Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fejsbuk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fejsbuk. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 września 2016

Zła Rada Mamy nr 1- nie oceniaj, bo sam zostaniesz oceniony

Dziś rzecz o ocenianiu i hejtowaniu innych. 

Odnoszę często wrażenie, że pod tym względem Polacy są mistrzami świata. Nienawiść wobec innych, tylko z racji tego, że coś im się nie udało, to nasz sport narodowy. Jako, że blog mój poświęcony jest parentingowi, skupimy się na hejcie rodziców wobec rodziców. 

Znacie ten obrazek, gdy robicie zakupy, spieszy się wam (albo i nie) i nagle przez sklep przechodzi krzyk, ryk jakiegoś bachora (takie myśli kłębią się w głowie a propos delikwenta). 
- Daj mi to! - albo- Ja to chcę! Już! Kup mi!

Matka lub ojciec bachora najczęściej czerwienią się i zaczynają zachowywać, jakby chcieli zapaść się pod ziemię. Całym ciałem krzyczą niemo" mnie tu nie ma, nie patrzcie na mnie). No bo przecież żyjemy w czasach, gdy nie wypada dziecku zwrócić uwagi, nie wypada krzyczeć na nie w otoczeniu innych ludzi- albo-o zgrozo! wymierzyć sprawiedliwość ręką ojcowską bądź matczyną, dając gówniarzowi klapsa. 

Gapie zaś zacierają ręce. Bo już jest temat na posta na fejsika, na hejcik ze znajomymi. Siądą przed komputerami po powrocie z zakupów i będą spamować ściany znajomych swoimi złotymi myślami. Pełno będzie rad, pedagogiką zalatujących. Że ci rodzice to niezaradni, że te dzieci to rozwydrzone bachory, dyrygujące życiem stworzycieli. Poziom zajebistości podniesie się o 100. No bo przecież oni nie mają TAKICH problemów. 

Taaa...

Życie ma na szczęście to do siebie, nie rychliwe jest, ale sprawiedliwe. Jak mawiają jankesi, Karma is a bitch...

Łatwo jest oceniać innych. Tylko nikt nie pamięta o tym, że zawsze znajdzie się lepszy mocarz i skrytykuje nas. I może utrze trochę tego wszędobylskiego, wrednego nochala, który węszy pseudo afery i musi jeszcze je rozdmuchać na fejsie. 

Prawda jest taka, że dziecko może mieć gorszy dzień. Że rodzic może mieć gorszy dzień. Słabszy, że mu się nie chce, albo nawtykano mu, że należy bezstresowo wychowywać dziecko. Wmawia mu się, że jest złym rodzicem i musi być lepszy, uważniejszy, wyrozumiały. Łatwo się w tym wszystkim pogubić. Łatwo odpuścić dziecku. Łatwo wykształcić w nim złe nawyki. Tak samo, jak łatwo stać się ofiarą hejterów. 

Jedyne, co mi się z takimi wścibskimi ludźmi kojarzy to kompleksy. Bo trzeba być bardzo zakompleksioną osobą, by krytykować innych, sobie podnosząc ego. Taki nie odpuści, nie zrozumie, tylko będzie fejsbukowym celebrytą, bazującym na cudzym niepowodzeniu. Bo jak głosi przysłowie, nic tak nie uszczęśliwia, jak nieszczęście innych. 

I jedyne, co mogę powiedzieć rodzicom, którzy stali się ofiarami takich hejterów to- uśmiechnijcie się pod nosem i dajcie karmie robić swoje. Ona naprawdę wraca. 

Pozdro 600, 
MZR

sobota, 23 lipca 2016

Paparazzi

Dzisiaj napiszę trochę o zjawisku, które momentami mnie bardzo śmieszy, a momentami przeraża. Jako aktywny użytkownik mediów społecznościowych, jak facebook i instagram, obserwuję często strony poświęcone parentingowi i edukacji. Podglądam również inne blogi rodzicielskie, niektóre są ciekawe, inne wymuszone na bycie fajnymi, inne nudne jak flaki z olejem. Jak sami pewnie wiecie, ilość zdjęć dzieci, na jakie można się na tego typu stronach natknąć, jest ogromna. Czasem jest ich tyle, że jedna z moich znajomych stwierdziła, że- cytat- "rzygam dziećmi". Sama ostatnio prawie rzygałam, jak zobaczyłam pewną mamuśkę, ale po kolei...

