Pokazywanie postów oznaczonych etykietą radość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą radość. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 grudnia 2016

Wracam z przytupem (inaczej zwariuję)

Witam, witam, wszystkich wiernych i nowych Czytelników MZR.

 Brakowało mi pisania, brakowało mi wiadomości od Was, brakowało mi radości z twórczości. Nie będę się wybielać, że dużo pracy (prawda), że dużo obowiązków (prawda), że zero czasu dla siebie w ostatnich 2 miesiącach (oj, prawda). Nie będę, bo to tak naprawdę zwykłe pierdolenie o szopenie rozżalonej mamuśki by było. A ja przecież...Nie jestem rozżaloną mamuśką. 

Faktem jest, że zaniedbałam bloga straszliwie, a potem się wkurzałam na siebie. A to, że wszystkie tematy już poruszono na blogach parentingowych. A ja nie lubię tego, co powtarzalne. A to, że inne mamy chyba w totka wygrały, że mają taki zadziabisty pr i piękne zdjęcia, grafikę pod ich blog robioną. A ja ani fotografem, ani grafikiem nie jestem. Mało tego, nie mam zbyt wile czasu, by się tego nauczyć. Bo przecież wszystkiego można się nauczyć, a ja mam szczęście należeć do tej grupy osób, które nieważne, co to, ale uczą się szybko i chętnie. 

Jak sami widzicie, z tymi wszystkimi zagwozdkami, nie było daleko do marudzenia i typowo polskiego narzekania. Na szczęście, nie jestem taką osobą. Ci co mnie znają, wiedzą, że bliżej mi do wojownika, który obmyśli strategię jak zrobić, by było więcej niż dobrze. No więc myślałam, czasem przez to myślenie później zasypiałam, ale w końcu wymyśliłam. 

Najlepsze co mogę zrobić, by Mama Zła Rada znów działała jak należy, to pisać o tym, o czym sama chcę czytać. Nie interesują mnie posty z tzw. dupy czyli kochani, założyłam się z mężem, że jak zbiorę pod tym postem 5000 lajków, to mam wolną sobotę i jadę do SPA a on zajmuje się dziećmi. Żenada w ogóle wstawić takiego posta. Po pierwsze, jakiego masz chujowego męża, że musisz się z nim zakładać o takie rzeczy? Czyli że co, na co dzień nie zajmuje się dziećmi? Po drugie, to takie trochę dupczenie lajkami. A to już trąci kurestwem internetowym. 

Aha, jak sami widzicie, język mój też nie należy do najłagodniejszych. Ale takie jest życie- brutal and zasadzkas i czasami kopas w dupas. Życie - zwłaszcza rodzica- to nie reklama mleka w proszku, gdzie bogata mama siedzi w wielkim pięknym domu, zadbana, z czystym dzieckiem, radośnie pijącym sztuczne mleko z trendowej butelki. Nie, życie to nie cukierkowy świat wymyślony przez speców od marketingu. 

Dlatego u Mamy Złej Rady nie znajdziecie słitaśnych postów jak to uszytki zrobiliśmy albo jakie krzywe łańcuchy nam wyszły. Nie, nie. Nie będę marnować internetu na takie gówna. 

źródło:keep-calm-o-matic.com


Przeczytacie na pewno o sprawach, które zajmują każdego rodzica. Bez lukru. Z ironią. Ale bez kitu, jaki wciskają Wam na temat rodzicielstwa blogerzy, jakich mogę nazwać co najwyżej bubblegum bloggers. Dlaczego tak? Bubblegum to angielski termin na gumę do żucia - jako symbol w kulturze masowej produkt ten występuje najczęściej jako słodki i różowy. Mnie jest bliżej do gorzkiej czekolady z nutą chilli. 

Umiem liczyć, więc liczę na siebie. I liczę, że wróciłam na dobre. Następny post o tym, co mnie wkurwia we współczesnych rodzicach - pisany z punktu widzenia pedagoga pracującego z dziećmi i młodzieżą, jakim jestem. A psują dzieci na potęgę a potem się dziwią, że mają z nimi problem. 

Pozdro,

MZR

poniedziałek, 20 lipca 2015

Matki Polki na fejsie. Dlaczego się nie dziwię, że niektórzy cisną bekę z mamusiek na forach

Macie różne konta internetowe, więc pewnie nie raz zostaliście zaskoczenie przez posty nadgorliwych matek- Polek, zwanych przez jeden fan page na fejsie "terrorystkami laktacyjnymi". Zdjęcie dziecka jest dla nich zbyt banalne. One zamieszczają zdjęcia zawartości pieluszek, nocników, piszą absurdalne posty, jak ten poniżej:








