poniedziałek, 20 lipca 2015

Matki Polki na fejsie. Dlaczego się nie dziwię, że niektórzy cisną bekę z mamusiek na forach

Macie różne konta internetowe, więc pewnie nie raz zostaliście zaskoczenie przez posty nadgorliwych matek- Polek, zwanych przez jeden fan page na fejsie "terrorystkami laktacyjnymi". Zdjęcie dziecka jest dla nich zbyt banalne. One zamieszczają zdjęcia zawartości pieluszek, nocników, piszą absurdalne posty, jak ten poniżej:








Zastanawiam się, skąd te mamuśki się wzięły? Czy naprawdę ale to NAPRAWDĘ są aż tak głupie? Czy po prostu dały się zwariowac trendowi na baby boom? Czy zagubiły się w oplotach internetowych wątpliwości, parafrazując klasyka? Czy naprawdę uważają, że widok obślinionego, ząbkującego dziecka jest tym, którym trzeba terroryzowac innych? Nic dziwnego, że powstają strony jak beka z mamusiek na forach itp. itd. Bo jak tu nie cisnąć pompy z kobiet, które powinny- na chłopski rozum, cholera- w końcu są matkami, są odpowiedzialne nie tylko za siebie, ale i za dziecko, które urodziły- być inteligentne conajmniej jak pies, który potrafi wykonac komendy rzucone przez właściciela? Zastanawiam się, czy te mamuśki to jednak nie są jakieś nieudane prototypy z fabryk sztucznej inteligencji gdzieś w jueseju, gdzie zostały potraktowane jako odrzut? Zastanawiam się , kto wytrzymuje z takimi kobietami? Panowie, naprawdę nie ma wśród was bardziej ogarniętych lasek, które chcecie- i możecie- zapłodnić? A może i wy jesteście na ich poziomie? W końcu jak w starym przysłowiu- swój do swego ciągnie... 


Ja się nie dziwię, że potem, tuż po rozpoczęciu kampanii przez jedna fundacji treści przekazu tejże kampanii są bezlitośnie wyśmiewane przez cały internet. Kojarzycie, o jaką fundację i spot chodzi, prawda? Pośmiejmy się zatem razem, bo to- moim zdaniem- kompletnie nietrafiony spot. Wartości, jakie miał promować, są super, ale forma, w jaką je ujęto jest żenująco przewidywalna, zieje sterotypami i jest antyfeministyczna- w znaczeniu wieje mizoginem, ktory napisal scenariusz do tego spotu. I nic dziwnego, że potem powstają memy tego typu:






Pewnie mi się oberwie od "natchnionych" mamusiek, które uważają, ze każda kupka ich dzieci zasługuje na pokazanie całemu światu. Dziewczyny, puknijcie się w łeb gryzakiem albo zwiniętą pieluchą, zorganizujcie sesję aromaterapii przy zawartości pampersa i mam nadzieję, ze jak osiągniecie stan nirwany, to jednak zostanie wam trochę oleju w głowie i będziecie normalnymi, fajnymi matkami, a nie tymi, które, na porodówce, widząc po raz pierwszy swoje dziecko, móią, ze dostało tylko 10 lajków na fejsie, więc prosicie o inne.

Nara.

piątek, 10 lipca 2015

Słodkich snów...Spanie z dzieckiem- rodzicielstwo bliskości

Dzisiaj postanowiłam poruszyć temat, który w niektórych kręgach uważany jest za kontrowersyjny. Jaki to? Spanie z dzieckiem. Spać w jednym łóżku czy nie? Oto jest pytanie wielu poczatkujących rodziców.


Przejdźmy do zalet:

1. Spokojniejszy sen dziecka. Maluch czuje zapach mamy i taty, dzięki czemu czuje się bezpieczniej. Takie trochę atawistyczne, ale jak najbardziej realne. W końcu- czy wam się to podoba czy nie- jesteśmy zwierzętami. I takie atawizmy pomagają w przetrwaniu i lepszym rozwoju.

2. Mniejsze ryzyko SIDS- czyli zespołu śmierci łóżeczkowej. Zdziwieni? A jednak. Maluchy śpiące z rodzicami więcej czasu spędzają śpiąc na boku lub na plecach. Dzięki temu sa 4 razy mniej narażone na SIDS. Ponadto, dwutlenek węgla wydychany przez rodziców działa stymulująco na oddech dziecka. Staje się on głębszy, dzięki temu Maluch jest lepiej dotleniony w trakcie snu.