Pojechaliśmy sobie w zeszłą sobotę nad jezioro. Spacerowaliśmy promenadą, zaliczyliśmy molo, kierunek ustawiliśmy na plac zabaw, by Prezesowa mogła się wyszaleć. Szalała, szalała, wygłupiała się ze swoim tatą, ja natomiast oddawałam się swojemu hobby- czyli obserwacji innych ludzi. Taki ze mnie socjolog z zamiłowania. W pewnej chwili moja uwagę przykuła- na pierwszy rzut oka- standardowa rodzinka 2+1. Na drugi rzut oka widać było, że głowa rodziny, czyli tata, ma ochotę się ewakuować, tylko nie bardzo ma chyba na taki krok odwagę. Mamuśka- postawna, z cycem i tyłkiem sporawym, taka domina z postawy- latała z jednym z najnowszych modeli lustrzanek w ręku za swoją latoroślą. Na moje oko, dzieciak- rodzaju męskiego, aczkolwiek bytowanie z taką matką skutecznie go wykastruje do osiemnastki- w wieku 15 miesięcy, półtora roku maksymalnie. Trzeba przyznać, że mamuśka paparazzo była wygimnastykowana- wiła się pomiędzy szczebelkami drabinek, by trafić jak najlepsze ujęcie. Tańczyła wokół młodego, gotowa była wejść do tunelu, ale jej figura stanowiła przeszkodę. "Synku, uśmiechnij się"- młody się ślini. "Piotrusiu, puść oczko"- Piotruś bach! na glebę. "Piciu, chodź do mamusi"- Piotruś spieprza w stronę tatusia. 

Lukam na ojca. Poziom zażenowania 100, czerwony, widać, że wstydzi się takiej baby. Albo bał się coś powiedzieć albo miał stan przedzawałowy, bo otwierał usta, zamykał, łykał powietrze, aż zaczęłam się obawiać, że będzie mu trzeba RKO zrobić na szybko. Mamuśka cyka dalej. Piotruś się ślini i ucieka przed nią. A głowa rodziny chce się schować pod ziemię. Taka sytuacja.
źródło:m.mjakmama24.pl


Na instagramie często obserwuję zdjęcia, za które mam ochotę chwycić mamuśki i tatuśków je wrzucających za kudły i walnąć łepetyną o ścianę, by trybiki zatrybiły. Ostatnio widziałam malucha ok. 6-9 miesięcznego, w...zlewie kuchennym, zanurzonego po uszy w pianie, a obok pięknie i z artyzmem ułożona kompozycja z kwiatów. Co za geniusz zanurza dziecku uszy w wodzie to raz, ale kurczaki- w zlewie kuchennym?! Serio... Albo zdjęcia z porodówki. Sorry, ale nie. Po prostu nie. To jest tak mega intymny moment, że nikt nie powinien poza rodzącą i jej partnerem tego oglądać. Ja- i miliony innych osób- jesteśmy co chwila bombardowani zdjęciami maluszków z pępowiną, zakrwawionych- super reklama w ramach 500 + - a ostatnio jakiś inteligent wrzucił zdjęcie dziecka z pępowiną i łożyskiem. Ja rozumiem, że są amatorzy porodu lotosowego, ale ani to zdrowe, ani mądre, a już na pewno niefajne, by wrzucać takie zdjęcie. Jako maluch ze zdjęcia, w dorosłym życiu zaskarżyłabym takich rodziców za straty moralne, spowodowane byciem podglądanym przez miliony followersów i żyłabym jak królowa z odszkodowania. Serio, rozumiem miłość do dziecka, ale cholera jasna- nie każdy chce oglądać takie obrazki. A po drugie daj dziecku odpocząć od aparatu, bo nabawi się fobii i będzie myśleć, że jest ofiarą stalkingu. 