Zastanawiam się, skąd te mamuśki się wzięły? Czy naprawdę ale to NAPRAWDĘ są aż tak głupie? Czy po prostu dały się zwariowac trendowi na baby boom? Czy zagubiły się w oplotach internetowych wątpliwości, parafrazując klasyka? Czy naprawdę uważają, że widok obślinionego, ząbkującego dziecka jest tym, którym trzeba terroryzowac innych? Nic dziwnego, że powstają strony jak beka z mamusiek na forach itp. itd. Bo jak tu nie cisnąć pompy z kobiet, które powinny- na chłopski rozum, cholera- w końcu są matkami, są odpowiedzialne nie tylko za siebie, ale i za dziecko, które urodziły- być inteligentne conajmniej jak pies, który potrafi wykonac komendy rzucone przez właściciela? Zastanawiam się, czy te mamuśki to jednak nie są jakieś nieudane prototypy z fabryk sztucznej inteligencji gdzieś w jueseju, gdzie zostały potraktowane jako odrzut? Zastanawiam się , kto wytrzymuje z takimi kobietami? Panowie, naprawdę nie ma wśród was bardziej ogarniętych lasek, które chcecie- i możecie- zapłodnić? A może i wy jesteście na ich poziomie? W końcu jak w starym przysłowiu- swój do swego ciągnie... 


Ja się nie dziwię, że potem, tuż po rozpoczęciu kampanii przez jedna fundacji treści przekazu tejże kampanii są bezlitośnie wyśmiewane przez cały internet. Kojarzycie, o jaką fundację i spot chodzi, prawda? Pośmiejmy się zatem razem, bo to- moim zdaniem- kompletnie nietrafiony spot. Wartości, jakie miał promować, są super, ale forma, w jaką je ujęto jest żenująco przewidywalna, zieje sterotypami i jest antyfeministyczna- w znaczeniu wieje mizoginem, ktory napisal scenariusz do tego spotu. I nic dziwnego, że potem powstają memy tego typu:






Pewnie mi się oberwie od "natchnionych" mamusiek, które uważają, ze każda kupka ich dzieci zasługuje na pokazanie całemu światu. Dziewczyny, puknijcie się w łeb gryzakiem albo zwiniętą pieluchą, zorganizujcie sesję aromaterapii przy zawartości pampersa i mam nadzieję, ze jak osiągniecie stan nirwany, to jednak zostanie wam trochę oleju w głowie i będziecie normalnymi, fajnymi matkami, a nie tymi, które, na porodówce, widząc po raz pierwszy swoje dziecko, móią, ze dostało tylko 10 lajków na fejsie, więc prosicie o inne.

Nara.

wtorek, 23 czerwca 2015

Mały krok dla dziecka, a dla reszty sprawa wagi państwowej (ciężkiej)

Czyj Maluch właśnie zaczyna chodzić, ręka w górę?
Na pewno jesteście zalewani dobrymi radami od swoich mam, babć, ojców itede itede..."Jak raczkuje, nie będzie długo chodzić", "Jak pełza do tyłu, coś jest nie tak", "Jak zacznie chodzić, będziecie mieć przerąbane"... Serio z tych wszystkich tekstów wynika, że rozwój dziecka jest czymś złym, a najlepiej dla ludzkości byłoby gdybyśmy nie nauczyli się chodzić. 



Albo zupełnie odwrotnie- Twój Maluch ma już około roku i nie spieszy mu się do stawiania pierwszych kroków? To na pewno coś z nim nie tak- usłyszysz nie raz. Hej! Czy wszyscy uczymy się nowych czynności jednakowo szybko? Nie. Czyli co możesz zrobić? Daj dziecku czas. Nie oznacza to, że masz siedzieć bezczynnie. Możesz wspierać rozwój ruchowy dziecka poprzez rzadsze noszenie go na rękach, kładzenie zabawek poza zasięgiem rąk, tak, by chcąc ich dosięgnąć, musiało się ruszyć. Twoje dziecko jest wystarczająco mądre, by wykombinować, że da radę tylko musi włożyć w to trochę wysiłku. Kładź Malucha na brzuchu, wzmocni dzięki temu mięśnie kręgosłupa i będzie siedzieć stabilniej i być może szybciej zacznie raczkować i chodzić. Aha, raczkowanie jest zdrowe- nie słuchaj osób, które mówią, ze tak nie jest. Każdy fizjoterapeuta powie Ci, że dzięki raczkowaniu kształtuje się prawidłowa postawa, wzmacniają mięśnie i stawy. Ponadto, pracują obie półkule mózgu, bo sekwencja ruchów w raczkowaniu to np.: prawa rączka- lewa nóżka. Dzięki tym naprzemiennym ruchom tworzą się połączenia nerwowe między lewą półkulą (tzw. logiczną) i prawą (tzw. twórczą). 

