć nie zabroni wam chadzać na niedzielne obiadki do knajpy i szpanować hajsem zarobionym w swojej bardzo-ważnej- pracy. 

Dlatego, drodzy dorośli, nie narzekajcie, że młodzież nie taka, że brak jej kultury. W końcu od kogoś ta młodzież tenże brak przejęła...



piątek, 22 maja 2015

Poruszanie się po mieście oczami ciężarnej. Czy każdy ustąpi Ci miejsca?

Jak wygląda poruszanie się po mieście, gdy jesteś w ciąży? Czy jest tak milusio, bo wszyscy ustępują miejsca, przepuszczają w drzwiach, przytrzymują je bo cieszą się Twoim stanem błogosławionym? Zróbmy przegląd jazdy ciężarówką poprzez kolejne trymestry.

TRYMESTR I 1-3 miesiąc
Nikt nie widzi, że jestem w ciąży. Stoję w sklepie. Robi mi się duszno, bo jest wielu klientów, a klimatyzacji brak. Idę szybko do kasy i proszę panią o przepuszczenie, żebym mogła jak najszybciej wyjść i zaczerpnąć świeżego powietrza.
- A niby dlaczego mam panią przepuścić?- pyta kobieta.
-Jestem w ciąży i słabo mi się zrobiło- odpowiadam.
-Lalunia, tak łatwo to ty mnie nie oszukasz- słyszę odpowiedź.
Chwilę później robi mi się ciemno przed oczami, ale na szczęście nie mdleję. Udaje mi się jakoś wytrwać i wyjść.


TRYMESTR II 4-6 miesiąc

 Jestem w piątym miesiącu ciąży, ale nie mam dużego brzucha. Wchodzę do przychodni lekarskiej. Muszę dostać się do dermatologa. Mam jakąś wysypkę na stopie, która przy okazji nieźle spuchła. Ginekolog poprosił o konsultację u dermatologa i kilku innych lekarzy. Mówi, że lepiej, by była to jakaś alergia niż problemy z krążeniem w kończynach dolnych. W poczekalni pełno ludzi. Pytam kto jest ostatni. Odpowiada jakaś mama z nastolatkiem. Taki duży chłopak, a z mamusią do lekarza chodzi... Cóż. Jest dość chłodny dzień, więc mam na sobie płaszcz. Rozpinam go i chcę usiąść gdy wstaje młoda dziewczyna- jakaś licealistka. Mówi do mnie:
- Ja zaraz wchodzę, mogę panią puścić.
Podnosi się raban. Jak to? Dlaczego? Z jakiej racji? Przecież wszyscy czekają.
Nastolatka odpowiada-:
-Przecież pani jest w ciąży, więc ma prawo być przyjęta poza kolejnością.
- Jaka ciąża, nażarła się czegoś i wydęło ją- mówi głośno pan po sześćdziesiątce.
- Proszę pana, jestem w ciąży- mówię- mam przy sobie kartę ciąży.
Pan czerwienieje, ale słowa "przepraszam" nie słychać. Nagle odzywa się starsza pani:
-To niech sobie pani poczeka, pewnie i tak jest na zwolnieniu a my tu wszyscy pracujemy.
-Patrząc na panią, to wątpię, czy pani spieszy się do pracy, bo wygląda pani na emerytkę, ale oczywiście mogę się mylić, jak pan, który stwierdził, że się objadłam.
Zapada cisza. Dziewczyna, która chce mi ustąpić miejsca mówi- niech pani idzie. Te panie chyba same zapomniały jak były w ciąży, a panom widać brakuje kultury. A pewnie wszyscy do kościoła latają. 
Dopiero zaczęła się awantura i nagonka na nastolatkę. Na szczęście, nie słyszę tego, bo wchodzę do gabinetu. Do dziś, jak widzę tę dziewczynę, mówię jej "Dzień dobry". 