Póki co, idę cyknąć fotę Prezesowej. A, i zbieram już kasę, gdyby kiedyś mnie pozwała za te fotki na insta i fejsie ;)


poniedziałek, 20 lipca 2015

Matki Polki na fejsie. Dlaczego się nie dziwię, że niektórzy cisną bekę z mamusiek na forach

Macie różne konta internetowe, więc pewnie nie raz zostaliście zaskoczenie przez posty nadgorliwych matek- Polek, zwanych przez jeden fan page na fejsie "terrorystkami laktacyjnymi". Zdjęcie dziecka jest dla nich zbyt banalne. One zamieszczają zdjęcia zawartości pieluszek, nocników, piszą absurdalne posty, jak ten poniżej:








Zastanawiam się, skąd te mamuśki się wzięły? Czy naprawdę ale to NAPRAWDĘ są aż tak głupie? Czy po prostu dały się zwariowac trendowi na baby boom? Czy zagubiły się w oplotach internetowych wątpliwości, parafrazując klasyka? Czy naprawdę uważają, że widok obślinionego, ząbkującego dziecka jest tym, którym trzeba terroryzowac innych? Nic dziwnego, że powstają strony jak beka z mamusiek na forach itp. itd. Bo jak tu nie cisnąć pompy z kobiet, które powinny- na chłopski rozum, cholera- w końcu są matkami, są odpowiedzialne nie tylko za siebie, ale i za dziecko, które urodziły- być inteligentne conajmniej jak pies, który potrafi wykonac komendy rzucone przez właściciela? Zastanawiam się, czy te mamuśki to jednak nie są jakieś nieudane prototypy z fabryk sztucznej inteligencji gdzieś w jueseju, gdzie zostały potraktowane jako odrzut? Zastanawiam się , kto wytrzymuje z takimi kobietami? Panowie, naprawdę nie ma wśród was bardziej ogarniętych lasek, które chcecie- i możecie- zapłodnić? A może i wy jesteście na ich poziomie? W końcu jak w starym przysłowiu- swój do swego ciągnie... 


Ja się nie dziwię, że potem, tuż po rozpoczęciu kampanii przez jedna fundacji treści przekazu tejże kampanii są bezlitośnie wyśmiewane przez cały internet. Kojarzycie, o jaką fundację i spot chodzi, prawda? Pośmiejmy się zatem razem, bo to- moim zdaniem- kompletnie nietrafiony spot. Wartości, jakie miał promować, są super, ale forma, w jaką je ujęto jest żenująco przewidywalna, zieje sterotypami i jest antyfeministyczna- w znaczeniu wieje mizoginem, ktory napisal scenariusz do tego spotu. I nic dziwnego, że potem powstają memy tego typu:






Pewnie mi się oberwie od "natchnionych" mamusiek, które uważają, ze każda kupka ich dzieci zasługuje na pokazanie całemu światu. Dziewczyny, puknijcie się w łeb gryzakiem albo zwiniętą pieluchą, zorganizujcie sesję aromaterapii przy zawartości pampersa i mam nadzieję, ze jak osiągniecie stan nirwany, to jednak zostanie wam trochę oleju w głowie i będziecie normalnymi, fajnymi matkami, a nie tymi, które, na porodówce, widząc po raz pierwszy swoje dziecko, móią, ze dostało tylko 10 lajków na fejsie, więc prosicie o inne.

Nara.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Czego życzyłyby sobie dzieci?

Odpowiadając na pytanie już w pierwszym zdaniu- KULTURY! 
Nie tej wysokiej- typu teatr, kino noir, muzyka klasyczna rodem z filharmonii.

Dzieci życzyłyby sobie kultury na co dzień. Kultury słowa. Przykład? Żeby nigdy Maluch siedzący w wózku nie musiał usłyszeć na swój (i swojej mamy) temat takich oto słow, wypowiadanych przez radosnego bo podchmielonego pana przechodnia:
-Ta to się kurwa telepie z tym wózkiem. 