Kiedy do lekarza? Gdy dziecko nie chodzi w wieku ok. 18 miesięcy. Półtoraroczny Maluch powinien już poruszać się w miarę sprawnie w pozycji pionowej, o własnych siłach. 

źródło: dzieci.pl
Mity związane z chodzeniem dziecka: Chodzik jest super. 

Co dzieje się, gdy włożymy dziecko do chodzika? Najprościej rzecz ujmując wszystkie te płynne procesy rozwojowe zostają zakłócone. Maluch w chodziku, można powiedzieć ani tak naprawdę nie siedzi ani nie chodzi. Pozycja w chodziku jest, więc nienaturalna, malec jest tak posadzony, aby jednocześnie mógł odbijać się paluszkami od ziemi, aby móc poruszać się. Dziecku oczywiście będzie się podobać w chodziku, szczególnie, kiedy zorientuje się jak szybko może się w nim przemieszczać, ale przecież samo nie zdaje sobie sprawy jak bardzo może być to niebezpieczne.

Dziecko w chodziku nie uczy się prawidłowej oceny odległości, stopniowej umiejętności utrzymywania równowagi, nie ma mowy o doświadczeniach związanych z przenoszeniem ciężaru ciała z jednej strony na druga, ze stopy na stopę.

*Poruszanie się w chodziku zamiast zachęcić dziecko do chodzenia, będzie malucha rozleniwiać. W naturalnym rozwoju dziecko, które zaczyna chodzić, gdy chce dotrzeć do czegoś szybko wraca do raczkowania, ale to jest naturalne, oparte na prawidłowych wzorcach. Dziecko, które zaczęło korzystać z chodzika, zanim osiągnęło umiejętność raczkowania, wyjęte z tego chodzika nie ma się, czym posłużyć, gdy chce szybko dotrzeć do czegoś.

*Aby maluch zaczął chodzić potrzebna jest prawidłowa praca – prawidłowe wydłużenie określonych grup mięśniowych utrzymujących miednicę w prawidłowym ustawieniu, a w chodziku ten proces zostaje spowolniony i ograniczony.

*Praca stóp w chodziku jest bardzo nieprawidłowa. Dziecko odbija się palcami, nie uczy się propulsji stópek, czyli przetaczania ich od pięty do palców, stopy nie odbierają bodźców z podłoża całą powierzchnią. Nie rzadko dzieci chodzikowe mają późniejsze problemy z koślawym ustawieniem stóp.

*Jeśli wsadzimy do chodzika dziecko, które jeszcze nie raczkuje to prawdopodobnie nie zacznie już raczkować, a to bardzo pozytywny etap rozwoju przynoszący wiele korzyści i choć są dzieci, które nie raczkują nie warto pozbawiać dziecko tego przez używanie chodzika.

Dlatego nie dajcie się zwariować, nie kupujcie chodzików, nie słuchajcie "dobrych rad", tylko dajcie dziecku czas. Aż w końcu przyjdzie dzień, gdy samo zrobi TEN PIERWSZY KROK :)

wtorek, 19 maja 2015

Jedziemy na wycieczkę, bierzemy misia w teczkę- gdzie zabrać swoje pociechy, by wspomnienia były super.

Najlepsze, co każdy rodzic może dać swojemu dziecku to czas. A ten najlepiej spędzić w jakimś ciekawym miejscu. Maluch wtedy chłonie wiedzę jak gąbka- nie słyszy tylko opowieści o jakimś miejscu, tylko w nim przebywa, widzi je, słyszy dźwięki, czuje zapachy, przeżywa różne emocje. Gdzie warto zabrać swoją pociechę, żeby miało jak najlepsze wspomnienia? Oto kilka propozycji:

Las

Las niedaleko domu może być naprawdę fascynującym miejscem dla każdego Malucha. Możesz mu pokazać zwierzaki, jakie tam żyją, jak np. ptaki czy też owady. Możesz powiedzieć mu o drzewach i roślinach takich jak na przykład jagody- mamy z nich smaczny dżem, którym możemy posmarować naleśniki, czy grzyby, z których można zrobić zupę czy sos.  

Ośrodek agroturystyczny

Dziecko można zabrać do ośrodka agroturystycznego, gdzie Maluch może poobserwować karmienie zwierząt, dojenie krów, jak również zapoznać się z wiejskimi zwyczajami. Często w takich ośrodkach można zorganizować ognisko lub grilla, a zimą kulig.

Rejs statkiem

Rejs statkiem może odbyć się niekoniecznie nad morzem. Także istnieje taka możliwość w wielu miastach Polski, korzystając z tramwajów wodnych. Przepłynięcie kilkuset metrów będzie z pewnością dla malucha sporym przeżyciem. Ahoj, przygodo!

Na koncert

Czy Maluch może dobrze bawić się na koncercie? Oczywiście. Często specjalne koncerty dla dzieci organizowane są w Filharmoniach, na przykład w Bydgoszczy – nie tylko dla przedszkolaków, ale również młodszych dzieci: niemowlaków i tych w brzuszku.