źródło: komunikacja.tarnow.pl


TRYMESTR III 7-9 miesiąc

Sytuacja 1. Jadę pociągiem do męża. Mam ze sobą torbę i plecak. Do pociągu odwozi mnie chłopak mojej siostry. Pomaga mi z torbą. Pada deszcz, jest zimno, mimo, że to czerwiec. W pociągu chcę położyć torbę na półce, bo trochę przeszkadza współpasażerom. Kilku mężczyzn mnie mija, patrząc bez słowa. Podchodzi do mnie starsza pani, która jedzie z kilkuletnim wnuczkiem. 
-Proszę dać tę torbę. Pomogę pani ją włożyć, a później ją zdejmiemy. Gdzie pani wysiada?
-W Stargardzie -odpowiadam. 
- Ja jadę do Recza, ale poproszę konduktora, niech pani pomoże. W końcu kobiecie w ciąży należy się troszkę pomocy- uśmiecha się i puszcza do mnie oko.
-Dziękuję pani bardzo. Dzisiaj rzadko kto pomaga ciężarnym. Nie raz zamykano mi drzwi sklepowe, przepychano się obok, udając, że nie widzi się ciąży. Raz usłyszałam, że się nażarłam i próbuję wejść na chama do lekarza- mówię.
Starsza pani uśmiecha się, mówiąc:
- Smutne to, że najmniej szanuje się tych, którym szacunek najbardziej się należy. Cóż, jaki kraj, taka kultura osobista. A w tej Polacy nigdy się nie wyróżniali. 

Sytuacja 2. Zaczynam właśnie dziewiąty miesiąc ciąży. Jest wcześnie rano. Jadę pociągiem na obronę. Mój mąż mi towarzyszy. W pociągu jest jedna dziwnie zachowująca się kobieta. Na moje oko, jedzie na gapę. Gdy tylko nadchodzi konduktor, ta pani wchodzi do toalety i zamyka się w niej. Pod koniec podróży, tuż przed Poznaniem,, idę do toalety. Gdy jestem w środku nagle ktoś zaczyna dobijać się do drzwi. Gdy wychodzę, dostrzegam tę dziwną kobietę. Jest wściekła; konduktorka chciała sprawdzić jej bilet, którego- jak podejrzewałam- nie miała. Dostaje karę do zapłaty. Gdy wychodzimy z pociągu, staje przede mną i mówi ze złością:
- Ty kurwo, oby cię szlag trafił. 
- Gratuluję kultury osobistej. - odpowiadam. Ta kobieta ma szczęście, że mój mąż nie słyszał obelgi pod moim adresem. On na pewno nie byłby tak spokojny jak ja. 


źródło: forum.mjakmama24.pl

Sytuacja 3. Ten sam dzień, jesteśmy już na uczelni. Stoimy z grupą osób, które razem ze mną mają obronę. Nie znam ich, nie ma tam nikogo z mojej specjalności. Mimo to, od razu jak przychodzimy, dziewczyny mówią:
- O ty laska wejdziesz pierwsza, żebyś nie musiała czekać i denerwować się i maluszka w brzuchu.
Tak jak mówiły, wchodzę pierwsza. Komisja jest przesympatyczna. Bronię się na 5. Dzięki temu, że tak wcześnie mogłam wejść, zdążyliśmy z Łukaszem na pociąg przed południem. Nie musimy jechać w najgorszych godzinach, gdy jest pełno osób i temperatura nie do zniesienia ( jest połowa lipca, bardzo słoneczny dzień). 

Podałam tylko kilka przykładów. Generalnie, w czasie mojej ciąży pomogło mi ok. 10 osób. Mało czy dużo? A może akurat? Powiem tak: słabo u nas z kulturą osobistą i słabo z szacunkiem wobec kobiet ciężarnych. Szkoda, że rodzice i szkoły rzadko poruszają tematy o zachowaniu dobrych manier wobec innych osób. Bo pamiętajcie, że czym skorupka za młodu nasiąknie...

środa, 29 kwietnia 2015

Moja ciąża, sprawa publiczna- czy i jak wypada chwalić się oczekiwaniem potomka. Bon ton ciążowy cz.1.

Czy Was też wkurza chwalenie się ciążą na portalach społecznościowych? Tak brzmi tytuł jednej z dyskusji na forach, jakiej postanowiłam się przyjrzeć. Takie oto cytaty są zastanawiające:

" dziewczyny teraz bardzo upubliczniają swoje życie prywatne jakby to kogoś obchodziło, wstawiają pełno fotek z chłopakiem, jak się całuje, jak jest w ciąży wstawiają pierwsze zdjęcie z usg, jak jest w zaawansowanej to potrafi taka kretynka całe brzuszysko odsłonić  i wywalić na wierzch żeby każdy zobaczył że ona jest w ciąży! a jak już bachor się urodzi to nawali tych zdjęć że nie wiadomo na co patrzeć, pierwsze zdjęcie kąpieli, pieluszki, pierwsze jedzonko, niedługo będą wstawiać foty z pierwszego seksu, pocałunku, nawet z porodu jak główka wychodzi!
To już nawet nie jest śmieszne, to jest żałosne, idiotki w wieku 18-25 lat myślą że ciąża i urodzenie dziecka to szczyt osiągnięcia i trzeba się tym pochwalić całemu światu. Ja rozumiem jedno zdjęcie ślubne sobie wstawić i jedno dziecka kiedy już się urodzi całe i zdrowe, ale nie 100 fotek bachora jakie ono jest sweet niech każdy widzi :P albo zdjęcie wywalonego brzucha w ciąży, przecież to jest odpychające, niesmaczne, obrzydliwe, już nie wspomnę że taka dziewczyna nie ma za grosz wstydu wywalając kawał cielska jak świnia..."


"Pochwalić to się można kiedy np. ktoś otwiera własną działalność, biznes, pojedzie na egzotyczne wakacje czy pomaga ludziom, zwierzętom, ale nie ciążą, usg czy nawet dzieckiem, bo rozumiem dzieckiem można ale wstawić jedno najwyżej 2 zdjęcia i tyle, podzielić się tą radością bo to normalne ale nie cały czas, bo to żadne osiągnięcie, miliardy ludzi na tej ziemi tak ma od wieków, urodzenie dziecka jest najprymitywniejszą formą osiągnięcia czegokolwiek"


Ile jadu jest w tych wypowiedziach, prawda? Wiadomo, że "haters gonna hate", ale z drugiej strony... Są pewne granice. Zgadzam się, że wstawianie co chwila zdjęć z usg płodu nie powinno mieć miejsca. Dlaczego? BO CIĄŻA JEST SPRAWĄ INTYMNĄ, TWOJĄ I DOPÓKI MALUCH NIE JEST NA ŚWIECIE- CAŁY I ZDROWY- DAJ SOBIE SIANA Z POKAZYWANIEM JEGO ZDJĘĆ NA FB CZY INNYCH PORTALACH SPOŁECZNOŚCIOWYCH. 
źródło: demotywatory.pl


Że krzyczę? Napisałam swoją opinię dużymi literami, bo- po pierwsze- mam prawo, po drugie- uważam, że są pewne granice. Zobaczcie na to z tej perspektywy- intymności. Co jest dla Was sprawą intymną? Waszą, o którą należy dbać? Moim zdaniem, ciąża i Wasze ciała takie są. Sorry, ale czy pokazujecie zdjęcia rtg lub usg innych organów niż macica, w której rozwija się życie? Wątpię, żeby ktoś wstawiał zdjęcie np. zęba albo płuc. Czy naprawdę uważacie, że obraz od ginekologa powinien być sprawą publiczną? Albo zdjęcia ze szpitala już po urodzeniu Malucha. Widziałam nie raz fotki świeżo upieczonych mam, dzieci w mazi tuż po przyjściu na świat. I wiecie co? Wątpię, żeby te matki były zadowolone, ze ich partner/ mąż wstawił takie zdjęcie, jak są wykończone i wyglądają nieciekawie. Nie dlatego, żeby się lansować. Ale kto lubi oglądać siebie po ogromnym wysiłku? Pomyślcie z perspektywy siebie jako dzieci- naprawdę chcielibyście zobaczyć za kilka- kilkanaście lat swoje zdjęciu świeżo po urodzeniu, z porodówki? Ja wysiadam. 

W końcu, pomyślcie o tym z perspektywy jakiegoś- czego absolutnie nikomu nie życzę, ale ciąża i poród są nieprzewidywalne- wydarzenia. Co jeśli stanie się coś złego? Będziecie mieć ochotę odpowiadać na wszystkie pytania na portalach społecznościowych? Wątpię. 

Na koniec, przewrotnie- coś pozytywnego wprost ze strony poświęconej parentingowi. Komentarz pod helterską litanią:

"nie spinajcie się tak bo wam żyłka pęknie, wy się tu spinacie i sracie a one dalej beda wstawiac foty usmiech. nie rozumiem po co ten bulwers, nie patrz jak nie lubisz albo wywal ze znajomych usmiech.gif ale chyba ty lecisz na ilosc a nie jakosc znajomych bo plujesz jadem, gdyby to byli w jakims stopniu wazni dla Ciebie ludzie, to chetnie bys obejrzala dzieciaczki czy te wielkie brzuchole ;p buziaczki milego wieczorku ;*". (pisownia oryginalna)

Pozdrowienia. Mama Zła Rada.