Kultury gestu. Żeby nigdy żadna dorosła osoba nie zabroniła- stając w drzwiach tudzież łapiąc za rękę, aż siniak na nadgarstku się pojawi z powodu siły uścisku- odkrywać nowe miejsca. Żeby nie zabraniała tylko dlatego, że sama już jest leniwa i ma po dziurki w nosie zachwytów nad kolejnym kotkiem/ pieskiem/ wanną/ sedesem/ śmieciami. 


źródło: demotywatory.pl

Kultury myśli. Żeby w kraju, gdzie dzietność spada na łeb, na szyję, w kraju jedynym słusznym, gdzie katolicka myśl kreuje światopogląd, domodlony na klęczkach przez naród co niedziela w kościele, nikt już więcej nie ośmieszał na łamach prasy tudzież w mediach szeroko pojętych- małych istot godnych szacunku. Żeby nikt nie ważył się zakazywać Maluchom przebywać w miejscach publicznych, bo przecież mogą narobić w pieluchę i potem to robi się tylko kupa myślowa z udziałem dorosłych. Bo to im się nie podoba. Sorry, ale w obronie dzieci całego świata powiem może i wulgarnie, ale dosadnie- prawda jest taka, że sracie wszyscy. I kiedyś ktoś wam te tyłki podcierał. A jednak żaden berbeć nie zabroni wam chadzać na niedzielne obiadki do knajpy i szpanować hajsem zarobionym w swojej bardzo-ważnej- pracy. 

Dlatego, drodzy dorośli, nie narzekajcie, że młodzież nie taka, że brak jej kultury. W końcu od kogoś ta młodzież tenże brak przejęła...



niedziela, 31 maja 2015

Dzień Dziecka na leniucha

Dzisiaj miałam okazję dokonać ciekawych obserwacji socjologicznych w miejscu zwanym centrum handlowym. Wybrałyśmy się z siostrą i Zosią na przejażdżkę i małe zakupy. Zapomniałyśmy jednak, że napotkamy tłumy, gdyż:
a) jest niedziela, a centrum handlowe to najbardziej uniwersalny z "kościołów"
b) jutro jest Dzień Dziecka, więc Bardzo-Zapracowani-Rodzice zabiorą swoje pociechy do tego przybytku uciech by tam poskromić wyrzuty sumienia- a może spełnić "rodzicielski obowiązek"?- i uczestniczyć w zorganizowanych przez innych zabawach z okazji tegoż święta. A potem wieczorem albo jeszcze i w ciągu dnia- pochwalą się (facebook, twitter itd.) jak to fajnie było i jacy w ogóle są bajeranccy, że zabrali dziecko w to miejsce. 

źródło:demotywatory.pl
Widziałam różne przypadki. Jeden hardkorowy, gdy to maluch z gatunku podłogus awanturus urządził taką jatkę uszom moim i innych klientów jednej z drogerii, że w dodatku wywołał niepokój u mojej Zosi. Awanturnik miał lat około trzech. Powinien więc znać już podstawy życia społecznego i rozumieć, że jak mama wybiera kosmetyki, to za chwilę pójdzie do kasy. Ale nie, awanturnik rzuca się na podłogę i drze się wniebogłosy. Moje dziecko i kilkoro innych patrzy ze zdziwieniem i niepokojem. No bo, dlaczego ta dziewczynka płacze? Dlaczego krzyczy: "Pomocy"? Mama panny hałaśliwej próbuje załagodzić sytuację, ale nie bardzo jej to wychodzi. Kapituluje, kupując [sic!] coś słodkiego dziecku i uciekając czym prędzej ze sklepu. Patrzę po twarzach innych klientów. Wiecie, co zobaczyłam? Uśmiech pełen politowania. Taką pogardę, jakby mówili do ciebie: "Ale frajerka z tej matki. Nawet dziecka wychować nie potrafi".
Przypadek drugi: bitwa o...darmowe baloniki. Stoi dziewczyna, na oko nastolatka i robi dla dzieci różne zwierzaki z balonów. Ustawia się kolejka. My też czekamy, bo Zosia uwielbia baloniki. Słyszę z tyłu :" Mamo, a ja też takiego dostanę?"- patrzę , a to mała dziewczynka, taka czterolatka, idzie z mamą, pchającą wózek z kilkumiesięcznym niemowlakiem. Mama mówi do taty:" Idź z nią w tę kolejkę po tego pieprzonego balona".
Przypadek trzeci: sklep z artykułami dla dzieci. Mamuśka pcha dziecko do kasy- chłopiec, około 7 lat. Trzyma kilka zabawek- widzę, że to te z gatunku modne i drogie. Mamusia odstawiona, widać że robi tzw. karierę. Moje przypuszczenie potwierdza się, gdy słyszę: Mamo, a zrobisz mi naleśniki na kolację?
-Nie mam czasu, muszę zrobić raport na jutro. Ale zajedziemy do maka, wybierzesz sobie co chcesz- pada odpowiedź.
Po minie chłopca wnioskuję, że wszystkie maki świata chowają się do naleśników mamy. No ale ona nie może marnować swojego cennego czasu na tak banalną rzecz. 