3. Ustabilizowana fizjologia. Dzieci śpiące z rodzicami mają regularny rytm oddychania, stabilną temperaturę ciała. Robiątakże krótsze przerwy w oddychaniu w porównaniu do dzieci śpiących w osobnym łóżeczku.





Kiedy nie spać z dzieckiem?
- jeżeli tylko jedno z was tego chce- po co wam konflikty
- jeżeli palicie papierosy lub pijecie często alkohol
- jeżeli jesteście bardzo zmęczeni- możecie nie usłyszeć płaczacego Malucha albo przydusić go własnym ciałem
- jeżeli macie bardzo miękki materac
- jeżeli jesteście chorzy na choroby zakaźne
- jeżeli macie bardzo wysokie łóżko, w ogóle na czas spania z dzieckiem najlepiej jest położyć materac na podłodze, by uniknąć ryzyka upadku na podłogę

Nasza Zośka od drugiego miesiąca życia śpi w swoim łóżeczku. Czasem śpi z nami, kiedy np. obudzi ją zły sen albo wyrzyna jej się ząbek. Spanie z Maluchem jest fajne, ale moim zdaniem- nic na siłę. Nasza Zośka lubi spać sama, wśród swoich królików :) Jeżeli wasze dziecko lubi sen z wami- lucky you ;) kolorowych snów!

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rodzicem blisko być- najważniejsze zasady tej filozofii wychowani

 Naturalna więź wymaga podtrzymywania kontaktu cielesnego. Rozumienie potrzeb dziecka oraz zaspokajanie ich wzmacnia poczucie bezpieczeństwa. Przywiązanie wytwarza się już od momentu przygotowań do ciąży i jest wzmacniane w ciągu dalszego życia. Według Attachment Parenting International jest osiem zasad, które wspierają powstanie bezpiecznej więzi dziecka z opiekunem:

1. Równowaga w życiu osobistym 

Zasady te mają być wskazówką do nawiązania autentycznej bliskości rodzica z dzieckiem. Nie wystarczy tylko dać jeść, ubrać, kupić kolejną zabawkę czy zapisać na kolejne zajęcia dodatkowe, bliskość rodzica potrzebna jest dziecku dla dobrego rozwoju. Rodzicielstwo bliskości zakłada, że dzięki temu dziecko ma szansę wyrosnąć na otwartego, wrażliwego, inteligentnego i pewnego siebie człowieka.


2. Obecność rodzica- najważniejszą potrzebą dziecka do zaspokojenia

Dziecko potrzebuje bliskości już od chwili narodzin, dlatego tak ważną rolę przypisuje się kontaktowi skóra do skóry matki i noworodka. Wiele mam martwi się, że na skutek komplikacji porodowych, w tym konieczności cesarskiego cięcia, mają utrudniony pierwszy kontakt z noworodkiem. Trzeba jednak pamiętać, że więź kształtuje się przez całe życie i na pewno uda się nadrobić stracone początkowe chwile w szpitalu. Co więcej- jeśli tata Malucha uczestniczy od pierwszych chwil jego życia aktywnie przy noworodku- ciesz się, tym, kobieto! Obecność obojga rodziców jest kluczowa dla dziecka, bo ono potrzebuje was obojga. 

 3. Chcę pić mleko mamy, wtedy będę wielki

Karmienie piersią to niesamowicie przyjemne uczucie bliskości. Nie jest to tylko zaspokajanie głodu dziecka-to kontakt najczulszy z możliwych. Co ważne- karmienie butelką nie przekreśla tej intymności pod warunkiem, że maleństwo również odczuje matczyne ciepło, wpatrywanie się w oczy oraz tak ważne przytulenie.

4. Uwielbiam być noszony na rękach

Maleństwa bardzo lubią być noszone. Noszenie uspokaja, wypełnia potrzebę kontaktu fizycznego i pobudza ciekawość. Błędne jest przekonanie, że noszenie rozpieszcza. Noworodek i niemowlę bardzo potrzebuje bliskości daje mu ona tak ważne poczucie bezpieczeństwa. Dzięki temu jest spokojniejszy, lepiej oddycha, nabiera także zaufania do rodziców, którzy swoim dotykiem dają mu poczucie bezpieczeństwa.