Sala zabaw

Sale zabaw zwykle czynne są cały rok i można je odwiedzać bez względu na panującą pogodę. Wystarczy otworzyć drzwi i można dostrzec zjeżdżalnie, tunele, labirynty, baseny z kulkami i wszystko, co tylko dziecięca dusza zapragnie. Często sale zabaw są podzielone wiekowo, osobne dla niemowląt i osobne dla dzieci starszych dla zapewnienia bezpieczeństwa a także by dostosować rozrywki stosowanie do wieku. Wszystko to w przyjemnej aranżacji kolorowych i klimatyzowanych pomieszczeniach.

Zwykle sale wyposażone są w bufet, gdzie można coś zjeść i wypić po wyczerpującej zabawie. Dużym atutem tego typu sal jest możliwość zabawy dorosłego z dzieckiem, zatem choć na chwilę rodzic może powrócić do czasów dzieciństwa. Tego typu sale zabaw umożliwiają również urządzenie uroczystości np. urodzin z całym pakietem rozrywek dla dzieci. Zaletą jest ponadto możliwość pozostawienia dziecka w sali pod opieką wykwalifikowanych opiekunów a samemu np. załatwić w tym czasie pilne sprawy. Sale zabaw mieszczą się w każdym dużym mieście a i w mniejszych zyskują dużą popularność, przez co są łatwo dostępne.

Zoo

Spotkanie z lwem, słoniem czy choćby zebrą to prawdziwa przygoda dla przedszkolaka. Duże miasta (Poznań, Gdańsk, Warszawa) umożliwiają obejrzenie dziecku dzikich zwierząt. Można tu spotkać zwierzęta z różnych stron świata i dowiedzieć się o ich zwyczajach. W mniejszych miastach istnieje możliwość zabrania dziecka na spotkanie ze zwierzętami, jednak w ogrodach botanicznych nie jest ich już tak wiele- tak jak w Bydgoszczy. I choć trudno porównać prawdziwe zoo z minizoo, to jednak te drugie często umożliwiają dzieciom bezpośredni kontakt ze zwierzętami, można pogłaskać kucyka czy kozę lub pobiegać za kaczkami.

W Polsce istnieją także dość nietypowe zoo…Na przykład w Ustroniu ( Beskid Śląski) znajduje się Ogród Niespodzianek, w którym daniele, dziki, muflony i  inne zwierzęta biegają wolno i dzieci same mogą je karmić. Dodatkowo dwukrotnie w ciągu dnia odbywa się pokaz lotów ptaków drapieżnych. Poza tym można oglądać stanowiska – gabloty z bajkami dla dzieci i skorzystać z placu zabaw. Na Helu zaś warto odwiedzić Fokarium w godzinach karmienia fok. 



Basen

Baseny zwykle mieszczą się w każdym mieście a więc są bardzo łatwo dostępne dla wszystkich. Z racji, iż wszystkie dzieci uwielbiają harce w wodzie. Najlepiej wybrać basen, który jest przystosowany również dla dzieci. Dobrze by na terenie pływalni znajdował się mały basenik dla dzieci z wodną zjeżdżalnią lub ciekawymi fontannami. Woda w takim basenie powinna być cieplejsza od pozostałych, by dziecku nie było zimno.

Kino

Filmy animowane w kinie często są wyświetlane dla osób bez ograniczeń wiekowych. Dlatego kina dla mniejszych dzieci stworzyły specjalną ofertę (np. Multikino, Cinema City). Zwykle podczas weekendu w godzinach porannych wyświetlane są filmy dla najmłodszych.

Najczęściej seans to kilka krótkich filmów animowanych np. 5 filmów po 5 minut. Dziecko z zaciekawieniem zwykle ogląda krótkie bajeczki i nie zdąży się znudzić. Często również podczas seansu dzieci mają dostęp do zabawek , którymi można się pobawić międzyczasie i umilić sobie czas.

Muzeum

Muzea zwykle kojarzą się z nudnymi wystawami obrazów czy choćby rzeźb i często to ostatnie miejsce, jakie przychodzi do głowy rodzicom. Warto znaleźć takie muzeum, które organizuje wystawę przedmiotów , które są zgodne z zainteresowaniami dziecka. W niektórych miejscach w Polsce są muzea, gdzie dziecko może spotkać ulubionego baśniowego bohatera np. Muzeum Dobranocek w Rzeszowie Natomiast w Muzeum Zabawek w Karpaczu można podziwiać różnego rodzaju lalki, maleńkie domki, kolejki a nawet budowle z klocków Lego.

Już za tydzień- relacja znaszej wyprawy do Zoo w Poznaniu. Zapraszam :)