Nie będę moralizować. Nie będę krytykować. Utwierdzam się tylko w przekonaniu, że na Dzień Dziecka trzeba życzyć Maluchom jednego:
fajnych rodziców, którzy nie przeklinają, nie wściekają się, potrafią wyznaczyć Wam mądre granice, zawsze mają dla Was i po prostu Was kochają. 




poniedziałek, 11 maja 2015

Czy zabawki edukacyjne edukują? Kto nam wciska kit (i dlaczego) o szybszym rozwoju dziecka dzięki super(drogim) gadżetom

Edukacja poprzez zabawę to marzenie każdego rodzica. Nie ma wtedy poczucia czasu straconego- jak wiele dorosłych uważa- na tak prozaiczną czynność, jaką jest zabawa. Otóż błąd- zabawa jest niezwykle istotna dla rozwoju dziecka. Dlaczego? Jest to czynność, która wyzwala pozytywne emocje, a jeśli dochodzi do tego nauka nowych umiejętności- dodatkowo działa motywacja do powtarzania nabytych umiejętności aż do utrwalenia ich jako nawyku. Jest to szczególnie ważne, by czynności najzwyklejsze- wydawałoby się- a jednak istotne z punktu widzenia przystosowywania się dziecka do otaczającego go świata, były doskonalone w dobrej atmosferze, pozbawionej przymusu i presji. 

W jakie zabawki warto inwestować? Pamiętajcie o tym, że dziecko to możliwości zarobku dla producentów zabawek, gier, i różnego rodzaju super bajerów dla Malucha. Wiele z oferowanych na rynku produktów jest niewartych swej ceny, mało tego- do rozwoju dziecka przyczyniają się w tak niewielkim stopniu, że pewnie niejeden z Was, Drodzy Czytelnicy, potrafiłby zrobić lepszą zabawkę edukacyjną hand made.

Na co KONIECZNIE NALEŻY ZWRÓCIĆ UWAGĘ, WYBIERAJĄC ZABAWKĘ EDUKACYJNĄ?

- czy zabawka posiada atesty znanych instytutów medycznych, higieny lub certyfikaty bezpieczeństwa

- z jakich materiałów została wykonana- uwaga na pochodzące z Chin plastiki- zwłaszcza stamtąd- ponieważ wiele z nich zawiera szkodliwe dla zdrowia bisfenole oraz melaminę

- dla dzieci w jakim wieku jest odpowiednia- chodzi m.in. o uniknięcie ryzyka połknięcia małych elementów

- czy wyprodukował ją znany na rynku producent, polecany przez znajomych rodziców, którzy swoje Maluchy już podchowali

- nie kierujcie się ceną- za drogie zabawki to po prostu opłaty za markę, zbyt tanie- mogą niestety zawierać szkodliwe dla zdrowia dziecka substancje (barwniki, bisfenole, itd.)