źródło: mamanka.pl

5. Z rodzicami śpi się lepiej

Filozofia rodzicielstwa bliskości zaleca spanie wspólnie z dzieckiem. Fizyczna obecność mamy i taty wpływa na spokojniejszy sen i zmniejsza lęki. Każda rodzina powinna jednak sama podjąć decyzję o formie spania. To, że nie śpicie z dzieckiem w jednym łóżku nie przekreśla przecież nawiązania bliskich relacji z dzieckiem.

6. Płacz to mój sposób na komunikację z rodzicem

Jeśli rodzice z zaangażowaniem reagują na dziecięce łzy, wytwarza się wzajemne zaufanie. Maluszek widzi wtedy, że jego problemy nie są obojętne mamie i tacie. A przecież płacz jest tak naprawdę jedyną formą komunikacji noworodka i niemowlaka z otoczeniem. W ten sposób- gdy płacz nie pozostaje bez odpowiedzi w postaci działania mamy i taty- kształtuje się pewność, że bliscy mu zawsze pomogą. Rodzicielstwo bliskości odrzuca metody typu: jak sobie popłacze, to się lepiej dotleni. Płacz przecież nikomu nie zaszkodził. 

 7. Dyscyplina? Tak, ale z rozwagą

Nie powinno się mylić rodzicielstwa bliskości z wychowaniem bezstresowym. To, że ceni się w dziecku jego wrażliwość, potrzeby, a płacz traktuje jako formę komunikacji nie oznacza, że szkrabowi wszystko wolno. Rodzicielstwo bliskości nie dopuszcza metod wychowawczych opartych na przemocy, poniżaniu, zastraszaniu. W poszanowaniu godności dziecka stawia mu się granice i ustalane są normy zachowań w danej rodzinie z uwzględnieniem możliwości dziecka na danym etapie rozwoju.

8. Co jest ważne? Rodzina!

W rodzicielstwie bliskości ważna jest równowaga w życiu rodzinnym. Pamiętajcie, że rodzina to zespół, który ze sobą współpracuje i dąży do wypracowania porozumień, które powinny uwzględniać potrzeby wszystkich członków rodziny. Rodzicielstwo bliskości to nie nadopiekuńczość. Rodzice mają na uwadze to, że dzieci mają możliwość dokonywania wyboru, bezpośredniego doświadczania konsekwencji i uczą się na własnych błędach. Dzieci mają prawo dyskutować i mieć odmienne zdanie!

czwartek, 25 czerwca 2015

Dlaczego jako nauczyciel uważam, że nie powinniście kupować kwiatów i prezentów na koniec roku szkolnego

Drodzy Rodzice!
Piszę dzisiaj do Was jako nauczyciel i pedagog. Czytałam ostatnio różne artykuły dotyczące obchodów końca roku szkolnego. Czytałam też komentarze pod tymi artykułami. Jak Polska długa i szeroka, tak i podzielona w kwestii obdarowywania nauczycieli kwiatami i innymi prezentami. Pozwolę sobie więc zabrać głos, jako tejże przedstawicielka grupy zawodowej. 

Uważam, że wszelkie kwiaty,a już prezenty- podobno w modzie są: wyjazdy do spa, biżuteria i zabiegi kosmetyczne, tudzież fryzjerskie [sic!] to jakaś przesada. Najpierw dajecie dziecku przysłowiowego badyla, część z Was pewnie dlatego, że tak wypada (a kto tak powiedział?), albo by "wyrobić dziecku dobre relacje z nauczycielem" (cytat autentyczny, autorką wypowiedzi mama jednego z uczniów). Część z Was, robi zrzutki na drogie- sorry, ale wyjazd do spa nie kosztuje 10 zł- prezenty, bo uważa, że jak nauczyciel tego nie otrzyma, to się obrazi. Wiem nawet o "konkursach" w niektórych szkołach na najbardziej odjechany podarunek jako forma uznania dla belfra. Moi mili, nie tędy droga. W jednej ze znanych mi podstawówek grupa matek- ja nie wiem, czemu baby zawsze wyrywają się  z takimi akcjami- czyżby mężczyźni myśleli trzeźwiej w tych kwestiach?- wymyśliła sobie, że pani wychowawczyni dostanie od nich bransoletkę firmy pandora. Wiecie, ile kosztuje 1 (słownie: jeden) gówniany koralik? Około 100 złotych. Na bransoletce mieści się około 10 sztuk. Policzcie sobie sami, ile musi dać każdy rodzic, jeśli w klasie jest 25 dzieci. Nie dziwię się oburzeniu, jeśli właśnie się wkurzyliście. Dziwię się, że dajecie pieniądze na takie prezenty, a potem najeżdżacie na wszystkich, że dają, że oczekują, że to przesada. To jak z korupcją nie dasz łapówki, to jej nikt nie weźmie. 

źródło: hjustonmamyproblem.pl




Pamiętajcie, że nauczyciel to zawód jak każdy inny. Też dostaje wynagrodzenie za swoją pracę. Nie ma czegoś takiego jak niepisany kontrakt z rodzicami, że prezenty się należą. Skoro wykonuję swoją pracę, za którą otrzymuję pensję, to uważam, że to wystarczy. 

Wiem też, że istnieje grupa zarówno rodziców, jak i uczniów, którzy obdarują nauczyciela kwiatami, bo żywią do niego ogromną sympatię. Jeśli tak jest, to uważam to za miłe. 

Ale najfajniejsze jest słowo "Dziękuję" na koniec roku. Tego nic nie przebije. Dlatego zamiast zalewać belfrów kosztownymi podarunkami, stańcie twarzą w twarz i powiedzcie po prostu "Dziękuję". Znaczy więcej niż tydzień w spa w Turcji. 

wtorek, 23 czerwca 2015

Mały krok dla dziecka, a dla reszty sprawa wagi państwowej (ciężkiej)

Czyj Maluch właśnie zaczyna chodzić, ręka w górę?
Na pewno jesteście zalewani dobrymi radami od swoich mam, babć, ojców itede itede..."Jak raczkuje, nie będzie długo chodzić", "Jak pełza do tyłu, coś jest nie tak", "Jak zacznie chodzić, będziecie mieć przerąbane"... Serio z tych wszystkich tekstów wynika, że rozwój dziecka jest czymś złym, a najlepiej dla ludzkości byłoby gdybyśmy nie nauczyli się chodzić. 



Albo zupełnie odwrotnie- Twój Maluch ma już około roku i nie spieszy mu się do stawiania pierwszych kroków? To na pewno coś z nim nie tak- usłyszysz nie raz. Hej! Czy wszyscy uczymy się nowych czynności jednakowo szybko? Nie. Czyli co możesz zrobić? Daj dziecku czas. Nie oznacza to, że masz siedzieć bezczynnie. Możesz wspierać rozwój ruchowy dziecka poprzez rzadsze noszenie go na rękach, kładzenie zabawek poza zasięgiem rąk, tak, by chcąc ich dosięgnąć, musiało się ruszyć. Twoje dziecko jest wystarczająco mądre, by wykombinować, że da radę tylko musi włożyć w to trochę wysiłku. Kładź Malucha na brzuchu, wzmocni dzięki temu mięśnie kręgosłupa i będzie siedzieć stabilniej i być może szybciej zacznie raczkować i chodzić. Aha, raczkowanie jest zdrowe- nie słuchaj osób, które mówią, ze tak nie jest. Każdy fizjoterapeuta powie Ci, że dzięki raczkowaniu kształtuje się prawidłowa postawa, wzmacniają mięśnie i stawy. Ponadto, pracują obie półkule mózgu, bo sekwencja ruchów w raczkowaniu to np.: prawa rączka- lewa nóżka. Dzięki tym naprzemiennym ruchom tworzą się połączenia nerwowe między lewą półkulą (tzw. logiczną) i prawą (tzw. twórczą). 

Kiedy do lekarza? Gdy dziecko nie chodzi w wieku ok. 18 miesięcy. Półtoraroczny Maluch powinien już poruszać się w miarę sprawnie w pozycji pionowej, o własnych siłach. 

źródło: dzieci.pl
Mity związane z chodzeniem dziecka: Chodzik jest super. 

Co dzieje się, gdy włożymy dziecko do chodzika? Najprościej rzecz ujmując wszystkie te płynne procesy rozwojowe zostają zakłócone. Maluch w chodziku, można powiedzieć ani tak naprawdę nie siedzi ani nie chodzi. Pozycja w chodziku jest, więc nienaturalna, malec jest tak posadzony, aby jednocześnie mógł odbijać się paluszkami od ziemi, aby móc poruszać się. Dziecku oczywiście będzie się podobać w chodziku, szczególnie, kiedy zorientuje się jak szybko może się w nim przemieszczać, ale przecież samo nie zdaje sobie sprawy jak bardzo może być to niebezpieczne.