Dlaczego większość zabawek edukacyjnych jest droga? W bardzo dużej mierze działa tu efekt marketingowy, polegający na wytworzeniu wokół produktu atmosfery elitarności, tzn. im droższy= musi być najlepszy, bo z górnej półki, a przecież dziecko zasługuje na to, co najlepsze. I tak właśnie producenci, sieci sklepów z zabawkami robią nas w konia :) Dlatego nie dajcie się zwaiować i zawróćcie uwagę zwłaszcza na wiek dziecka, bo od niego zależy, na jakim etapie rozwoju Maluch jest i czego potrzebuje!!!

Jaka zabawka w jakim wieku?

- bobas miesięczny:

Dziecko w tym wieku widzi z odległości 20-30 cm, widzi tylko w kolorze czarnym i białym, nie rozpoznaje kolorów, rozpoznaje głos i zapach mamy, uspokajają je niskie dźwięki, a głośne lub nagłe hałasy mogą niemowlę przestraszyć.

Odpowiednią zabawką będzie karuzela, czy grający pluszak. Jednak w tym wieku najważniejsza jest obecność mamy, przytulanie, głaskanie, tulenie w ramionach, kołysanie. Dziecko uspokaja się przy kołysankach.

§- bobas dwumiesięczny:

Kopie i macha rączkami, przygląda się przedmiotom w jaskrawych kolorach, wodzi wzrokiem za zabawką.

Dobrą zabawką dla takiego malucha będą przyrządy gimnastyczne. Zabawki takie rozwijają umiejętności wzrokowe, słuchowe, motoryczne. Dziecko kopie, uderza i próbuje złapać przedmioty wiszące nad nim.

- Maluch trzymiesięczny:

Dziecko zaczyna widzieć świat w trzech wymiarach, skupia uwagę na twarzach, podąża za głosem, widzi jeden przedmiot obojgiem oczu. Zaczyna rozumieć związek przyczynowo- skutkowy. Gdy uderzy w zabawkę, a ona się poruszy, będzie się starało powtórzyć tą czynność. Dzieci w tym wieku potrafią również przytrzymać grzechotkę i nią potrząsnąć.

Dobrą zabawką będą grzechotki, bezpieczne lustereczka.

- czteromiesięczny gigant:

Dziecko rozpoznaje znajome twarze, coraz lepiej chwyta przedmioty. Koordynacja między patrzeniem a sięganiem jest trudna, ale w jej doskonaleniu pomogą dziecku grzechotki. Dziecko poznaje również świat poprzez dotyk, dlatego sprawdzą się zabawki o różnych fakturach.

-idealne dla pięciomiesięcznego dziecka:

Maluch doskonali swoje umiejętności, zaczyna badać wszystko ustami, zabawki i nawet swoje nóżki wkłada do buzi. Żywo reaguje na swoje odbicie w lustrze. Do kolekcji zabawek można dodać grzechotki grające.

źródło:gwe24.pl


-półroczniak:

Niektóre dzieci już siedzą samodzielnie i pełzają leżąc na brzuchu. Warto wprowadzić zabawki ruszające się, dziecko będzie starało się uchwycić taką przemieszczającą się zabawkę. Niektóre dzieci zaczynają ząbkować, dlatego warto kupić gryzaczek. Dziecko podąża również wzrokiem za zabawką, którą upuści. Przydatną zabawką będzie piramidka z kółek. Warto w tym wieku zacząć nazywać rzeczy i czynności.

--siedmiomiesięczny Maluch:

Dziecko w tym wieku reaguje na swoje imię, rozpoznaje znajome melodie i zaczyna rozumieć pewne słowa. W tym wieku zaczyna się nauka raczkowania. Niektóre dzieci zaczynają podciągać się i przemieszczać wzdłuż mebli. Dziecko chwyta przedmioty z użyciem kciuka.

Dobrymi zabawkami są te polegające na dopasowywaniu kształtów, które rozwijają zdolność rozwijania problemów. Odpowiednie będą też zabawki, które uczą raczkowania, jak toczące się kule. Dzieci w tym wieku lubią też zabawki, które reagują na pewne zachowania, np.: farmy muzyczne, misie edukacyjne.