Dziecko w chodziku nie uczy się prawidłowej oceny odległości, stopniowej umiejętności utrzymywania równowagi, nie ma mowy o doświadczeniach związanych z przenoszeniem ciężaru ciała z jednej strony na druga, ze stopy na stopę.

*Poruszanie się w chodziku zamiast zachęcić dziecko do chodzenia, będzie malucha rozleniwiać. W naturalnym rozwoju dziecko, które zaczyna chodzić, gdy chce dotrzeć do czegoś szybko wraca do raczkowania, ale to jest naturalne, oparte na prawidłowych wzorcach. Dziecko, które zaczęło korzystać z chodzika, zanim osiągnęło umiejętność raczkowania, wyjęte z tego chodzika nie ma się, czym posłużyć, gdy chce szybko dotrzeć do czegoś.

*Aby maluch zaczął chodzić potrzebna jest prawidłowa praca – prawidłowe wydłużenie określonych grup mięśniowych utrzymujących miednicę w prawidłowym ustawieniu, a w chodziku ten proces zostaje spowolniony i ograniczony.

*Praca stóp w chodziku jest bardzo nieprawidłowa. Dziecko odbija się palcami, nie uczy się propulsji stópek, czyli przetaczania ich od pięty do palców, stopy nie odbierają bodźców z podłoża całą powierzchnią. Nie rzadko dzieci chodzikowe mają późniejsze problemy z koślawym ustawieniem stóp.

*Jeśli wsadzimy do chodzika dziecko, które jeszcze nie raczkuje to prawdopodobnie nie zacznie już raczkować, a to bardzo pozytywny etap rozwoju przynoszący wiele korzyści i choć są dzieci, które nie raczkują nie warto pozbawiać dziecko tego przez używanie chodzika.

Dlatego nie dajcie się zwariować, nie kupujcie chodzików, nie słuchajcie "dobrych rad", tylko dajcie dziecku czas. Aż w końcu przyjdzie dzień, gdy samo zrobi TEN PIERWSZY KROK :)

środa, 17 czerwca 2015

Jak poznałam moją córkę. Ciąża moimi oczami

A więc (nie zaczynaj zdania od "a więc", jak mawiała polonistka, ale inaczej się nie da), jestem w ciąży. Dwie kreski na teście zobaczyłam w sylwestra, dzisiaj byłam u lekarza. Zobaczyłam tę malutką fasoleczkę z bijącym szybko serduszkiem. Mój mąż prawie się wywrócił, jak lekarz zawołał go do gabinetu. Puk puk. Serduszko podskakuje na ekranie. To ono. Nasze dziecko. Nasz Maluch. Jeszcze nie wiemy, czy będzie NIM, czy NIĄ. Nieważne. Już jest fajne.

Miesiąc pierwszy.
Minął mi w sumie niezauważenie, bo nie wiedziałam, że jestem w ciąży. Piłam wino, bo były urodziny siostry, no i na święta Bożego Narodzenia. Jestem wyrodną matką. Bad mother, bad mother...

Miesiąc drugi.

Czuję się świetnie, nie wiem, co to wymioty, fasolka jest we mnie. Tylko spać mi się chce. Bardzo. Gdzie jest łóżko....Zzzzz...

Miesiąc trzeci.
Jestem zmęczona, bo miałam ostry zapierdziel w pracy. Lekarz wysłał mnie na zwolnienie. Odpoczywam. Śpię, czytam książki- w końcu mam na to czas :) W swoje urodziny miałam kontrolę i zobaczyłam mojego Malucha po raz pierwszy jako człowieczka. Widziałam głowę, maleńkie rączki, którymi bejbik zasłania twarz. Wstydzioch? Eeee, niemożliwe. Nie po takich rodzicach, jakimi my jesteśmy.

Miesiąc czwarty.
Spać już mi się nie chce, mam mnóstwo energii. Na własnym weselu tańczę do czwartej rano w 15 centymetrowych obcasach. Wyglądam świetnie. Tylko czasem wzruszam się, widząc reklamy pieluszek. Jakie słodkie te maluchy!

Miesiąc piąty.
Muszę trzymać dietę, bo poziom cukru mam w górnej granicy normy. Koniec ze słodyczami. Musze też ograniczyć owoce, soki, jasne pieczywo. Dam radę. W końcu chodzi o Moją Niunię. Taaak, to dziewczynka :) Będzie Zośka. Skąd to imię? Samo przyszło :)

Miesiąc szósty.
Za łyżkę lodów Carte d'Or o smaku bananowo- czekoladowym gotowa jestem wziąć udział w maratonie. Królestwo za rogalika z makiem!

w siódmym miesiącu ciąży

Miesiąc siódmy.
Sikam tak często w  nocy, że zarobiłabym drugą pensję, jakby mi za to płacili. Dlaczego nie wymyślił nikt moczodawstwa? Plusem jest to, że wyglądam jak milion dolarów. Serio, nawet nie wiedziałam, że jestem taka piękna. No i mam cycki jak bogini.

Miesiąc ósmy.
Gorąco. Spać nie mogę. Mam słabość do kryminałów. Wkurzają mnie reklamy pieluszek. Chcę spać. Dajcie mi lodów!!! Dobrze, że dużo nie przytyłam. Do tej pory tylko 6 kg.

Miesiąc dziewiąty.
Gorąco. Pić. Spać. Śpię po 2 godziny, na zwiniętej w rulon kołdrze, bo nie mogę się ułożyć. Chłopak mojej siostry, jak mnie widzi, to mówi" Widać, że już chcesz urodzić". Na szczęście, przytyłam tylko 7 kg przez całą ciążę. Chodziłam w swoich ubraniach, nie musiałam kupować żadnych ciążowych.

21 sierpnia 2014
Jestem na porodówce, zaczynamy akcję "Zośka, wychodź". I wiecie co? Wszystko, co przeczytałam o porodzie mogę spalić w piecu. Mój jest inny. Szybki i generalnie wcale nie boli tak jak wszyscy straszą.

22 sierpnia 2014, godz. 2.45
Zośka jest na świecie. Witaj, Maleńka! I wiecie co? Jest boska!

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Czego życzyłyby sobie dzieci?

Odpowiadając na pytanie już w pierwszym zdaniu- KULTURY! 
Nie tej wysokiej- typu teatr, kino noir, muzyka klasyczna rodem z filharmonii.

Dzieci życzyłyby sobie kultury na co dzień. Kultury słowa. Przykład? Żeby nigdy Maluch siedzący w wózku nie musiał usłyszeć na swój (i swojej mamy) temat takich oto słow, wypowiadanych przez radosnego bo podchmielonego pana przechodnia:
-Ta to się kurwa telepie z tym wózkiem. 

Kultury gestu. Żeby nigdy żadna dorosła osoba nie zabroniła- stając w drzwiach tudzież łapiąc za rękę, aż siniak na nadgarstku się pojawi z powodu siły uścisku- odkrywać nowe miejsca. Żeby nie zabraniała tylko dlatego, że sama już jest leniwa i ma po dziurki w nosie zachwytów nad kolejnym kotkiem/ pieskiem/ wanną/ sedesem/ śmieciami. 


źródło: demotywatory.pl

Kultury myśli. Żeby w kraju, gdzie dzietność spada na łeb, na szyję, w kraju jedynym słusznym, gdzie katolicka myśl kreuje światopogląd, domodlony na klęczkach przez naród co niedziela w kościele, nikt już więcej nie ośmieszał na łamach prasy tudzież w mediach szeroko pojętych- małych istot godnych szacunku. Żeby nikt nie ważył się zakazywać Maluchom przebywać w miejscach publicznych, bo przecież mogą narobić w pieluchę i potem to robi się tylko kupa myślowa z udziałem dorosłych. Bo to im się nie podoba. Sorry, ale w obronie dzieci całego świata powiem może i wulgarnie, ale dosadnie- prawda jest taka, że sracie wszyscy. I kiedyś ktoś wam te tyłki podcierał. A jednak żaden berbeć nie zabroni wam chadzać na niedzielne obiadki do knajpy i szpanować hajsem zarobionym w swojej bardzo-ważnej- pracy. 

Dlatego, drodzy dorośli, nie narzekajcie, że młodzież nie taka, że brak jej kultury. W końcu od kogoś ta młodzież tenże brak przejęła...