-przydadzą się ośmiomiesięcznemu niemowlakowi :

Maluch jest coraz ciekawszy świata. Upuszcza celowo przedmiot, aby obserwować jak spada. Próbuje sam siadać. Chwyta zabawki kciukiem i palcami. Zaczyna naśladować dźwięki i gesty.

Odpowiednie są zabawki z różnymi przyciskami, jak telefony zabawkowe. Zabawki naśladujące dźwięki.

-bobas dziewięciomiesięczny:

Naśladuje inne osoby. Wyznacza sobie cel i potem stara się go osiągnąć. Potrafi chwytać drobne przedmioty za pomocą kciuka i palca wskazującego.

Dziecko chętnie będzie się bawiło zabawkami rozwijającymi zdolność mówienia.

-idealne w dziesiątym miesiącu życia:

Dziecko zaczyna wypowiadać pierwsze słowa, lubi naśladować dźwięki zwierząt. Lubi zabawę w akuku. Potrafi znaleźć przedmiot, który zniknie mu z oka. Zaczyna rozumieć pierwsze polecenia, jak daj. Zaczyna przygodę z chodzeniem.

Dobrą zabawką będą pchacze do nauki chodzenia, zabawki dźwiękowe i edukacyjne.

-przydatne dla jedenastomiesięcznego giganta:

Maluch doskonali swoje umiejętności mówienia, chodzenia. Świetne zabawki dla niego to te do pchania i ciągnięcia. Fajną zabawą będzie też chowanie przedmiotów jeden w drugi, czy łączenie ich ze sobą. Dzieci też chętnie bawią się turlając piłkę. Chętnie też huśtają się, czy kopią w piaskownicy. Maluchy żywo reagują na inne dzieci, jednak nie potrafią się z nimi bawić.

-"pierwszoroczniak"

Dzieci w tym wieku rozumieją dużo, potrafią przewidywać nasze zachowania. Wiedzą, że gdy się ubierają, to wyjdą na dwór. Maluchy naśladują nasze czynności, takie jak korzystanie z telefonu, sprzątanie, mieszanie, popychanie wózka, ubieranie. Dobrymi zabawkami są: czajniczek z kubeczkami, żelazko plastikowe, narzędzia, samochodziki, kręgle, telefon zabawkowy, bębenek, flet, tamburyno i wiele innych. Wybór zaczyna być naprawdę szeroki.


Oczywiście dzieci rozwijają się w swoim tempie i nie każde dziecko w wieku roku będzie już chodziło. Również należy pamiętać, że dzieci mają swoje upodobania, nie każdemu dziecku przypadnie do gustu zabawa piramidką, czy organkami. Wybierając zabawki należy pamiętać o indywidualnych cechach naszej pociechy.



środa, 29 kwietnia 2015

Moja ciąża, sprawa publiczna- czy i jak wypada chwalić się oczekiwaniem potomka. Bon ton ciążowy cz.1.

Czy Was też wkurza chwalenie się ciążą na portalach społecznościowych? Tak brzmi tytuł jednej z dyskusji na forach, jakiej postanowiłam się przyjrzeć. Takie oto cytaty są zastanawiające:

" dziewczyny teraz bardzo upubliczniają swoje życie prywatne jakby to kogoś obchodziło, wstawiają pełno fotek z chłopakiem, jak się całuje, jak jest w ciąży wstawiają pierwsze zdjęcie z usg, jak jest w zaawansowanej to potrafi taka kretynka całe brzuszysko odsłonić  i wywalić na wierzch żeby każdy zobaczył że ona jest w ciąży! a jak już bachor się urodzi to nawali tych zdjęć że nie wiadomo na co patrzeć, pierwsze zdjęcie kąpieli, pieluszki, pierwsze jedzonko, niedługo będą wstawiać foty z pierwszego seksu, pocałunku, nawet z porodu jak główka wychodzi!
To już nawet nie jest śmieszne, to jest żałosne, idiotki w wieku 18-25 lat myślą że ciąża i urodzenie dziecka to szczyt osiągnięcia i trzeba się tym pochwalić całemu światu. Ja rozumiem jedno zdjęcie ślubne sobie wstawić i jedno dziecka kiedy już się urodzi całe i zdrowe, ale nie 100 fotek bachora jakie ono jest sweet niech każdy widzi :P albo zdjęcie wywalonego brzucha w ciąży, przecież to jest odpychające, niesmaczne, obrzydliwe, już nie wspomnę że taka dziewczyna nie ma za grosz wstydu wywalając kawał cielska jak świnia..."


"Pochwalić to się można kiedy np. ktoś otwiera własną działalność, biznes, pojedzie na egzotyczne wakacje czy pomaga ludziom, zwierzętom, ale nie ciążą, usg czy nawet dzieckiem, bo rozumiem dzieckiem można ale wstawić jedno najwyżej 2 zdjęcia i tyle, podzielić się tą radością bo to normalne ale nie cały czas, bo to żadne osiągnięcie, miliardy ludzi na tej ziemi tak ma od wieków, urodzenie dziecka jest najprymitywniejszą formą osiągnięcia czegokolwiek"


Ile jadu jest w tych wypowiedziach, prawda? Wiadomo, że "haters gonna hate", ale z drugiej strony... Są pewne granice. Zgadzam się, że wstawianie co chwila zdjęć z usg płodu nie powinno mieć miejsca. Dlaczego? BO CIĄŻA JEST SPRAWĄ INTYMNĄ, TWOJĄ I DOPÓKI MALUCH NIE JEST NA ŚWIECIE- CAŁY I ZDROWY- DAJ SOBIE SIANA Z POKAZYWANIEM JEGO ZDJĘĆ NA FB CZY INNYCH PORTALACH SPOŁECZNOŚCIOWYCH. 
źródło: demotywatory.pl


Że krzyczę? Napisałam swoją opinię dużymi literami, bo- po pierwsze- mam prawo, po drugie- uważam, że są pewne granice. Zobaczcie na to z tej perspektywy- intymności. Co jest dla Was sprawą intymną? Waszą, o którą należy dbać? Moim zdaniem, ciąża i Wasze ciała takie są. Sorry, ale czy pokazujecie zdjęcia rtg lub usg innych organów niż macica, w której rozwija się życie? Wątpię, żeby ktoś wstawiał zdjęcie np. zęba albo płuc. Czy naprawdę uważacie, że obraz od ginekologa powinien być sprawą publiczną? Albo zdjęcia ze szpitala już po urodzeniu Malucha. Widziałam nie raz fotki świeżo upieczonych mam, dzieci w mazi tuż po przyjściu na świat. I wiecie co? Wątpię, żeby te matki były zadowolone, ze ich partner/ mąż wstawił takie zdjęcie, jak są wykończone i wyglądają nieciekawie. Nie dlatego, żeby się lansować. Ale kto lubi oglądać siebie po ogromnym wysiłku? Pomyślcie z perspektywy siebie jako dzieci- naprawdę chcielibyście zobaczyć za kilka- kilkanaście lat swoje zdjęciu świeżo po urodzeniu, z porodówki? Ja wysiadam. 

W końcu, pomyślcie o tym z perspektywy jakiegoś- czego absolutnie nikomu nie życzę, ale ciąża i poród są nieprzewidywalne- wydarzenia. Co jeśli stanie się coś złego? Będziecie mieć ochotę odpowiadać na wszystkie pytania na portalach społecznościowych? Wątpię. 

Na koniec, przewrotnie- coś pozytywnego wprost ze strony poświęconej parentingowi. Komentarz pod helterską litanią:

"nie spinajcie się tak bo wam żyłka pęknie, wy się tu spinacie i sracie a one dalej beda wstawiac foty usmiech. nie rozumiem po co ten bulwers, nie patrz jak nie lubisz albo wywal ze znajomych usmiech.gif ale chyba ty lecisz na ilosc a nie jakosc znajomych bo plujesz jadem, gdyby to byli w jakims stopniu wazni dla Ciebie ludzie, to chetnie bys obejrzala dzieciaczki czy te wielkie brzuchole ;p buziaczki milego wieczorku ;*". (pisownia oryginalna)

Pozdrowienia. Mama Zła Rada.